Zapraszam :)

Zapraszam wszystkich do uruchomionej właśnie nowej strony "Zatrzymane w kadrze" gdzie publikował będę różne fotografie, poukładane tematycznie, albo i nie poukładane, to się zobaczy :)
Aby dobrać się do składnicy kadrów należy "najechać" kursorem na na znajdującą się wyżej zakładkę "Zatrzymane w kadrze" poczekać moment i z listy wybrać co chcemy oglądać. Zapraszam do oglądania, komentowania i wspólnej zabawy

Obrazek

Zdjęcie0165.jpg

Uwaga, ważne bardzo !!

W związku z licznymi protestami gości w sprawie wyskakującej reklamy z prawej strony taką odpowiedź uzyskałem od redakcji :

- Szanowny Panie,
Uprzejmie informujemy, że sprawdziliśmy poprawność działania okna z polecanymi blogami na aktualnych wersjach przeglądarek. Obecnie możliwość jego zamknięcia działa poprawnie.
Sugerujemy usunąć pliki cookies z przeglądarek, na których wskazany problem występował i podjąć ponowną próbę.
W przypadku dalszych problemów prosimy o sprawdzenie czy zainstalowana jest najnowsza wersja przeglądarki i przesłanie zrzutów z ekranu przedstawiających brak "X" do zamykania okna oraz informację o wersji przeglądarki.
Pozdrawiamy,
BOK Blog.pl

A więc, wszelkie zrzuty proszę kierować na adres desper13@interia.pl
Najnowsze wieści z pola walki, jest szansa że państwo administratorzy zajmą się problemem bo :

Szanowny Panie,
Dziękujemy za list.
Uprzejmie informujemy, iż zgłoszony przez Pana problem został przekazany do naszego Działu Technicznego. Gdy tylko otrzymamy odpowiedź skontaktujemy się z Panem drogą mailową.

Szanowni państwo z działu technicznego i BOK trzymamy za Was kciuki, niech się Wam uda, historycznie, jak piłkarzom na narodowym !!

Jeszcze ważniejsze niż wcześniej !! Ostatnie wieści z frontu, czyli odpowiedź z Działu Technicznego!!
- Szanowny Panie,
Uprzejmie informujemy, iż nasz Dział Techniczny wprowadził odpowiednie zmiany. Bardzo prosimy o sprawdzenie czy ma Pan możliwość zamknięcia wyświetlanej reklamy.

dostałem i się nie podzielę :)

liebster-blog-button-pic.png

Grudzień 2016
P W Ś C P S N
« maj    
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031  

kiedyś się pojawiło

Było odważnych

  • Wszystkich wizyt: 37008
  • Dzisiaj wizyt: 5
  • Wszystkich komentarzy: 6386

szpieg

wordpress visitor counter

Zatrzymane w kadrze

Hej dzieci jeśli chcecie, zobaczyć Desperkowy świat przed kompa dziś zapraszam Was.  Małe Złośliwości włączcie, na zakładkę „Zatrzymane w kadrze” wejdźcie i „Pięćdziesiąt ………… ” odpalcie :)

Postanowiłem na stronie „Zatrzymane w kadrze” prezentować fotografie, które mnie w jakiś sposób urzekły, póki co nie opanowałem jeszcze do końca wstawiania zdjęć na bloga, więc proszę o wybaczenie braków technicznych oraz niedociągnięć estetycznych.

Zapraszam do oglądania :)

do momentu aż uda mi się w bardziej jasny sposób przekierować odwiedzających załączam linka do właściwej stronki

 http://desperado13.blog.pl/zatrzymane-w-kadrze/piecdziesiat-pyszczkow-bialej- bestii/

Bo do brydża czterech trzeba

No i jak by nie patrzył to jednego brakuje, bo wiadomo powszechnie,  że liczba trzy świętą jest no bo święta trójca to rzecz niepodważalna, chociaż jakby się dobrze przyjrzeć to taka święta to ona ta trójca nie jest. Wiem że już w tym momencie sytuacja staje się napięta, ale skoro Duch Święty ma dziecko pozamałżeńskie, co z tego że teoretycznie bez odbycia stosunku seksualnego, ale jednak jakby nie patrzył bez zawarcia związku, a co najważniejsze bez uiszczenia stosownych opłat z zapowiedzi, za mszę i ogólnie bez należnej ofiary, ale ponadto w tej samej trójeczce jest jeszcze jednocześnie ojciec i jego syn, no to już zakrawa na niezłą perwersyjkę, a więc żeby nie powielać trudnych do wyjaśnienia schematów do brydża potrzeba czterech, a w tym roku jak raz brakuje jednego. No tak no bo proszę sobie wyobrazić że w piątek, chociaż w piątek jak mawiał mój zacny stolarz-fachowiec, w piątek jest zły początek, ale przesady to opium narodu jak zaś mawiał niezapomniany wietrzny kapral, proszę aby nie mylić z wiecznym kapralem bo to nieprawda jest, gdyż za zasługi na polu bitwy dostał on awans na plutonowego, a jak wiadomo plutonowy to już nie byle kto. Niemniej jednakże jeżeli rzecz zaczynamy w piątek, to jednak coś w tym jest że piątek to zły początek i dlatego brakuje jednego. Na dodatek brakuje młodego oo!! Nawet bardzo młodego brakuje i tego bardzo młodego trzeba znaleźć!! Otóż rzecz ma się w tym, że skoro piątek, ten piątek to gość poważny bo już mający 125 lat, tak – tak stary ale jary, a niedziela ooooo niedziela to dopiero staruszka jest bo ta niedziela to już 224 latka ma, ale nie ma co dzielnie się trzyma to para w brydżu jest więc druga para to sobota, ale sobota no co sobota sobą znaczy jak to ledwie 11 latek ma toż to jeszcze płoche dzikie i głupie jak szczeniaczek na wiosnę wypuszczony na miedzę. Więc, u siebie będąc owo więc mi powiewa, sobota pary szuka co by tego czwartego mieć do brydża !! Póki co do grilla zasiedli i nijak ruszyć  nie mogą, nawet pierwszej flaszki odkorkować się nie da no bo jak tak w trójkę, nie do pary?? Kto młody niechaj się dosiada, niechaj grilla rozpala kracięta rozdaje i wódeczkę polewa wszak świętować trzeba i 1-go Maja i 3-go również.

A kto wie jakież święto jest 2-go maja??

Pańskie oko ogrodu pilnuje !!

Pańskie oko konia tuczy to prawda stara jak świat, ale gdyby się tylko tak dało samym okiem tego konia utuczyć to by dopiero sensacja na skale światową była. Ale……. skoro przysłowia mądrością narodu to w takim układzie czyżby to przysłowie było jakąś pomyłką?? Póki co skromnym mym zdaniem to koni mamy pod dostatkiem, ale …………… otóż właśnie jak to zwykle bywa diabeł tkwi w szczegółach, zastanawiające jest że te diabły są takie małe, no bo skoro w szczegółach one siedzą, a jak wiadomo szczegóły jak sama nazwa wskazuje są szczegółowe to i nie są wielkie no to jak się mieszczą w szczególe to jakieś małe muszą być te diabły, no chyba że są jak dżiny, co to w butli se taki siedzi i czeka aż ktoś butle pogłaszcze, a wtedy se z niej wychodzi i się roooobi wieeelki, olbrzymi, no wiadomo że głaskać też trzeba umieć, no żeby się powiększał, żeby rósł mężniał twardniał, ale wracając do tematu to dlaczegóż te konie tak się nie tuczą od samego oka?? Baaa bo to pańskie oko musi być, a żeby stwierdzić czy Desperek pańskie oko posiada dnia pewnego roku pańskiego bieżącego wybrał się ów na ogród co by sprawdzić, póki co na roślinach czy, jako ten głaskany dżin, będą od jego łagodnego, pełnego spokoju tudzież nieprzebranego oceanu cierpliwości wszelakiej rosnąć. Zajrzał se był więc Desperek na dorodnego płożaka,

Ale cóż to znaczy ta gałązka złamana ?? Kto ją złamał, dlaczego ją złamał i………………… ale cóż to ?? Cóż to za jakieś ślady biologiczne?? Rzecz wymagała dokładniejszego zbadania, 

 

W wyniku szczegółowych, fachowych i bardzo wnikliwych oględzin ustalono, że

- są to ślady biologiczne w postaci zdartej zwierzęcej sierści, ubarwienie białe, gatunek nie znany

- ostrzeżenie może być wielki i  groźny

Ooooo tym razem to nie jakiś tam kitajec, tym razem sprawa była znacznie poważniejsza, ale tym bardziej nadawała się dla dzielnego Desperka. Nie zważając na nic rozpoczął poszukiwania, najpierw dyskretnie się rozejrzał po okolicy, nie zdradzając swych zamiarów

ale tam nic podejrzanego nie było, niemniej trza się przyjrzeć z bliska

i jeszcze tu

ale tu też nic nie było. Trzeba było rozszerzyć zakres poszukiwań. Chociaż to wydawało się nie możliwe trzeba było sprawdzić każdy trop, więc

w okolicach nieśmiałej stokrotki nie ujawniono nic, trzeba było sprawdzić dalej 

uwodzicielsko pachnący hiacynt, też nie wiedział nic delikatnie zarumieniony tulipan też odmówił współpracy

aż wreszcie trzeba było użyć zdecydowanie bardziej brutalnych metod i na spytki wziąć owada,

no cóż, pszczółka grzecznie przerwała zapylanie i żądając zachowania anonimowości zasugerowała aby przyjrzeć się bliżej ostrokrzewowi, bo tam wiele ciekawych rzeczy się dzieje

i owszem, owszem przy dorodnym ostrokrzewie potwór, wielki jak tramwaj, zębiska wielkie jak szable, ślepia jak pochodnie, a cóż tam dzielnemu Desperkowi !! Krzyknąwszy, celem dodania sobie animuszu, hajda na potwora rzucił się do ataku!!  Potwór padł,

ale ze śmiechu :) 

Potworne pozdrowienia przesyła potwór :)

Bo benzyna płynie w nas …………….:)

Jak dobrze wstać skoro świt jutrzenki blask ………….. noszsz w mordę jeża gdzie ta jutrzenka, ktoś jutrzenkę zajumał, albo no właśnie może na jutrzenkę trza było czekać, można by było, gdyby czas na czekanie był, ale skoro plan był inny więc czekać nie można było, a  wiadomo jak nie można czekać, to działać należy. Tak też dzielna drużyna  do dzieła przystąpiła, w środku nocy na równe nogi się zerwała, no dobra, była by się zerwała na owe równe nogi gdyby podczas zrywania nie strzyknęło w doopie i strzeliło w kolanie, byłby Desperek rączo, jak młode źrebię pogalopował do kuchni. Młody jako uzupełnienie drużyny dzielnej ,zaspanymi oczętami wodził po suficie, jakby go pierwszy raz  widział, a od lat kilkunastu taki sam on jest. Początki zawsze bywają trudne, kto próbował ten wie, a kto nie próbował, niech spróbuje,tak więc niezrażeni, kawą pobudzeni, wyruszyli w świat szeroki, tam gdzie zapach nafty i benzyny miesza się z najnowszymi trendami światowej mody. A światowa moda potrafi zaskakiwać, no bo na co się zdecydować, co modne w tym sezonie będzie ?? Czy klasyczna, krwista czerwień połączona z zawsze elegancką czernią ?

A może lepiej się będzie prezentować soczysta zieleń ??

Na pewno, niezmiennie furorę robi zimna matowa stal ze szkarłatnym cieplejszym akcentem, 

z oczkami, finezyjnie podkreślonymi

A oczka teraz to niezmiennie królująca technologia LED, 

Ehhhh nowoczesność, z sentymentem oglądamy się za siebie

wspomnień czar, czyż to maleństwo nie jest słodkie ??

Czy tylko cztery koła ??

na dwóch też da się pomykać i to całkiem zgrabnie 

coś dla grzecznych dziewczynek 

Na koniec zagadka. Kto pierwszy odgadnie markę samochodu, do którego należą te urocze ślepka :)

 Jakież więc w bieżącym sezonie kolory najmodniejsze będą ??

W związku z rozwiązaniem powyższej zagadki przedstawiam poniższa zagadkę i nie ma że boli trza odgadnąć oooo!!

Ha i co teraz ??

Barankowo i świątecznie

Jak co roku w Chałupach, gdy zaczyna się upał…………………… upsia no hmmm no jakoś wszystko gra po za tym że upału nima, ale jak mawiali  starrzy górale, a właściwie dlaczegóż to starym góralom przypisuje się nadzwyczajne mądrości, skoro oni tylko okowitkę pędzili, nooo wiadomo degustowali spożywali i…………….. własnie w tym pies jest pogrzebany, ale proszę nie czepiać się reklamy pewnego przewoźnika kolejowego, nie  jest istotne jakiej rasy był  to piesek, istotne jest że życie stracił i niekoniecznie musiał to być piesek bo ………….. otóż właśnie o baranka chodzi. Jak wiadomo z rozlicznych badań pseudonaukowych, naukowych i bardzo naukowych, jagnięcina zdrowym mięskiem jest, ale co to ma do okowitki??? Otóż właśnie starzy górale jak okowitke pędzili, zażywali-spożywali to jagnięciną przekąszali,  stąd cholesterol nie zeżarł im trzewi tudzież mózgu, no to i z mądrości słynęli, w związku z czym mawiali, że jak upału nima to pewnie jeszcze zima, ale gdzie ta zima jak śniegu nima?? Otóż powołując się na góralskie mądrości, chociaż tu wtręt mały uczynić muszę, że mię osobiście zainteresowały nie starych górali pierniczenie, lecz młodych góralek pierniczki ehhhh zwłaszcza te dwa ciacha dorodne, ale cicho sza bo się wyda:) Wracając na prawomyślne ścieżki prawomyślnego posta, wszak blog ten cieszył się sławą statecznego, otóż więc jak co roku żeby zimy się pozbyć to i Święta Wielkanocne trza odprawić, a jak święta to i świąteczne życzenie tak więc , świątecznie życzę zdrowego króliczka którego gonić należy i z gonitwy cieszyć się również, jurnego baranka no bo co to za baranek jak nie ……………. no ważne żeby był jurny, ciepłego dyngusa bo jak dyngus zimny to śnieżki wokół głowy jako te ćmy wokół żarówki latają no i przede wszystkim rodzinnie ciepłych, sutych w jadło i napitki wszelakie i oby wszystko się na cyckach zatrzymało a nie w boczki poszło :)

peesam nieśmiało wszak nieśmiały jestem nadal, witam wszystkich po nieobecności pewnej :)

Wszystko ma swój czas

„Wszystko ma swój czas
I przychodzi kres na kres
Gdybym kiedyś odszedł stąd
Nie obrażaj się na śmierć”(Perfect )

Ten czas nadszedł, nie obrażać się  – proszę  .

 Wszystkim, którzy tu zajrzeli, poczytali, skomentowali  – dziękuje.

Wszystkim którzy gościli mnie u siebie powodzenia w blogowym i nie tylko blogowym świecie życzę.

spadł czy upadł – jesienne melancholie

Kolejny raz, kolejny raz przychodzi bez pytania, ileż to razy już przychodziła?? Trzy może cztery?? Swoją drogą dlaczego przychodzi tak zupełnie bez zapowiedzi, tak całkowicie znienacka, czyżby aż tak była nielubiana?? Czyżby aż tak nikt jej nie chciał, że musi spaść jako ten jastrząb na stado niewinnych, bezbronnych kuropatw? Tak właśnie spaść, jak ten liść kasztanowca spadł.
Swoją drogą ciekawe, dlaczego on tak szybko spadł, podeschnięty z lekka, ale nie tak całkiem, jeszcze tli się w nim sporo zieleni, ledwo żółty, ledwo na końcach się zbrązowiał, a już spadł. Oderwał się od swojej macierzy, tak jakby frywolnie, jakby bez zastanowienia, ale czy na pewno……..? Czy aby na pewno to bezmyślne oderwanie się było, no przecież ledwie październik się zaczyna a on taki jeszcze niedojrzały, jeszcze prawie zielony spada, upada jak upadają ci co myślą że są niezniszczalni, nietykalni, upada jak czasem upadają młodzi ludzie. Ale czy ten upadek tych młodych ludzi musi być taki, jak tego liścia, co to targany wiatrem, zmoczony poranną rosą zostaje zamieciony na stertę innych zeschniętych liści i na kompost wywieziony?? Może ten upadek nie tak bardzo jednoznaczny jest. Może ten liść, ten nieopierzony, zielony młokos nie chciał spadać, może dusił się tam na górze i oderwać się od macierzy swej chciał, musiał bo innego wyjścia nie widział. Może jego własna macierz ograniczała go aż tak bardzo, że jedynym wyjściem było oderwać się od niej. Niczym to symboliczne odcięcie pępowiny od matki powoduje, że niemowlę usamodzielnia swój oddech, swoje odżywianie, że staje się nowa istotą, tak ten liść uznał, że musi, musi oderwać się, otworzyć swój własny rachunek i na nim zapisywać wszystkie za i przeciw, na swym własnym rachunku zapisywać wszystkie wpływy ale i wydatki, wszystkie sukcesy i porażki. Ale czy niesiony krótkotrwałym podmuchem, podmuchem który wzniósł go na wyżyny jest w stanie dostrzec, że za chwilę wiatr, który niesie go, na fali którego jest teraz tu i on właśnie on czuje się że zdobywa cały świat, że ten wiatr, ten podmuch kapryśny jest i zaraz, za chwile zmieni kierunek, a może całkowicie osłabnie i on ten ważny spadnie, będzie leżał na ziemi, usychał, aż ktoś go na kompost zawiezie  jak inne niepotrzebne  źdźbła, jak niepotrzebny element jakiejś dziwnej układanki, układanki której nikt nigdy do końca nie ułożył, której nikt nigdy do końca zasad nie poznał. A może chciał upaść nisko najniżej jak się tylko da, może szuka twardego dna,  żeby od niego się odbić i znów na fali wiatru nieść się daleko hen wysoko jak najwyżej?? Nie – nie, tyle ich widziałem, tyle ich spadało i żaden  nie powstał, żaden nie pofrunął znów wysoko daleko tam gdzie jest lepiej, tam gdzie jest dobrze. Ale czy ktoś wie gdzie jest lepiej, Hmmm wszędzie gdzie nas nie ma jest dobrze, jest lepiej, wszędzie tam, gdzie nas nie ma jest inny świat, ale czy lepszy?? Czy ten inny świat  jest dobry?? Ech znów przyjdzie zima i przykryje swoim białym całunem wszystko i znów świat będzie wyglądał na czysty, taki nieskazitelny i znów przyjdzie wiosna która eksploduje zielenią,  kolorami ………..tylko dlaczego jesień, jesień tak bardzo doskwiera, doskwiera tak mocno że aż …………………..oczka trza wycierać, jakieś takie wilgotne się robią i …………….. i żal tego co minęło

Bo swoje miejsce na ziemi każdy musi znaleźć

W zamierzchłej przeszłości tego roku czyli gdzieś w okolicach mają

 

-Uwaaaaaaaga rodzina, zatrzymujemy się, tu rozbijamy obóz i tu jest nasza ziemia obiecana – zaryczał Zaskrotata do pełzających za nim Zaskromamy i Zasrkodzieci, wszyscy radośnie zrzucili tobołki z pleców porzucili kijki wędrowców i radośnie posykując zaczęli eksplorację terenu, znaczy się zaczęli szukać miejsc odpowiednio wilgotnych i nasłonecznionych. Tuż przy żywotniku pośrednim Zaskromama dostrzegła niezłą kupkę przemielonej trawy, ummmmm wilgotna, ummmm jaka cieplutka, syknęła więc na Zaskrotatę – ummm staruszku patrz jakie idealne warunki, ummmmm -zasyczała dalej prężąc ponad metrowe ciało z wyraźnie spłaszczoną głową – ummmm staruszku tu by się jajeczka pięknie wylęgały – już miała zamiar ponęcić Zaskrotatę, gdy niespodziewanie  podpełzły Zaskrodzieci i trza było zająć się organizowaniem domu.

 

W mniej zamierzchłej przeszłości tego roku czyli gdzieś w okolicach sierpnia

 

-Staryyyyyyyyy, ratuuuunku, żmiiiiiija !!!! – Zaskromama wijąc się jak piskorz pomykała wśród traw, zręcznie omijając berberys, krzewuszkę, szerokim łukiem robinię ozdobną, aż wreszcie dopadła  legowiska – staryyyyy ta dwunoga żmija nie syczy tylko wrzeszczy jak opętana, wyprowadzamy się, ja tu nie chcę mieć dzieci………. – wreszcie gdy straciwszy nieco oddechu łapczywie łapała powietrze,  wykorzystał Zaskrotata ze stoickim spokojem – uspokój się, Tobie wszystko przeszkadza, najpierw to białe bydle co biega czasami, teraz ta dwunoga żmija, mówiłem żebyś tam nie łaziła – po czym przewrócił się na grzbiet co by wygrzać brzusio – zdrajco- zasyczała Zaskromama  i rzuciła się na bezbronnego Zaskrotatę – tam było słoneczko i ciepełko i nie pozwolę sobie, aby na mnie wrzeszczała jakaś żmija, dwunoga żmija – poprawiła się natentychmiast – wyprowadzamy się, ale to już !!

 

Teraźniejszość tego roku czyli gdzieś w okolicach połowy września

 

-Uwaaaaaga leeeeeecę – wrzasnęła, a przynajmniej tak jej się wydawało, że wrzasnęła, bo w rzeczywistości z podniecenia pierwszym lotem ledwie pisnęła, pajęczyca Sabina i fruuu odczepiła się od czerwieniejącej gałązki winobluszczu, lekki podmuch wiatru uniósł ją wraz z nicią babiego lata, co prawda pajęczyca Sabina celowała w dorodnego świerka conica, który to niby iglasty, niby taki nastroszony, taki kłujący, a jak prawdziwy facet pozornie ostry i twardy, a tak naprawdę miękki, delikatny, prawie czuły, jednakże Pstonik wiaterek dmuchnął z prawej, dmuchnął z lewej i fiuuu poleciała pajęczyca Sabina dalej, aż na różę białokwiatową – ratuuuunku rozbiję się na tym kolcu– znów wrzasnęła, albo znów jej się wydawało, że wrzasnęła bo tym razem ze strachu słowa nie mogła wydusić z siebie – czego się drzesz- warknął rezydujący od wiosny na owej róży pająk Zdzisław – trza siedzieć z doopą na miejscu to się nie rozbijesz, tfu latać się im zachciewa, tfu – złorzeczył stary pająk Zdzisław – goń się dziwaku stary, do młodzieży świat należy – wrzasnęła tym razem pełną pajęczą piersią pajęczyca Sabina i fruuuu poleciała dalej, przekomarzając się z wiaterkiem Psotnikiem. Tymczasem pod rozłożystym płożącym jałowcem Zaskrotata zbudzony przez wrzaski pajęczycy Sabiny, przeciągnął się, strząsnął resztki snu ze spłaszczonej lekko głowy, już – już miał wypełznąć na rozbudzony porannym słoneczkiem trawniczek gdy………… wpijające się w jego ciało, zimne, wyrachowane  oczy zamroziły go, zastygł on w bardzo niewygodnej pozycji – dosyć, wyprowadzamy się- zasyczała Zaskromama – wczoraj ten wielki nieokrzesany dwunogi dzikus chciał wziąć na łopatę naszego Zaskrosyna!! Chciał go wyrzucić, nie wiadomo gdzie!! – Zaskrotata zrozumiał, że na nic tłumaczenie, że trza zbierać doopę w troki i się wyprowadzać. Westchnął więc głęboki i …………… – uwaga zaskrońce , zbieramy się i wyprowadzamy, czas operacyjny do wymarszu jedna godzina, przypominam zabieramy ze sobą tylko rzeczy niezbędne- gardłowym głosem wydał polecenie. Natychmiast pod jałowcem ożywiło się całe towarzystwo. Zaskromama pozbierała niezbędne rzeczy co by móc karmić swoje stadko, Zaskrodzieci rozbiegły się po ogrodzie w poszukiwaniu ulubionych zabawek, nawet okazyjnie bawiący w tych stronach jeż Jerzyk fuknął, prychnął, zarzucił resztkę nadgryzionego jabłuszka na kolce i truchcikiem pobiegł w kierunku maleńkiej sosny kalifornijskiej, gdzie tuż obok było przejście pod płotem, myknął więc zwinnie i już po chwili jego połyskujące w słońcu szare kolce, na przemian z ciemniejszym ryjkiem zakończonym czarnym guziczkiem, pojawiały się daleko w polach, aż zupełnie zniknął za wysoką miedzą. Nie minęła godzina, a cała Zaskrońcowa rodzina była gotowa do wymarszu, każdy ze stosownym podróżnym tobołkiem na plecach, pyszczki podparte na kijkach wędrowców, wszyscy oczekiwali hasła do wymarszu. Zaskrotata oczywiście, jak przystało na prawdziwego przewodnika wił się i pełzał to tu to tam, sprawdzał dzieciom czy tobołki dobrze związane źdźbłem trawy, czy liście użyte nie są zbyt zeschnięte i aby nie pękną, a to czy kijki nie są kolczaste bo se stado pyszczki pokaleczy, aż wreszcie ……….. – w drogę – krzyknął donośnie.

Jakby ktoś widział Zaskrońcową rodzinę, wędrującą z tobołkami na plecach i kijkami w pyszczkach to z pewnością rodzina z Desperkowego ogrodu .

Sprawiedliwie, to znaczy jak??

Otóż właśnie, sprawiedliwie to znaczy jak?? Bo jak wiadomo, a właściwie to nie do końca to tak wiadomo, ale skoro przysłowia są mądrością narodu, a trzeba uznać że nasz naród mądry jest, rzecz jasna jak każdemu mądremu czasem zdarza się coś głupiego zrobić to i naszemu narodowi też się przydarzyły jakieś głupoty, ot chociażby takie a nie inne wyniki wyborów i parę jeszcze innych głupotek większych, czasem mniejszych, ale zostawmy głupoty, bo o głupotach gadać nie będziemy, zaczęliśmy od tego że nasz naród mądry jest,  nooo przecież głupi naród nie wydał by na świat Kopernika czy też innego Skłodowskiego, eee znaczy się no to chyba była Skłodowska jakaś Maria, ale dlaczego Maria musi być Skłodowską a nie Skłodowskim, skoro jest Jan Maria i to jest on a nie ona?? Niemniej jednakże skoro już jednoznacznie  stwierdziliśmy, i co do tego stwierdzenia zgodni jesteśmy, że przysłowia mądrością narodu są, to skoro przysłowie mówi – równo, nie znaczy sprawiedliwie, to ja się zapytowywuję, tak właśnie się zapytowywuję i odpowiedzi jasnej i precyzyjnej oczekuję, jak bardzo nierówno być musi aby sprawiedliwie było?? Bo otóż, jakieś  proporcje zachowane być powinny, jakieś elementarne zasady przyzwoitości tudzież !! Prawdopodobnie wielu czytających zaczyna się zastanawiać cóż takiego się stało, że tak ważki temat społeczny został poruszony, otóż komunikuję wszem i wobec, że Desperek wielkiej niesprawiedliwości społecznej zaznał, ale …… żeby tylko Desperek to jeszcze by można było przeżyć, ale owej niesprawiedliwości doznała męska część Desperkowego stada, składająca się z niego samego oraz dwóch Młodych Wilków, szybkich, wściekłych i większą część dnia zaspanych. Gdyż i ponieważ jak można mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości gdy, na stanie owej męskiej części stada pozostaje niżej udokumentowana liczba par obuwia

 

Podczas gdy  damska część stada, w licznie sztuk samic dwóch zgromadziła do swej wyłącznej dyspozycji niżej wskazaną liczbę par obuwia

Celem uściślenia, dokumentacja foto, nie obejmuje obuwia używanego na co dzień oraz zimowego, ponawiam więc pytanie, jak nie równo jest sprawiedliwie ??

Kij jaki jest każdy widzi, ale czy aby na pewno ??

 Dawno, dawno temu kiedy jeszcze na ziemi smoki latały, wrzątek z gejzerów piły i ogniem pluły, świat cały lotem błyskawicy obiegła niezwykła wiadomość, otóż stwierdzono, że ………… każdy kij ma dwa końce!! Niby nic takiego dziwnego w tym stwierdzeniu nie było, ale jak porządnie się zastanowić, a zastanowić się wypada, nie żebym był jakiś wścibski czy co, ale tak dla poszerzenia wiedzy swej, rozszerzenia horyzontów myślowych też no i tak dla rozwoju ogólnego, bo jak wiadomo kto się nie rozwija ten tkwi w miejscu a ten co tkwi w miejscu ten zostaje w tyle, gdyż jak powszechnie wiadomo świat do przodu gna, no a jeżeli nawet nie gna to się przemieszcza, niemniej jednakże gdzieś tam zmierza i ten który nie zmierza razem z nim zostaje, a ostatnim być jest kiepsko bo ostatnich gryzą psy, nie wiem dlaczego akurat tych ostatnich mają gryźć psy, a nie szarpać sępy, na przykład, bo przecież wiadomo że pies nieświeżego mięsa za bardzo nie lubi, w końcu pies to prawie jak facet, no wiadomo lubi dobrze zjeść się wyspać i być na noc wypuszczony, no i jeszcze parę rzeczy lubi facet i pies też, nie mniej jednakże skoro ktoś jest ostatni to ktoś pierwszy być musi. Biorąc pod uwagę, że ci ostatni są ostatnimi bo pierwsi byli /są lepsi to zbierając doopę w troki i wyrwanie do przodu powoduje nakręcanie spirali wyścigu szczurów, bo jak powszechnie wiadomo, jak ostatni będzie pierwszym to po nim ostatnim będzie przedostatni i jak ten przedostatni się zbierze w sobie i wyrwie do przodu to już nie będzie ostatnim, a będzie pierwszym, a jego miejsce zajmie ten przed przedostatni, przy czym należy zauważyć iż ten pierwszy ostatni podkręci tempo, no bo skoro peleton utrzymywał określone tempo, to ten ostatni chcąc się wyrwać na pierwszego, musiał podnieść tempo, a ten przed ostatni co się zrobił ostatni nie chcąc być nadal ostatnim wyrwał do przodu, to znów podniósł tempo i wynikiem tego jest fakt że wcześniejszy przed przedostatni stał się ostatnim i on też nie chce być ostatnim więc bierze nogi za pas i zapieprza do przodu, więc znów podkręca tempo i………… znów jakiś przed przed przedostatni jest ostatnim i on też łapie charakter w nogach i…………… i tak w nieskończoność a sęp ……. głodny wciąż jest.

A więc, będąc u siebie dyńda mi owo a więc, jeżeli jest koniec i jest początek to dlaczego kij ma dwa końce, a żadnego początku?

 

Peesam bo Frytunia narzekała na los matczyny, a ojcowski wcale nie lżejszy jest, no bo dni temu kilka z przyjemnością wielką dosiadłem sobie moja Piękną Włoszkę, rozkosz z dosiadania owej jest cały czas niezmienna, dla jasności w temacie obok znajdowało się dziecię moje płci żeńskiej wieku ……no nie ważne, jeszcze dziecię w każdym bądź razie. Tak oto sobie kontemplujemy przyjemność z jazdy gdy nagle, zupełnie nagle i całkiem niespodziewanie z prawej strony, z chaszczorów wyłania się …………. kocur czarny wielki jak stodoła, robi dwa kroki na jezdnię, może trzy, góra cztery i…………w ślepiach jego widać stan zawahania, niepewność jakąś, chociaż odległość jeszcze całkiem spora jest, aż tak nagle jak się pojawił tak samo nagle na prawej tylnej łapie się okręcił i czmychnął w chaszczory, ledwie czubek czarnego ogona przez chwilę widać było. Dziecię moje ze słodkim uśmieszkiem – nooo szacun ojciec nawet czarny kot Ci z drogi schodzi, widać trafił na większego złośliwca :) – i słodkie ślepka !!

To dopiero trauma jest !!

 

 

Kto grasuje w ogrodzie, czyli kryminalna zagadka stulecia

Wsi spokojna wsi wesoła se tak pisał pewien Janek i wszystko wskazywało, że rację miał, no w końcu przecież facetem był, ale niestety czas to już przeszły, gdyż i ponieważ wieś moja przestała być spokojna, a szczęśliwość i wesołość zastąpił paniczny strach i przerażenie. Czas jakiś temu, okolica odetchnęła z ulgą wielką, po tym jak dzielny Desperado rozprawił się z olbrzymim kitajcem, oj wielki był jak stodoła jeszcze pieśń  o męstwie owego echem odbijała się po okolicy, jeszcze nie wszyscy uwierzyli, jak to – kitajca nie ma, jak to –  kitajec przepędzony ?? Ojcowie – córki, mężowie – żony,  na świat znów zaczęli wyprowadzać, odetchnęły nieco wylęknione białogłowy świeżym powietrzem, blade swe lica ku słońcu zaczęły wystawiać, ahhh jakież słoneczko piękne, ahhh jakże pięknie ptaszęta śpiewają, i już – już o mało co, no prawie że, w opalaczach zaczynały pomykać, ahhhh świat zaczynał nabierać barw, gdy……………. kolejna katastrofa wstrząsnęła okolicą !! Lotem błyskawicy wieść obiegła bliższe i dalsze domostwa, że na Desprekowym ogrodzie pojawił się ……. Tak tak niestety pojawił się złodziej!! Jako, że historia lubi się powtarzać, tym razem znów zatoczyła wielkie koło i powróciła do punktu, w którym to ojcowie – córki a mężowie – żony, pod klucz zapędzili, wychodzić z domu zakazali, no bo to nigdy nie wiadomo, co ten złodziej ukraść może, a nuż cnotę córce, albo żonę w całości, jakby teściową to na zdrowie mu, a poczynał se śmiało złodziejaszek,  oj śmiało bardzo se poczynał. Nikt nie wie, jak długo zakamuflowany doskonale,  nie rozpoznany przez nikogo, przygotowania do przestępczego procederu czynił, nikt nie zauważył niczego podejrzanego, aż pewnego dnia złoczyńca ujawnił swą prawdziwa naturę, swe prawdziwe oblicze ukazał i pierwszego złodziejstwa się dopuścił, otóż zajumał on Desperkowi ………czapkę, do której to Desperek wielce przywiązany był. Podjęte poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu, wszelki słuch po niej zaginął, nie pomogło nawet wyznaczenie nagrody za przekazanie informacji o miejscu jej ukrycia. Sporządzono nawet szczegółowy opis utraconego mienia i tak:

- była to czapeczka koloru czerwonego model z daszkiem zwana dżokejką bądź bejsbolówką , z tyłu czarny pasek ze sprzączką metalową w kolorze srebrnym, na bokach firmowe logo nieistniejącego już zespołu wystawiającego do wyścigów  bolidy Formuły 1 „BENNETON”, z przodu nad daszkiem także logo tegoż zespołu oraz kontur bolidu.

Mimo  wywieszenia rysopisu na pobliskiej jabłonce nikt nie zgłosił się z informacją o  miejscu jej pobytu. Rozpaczający Desperek chodził smutny i przygnębiony do momentu aż………….. tak, niestety tak, złodziej znów dał znać o swoim istnieniu, tym razem zajumał …………….. rękawiczki, ogrodowe zwane wampirkami !! Tego było już za wiele, natychmiast dokonano wnikliwej penetracji miejsca przestępstwa, najbliższej okolicy oraz dalszej okolicy i wytypowano, że następną rzeczą, którą z pewnością zechce zajumać , złodziejaszek paskudny,  będzie ocieplacz Desperkowy, koloru brązowego, zapinany na zamek błyskawiczny, posiadający dwie kieszenie zewnętrzne!! Postanowiono wyłożyć ocieplacz jako przynętę, ale………………….. wokół rozlano wolnowiążący beton!! Rankiem, niestety nie zastano w pułapce złodzieja, ocieplacza zresztą też, ale za to sprawca zostawił ślady!! Jednakowoż nikt nie wie czyje to ślady, zwracam się więc do Was, braci blogowa z prośbą o pomoc w zidentyfikowaniu właściciela tychże śladów!!

 

Zaznaczam, że nagroda wcześniej wyznaczona została spożyta po przez wypicie i drugiej nie będzie :)

Kombek, czyli urlopujący Desperado powraca :)

Kiedyś w zamierzchłej przeszłości blond sekretarka z grzywą do pasa nogami pod samą brodę i kilkoma jeszcze atrybutami, jednakowoż rzecz nie w owych atrybutach, albowiem Desperkowi takie rzeczy nie chodzą po głowie, znaczy się Desperek zdrowy jest i prawomyślnie myślący, ale …………………… z uwagi na fakt, a ów fakt niezaprzeczalny jest, więc z uwagi na stateczność swą Desperkowi nie w głowie owe atrybuty owej sekretarki, gdyż i ponieważ zachwycony jest atrybutami, do których przymocowana jest inna piękność i wcale nie blond, tak więc blond sekretarka, wdzięcząc się nieco, na co Desperek nie zwrócił żadnej uwagi, wręczyła pisemko, na którym wielkimi bukwami stało „KARTA URLOPOWA” Tak oto po raz kolejny niewdzięczna firma wykopała Desperka na urlop, co stało się nagle i niespodziewanie, wbrew wszelkim przewidywaniom tudzież bez uprzedzenia. Czas określany urlopem wypoczynkowym upłynął szybko, a cechował się różnorodnością zajęć wszelakich,  brakiem czasu, który to czas jakoś tak przemykał przez palce jak przez dziurawe sito, hmmm właściwie to przez sito i tak by przeciekł, ale przez dziurawe robił to zdecydowanie szybciej. Mając na względzie powyższe usprawiedliwiona została…………………. chwilowa, znikoma aktywność blogosferyczna, czyli zanik Desperka w blogosfrze, co jak mniema sam zainteresowany nie pozostało bez echa i wzbudziło szereg głębokich westchnień, wspomnień a może nawet łezkę tęsknoty też. Wszystkim stęsknionym Desperek macha łapką, pozdrawia, ściska, uśmiechy rozdaje i na zagadkę prawie kryminalną w czwartek zaprasza !!

Pochopne rozgrzeszenie, a niegospodarność domowa, czyli kto zawinił

Kiedy to smoki po ziemi latały, wrzątek z gejzerów piły, a potem ogniem pluły, w wielkim trudzie i znoju rodziło się życie na ziemi, ziemia powoli się zaludniała, mimo wszelkich przeciwności natury, bo to wiadomo, że nic łatwo nie przychodzi, a zwłaszcza zaludnianie. Otóż rzecz wcale z tym zaludnianiem taka prosta nie jest, gdyż i ponieważ masowa produkcja ludności nie wchodziła wówczas w grę, głównie z powodów, że jeszcze nie opanowano produkcji wielkoseryjnej, podwaliny pod owa produkcję położył słynny Heniek F. ze swoim nieśmiertelnym Fordzikiem T. Niemniej jednakże mimo iż produkcja jednostkowa przynosiła zdecydowane korzyści, gdyż w wyniku produkcji pojawił się egzemplarze w różnych kolorach, a Ford T jak wiadomo był tylko czarny. Osobiście rasistą nie jestem, ale również cieszę się, że świat taki kolorowy jest. Niemniej mając na uwadze przyrost zaludnienia, coraz częściej pojawiały się głosy, że wreszcie trza zrobić porządek z prostymi sprawami dnia codziennego, ot chociażby dlaczego cholerne jajo spada na ziemię, wcześniej sturlawszy się ze stołu, podczas gdy gospodyni, no właśnie, a tak właściwie,to co w tym czasie robiła gospodyni i dlaczego pozwoliła na upadek jaja?? Uporządkowanie  tak prostej rzeczy, rzecz jasna poszło dwutorowo, czyli dlaczego jajo spadło i co robiła gospodyni. Jeżeli wyjaśnienie niedopełnienia obowiązków przez gospodynię poszło nader łatwo, otóż w tym czasie trzymała  w jednym ręku dwa inne jaja, drugą ręką podtrzymując ………….. no dobra owa gospodyni została już oczyszczona z zarzutów nieumiejętnego obchodzenia się z jajami, to nadal pozostawała kwestia, dlaczego to jajo pieprzło na ziemię !! Pierwotnie miano nawet zamiar powołać stosowną komisję, ale na ów czas nie dysponowano zagorzałym Antkiem, który by wydumał spiskową teorię, że stół jest krzywy, a trajektoria toczenia się i lotu została zakłócona w wyniku rozpylenia dużej ilości nie znanej substancji, która to spowodowała, iż jajo nie toczyło się ruchem prostoliniowym, a zataczało kręgi, wobec czego niemożliwe było przewidzenie miejsca w którym zerwie ono kontakt fizyczny z blatem i rozpocznie samobójczy, o nie, nie samobójczy lot, gdyż lot ten, zakończony tak tragicznym upadkiem, był spowodowany celowym zamierzeniem jako i efekt tragiczny równie zamierzony był,    pomysł ów więc zarzucono. Zaczęto więc wnikliwie analizować wszelkie za, wszelkie przeciw, wszystko to co stało z boku z tyłu z przodu i wreszcie odkryto, że nie tylko jajo może spaść więc skoro inne rzeczy też spadają to znaczy że one coś ważą!! Od tej chwili rozpoczęła się wagomania, każdy chciał się ważyć, innych ważyć, zważyć co kto komu i ile,  jedni na wadze zyskać inni, w tym najczęściej celowały dziewice, stracić, a jak najłatwiej stracić na wadze?? Otóż najłatwiej to kupić drogo – sprzedać tanio,  wobec czego tak też zostało po dziś dzień, że daj kobiecie pieniądze to zaraz je straci!! Nie ma co im robić z tego powodu wymówek, czy tym bardziej karcić, skoro to uwarunkowanie prehistoryczno-genetyczne jest !! To tak jakby facetowi zrobić awanturę za to że rodzinę żywi, z drugiej zaś strony jeżeli od faceta wymaga się pohamowania instynktów, a kto wymaga pohamowania instynktów?? No wiadomo że kobieta, no bo kto inny drze yyyy no, zwraca uwagę, facetowi, że no na przykład nie na wszystko trza polować, a co upolowane to od razu do jaskini i do wyra, że wystarczy jedna zdobycz, taa jakby jedną szarą myszke można było jeść prze miesiąc albo dwa o!! Czyli więc, skoro facet może pohamować swe instynkta to dlaczego kobieta nie może odrzucić historyczno -genetycznych pomyłek i zaprzestać tracenia pieniędzy na :

-  kolejny podkład, szminkę, jeżeli nie chce chemikaliami otruć faceta,

-  na kolejną kieckę, bluzeczkę staniczek stringi skoro i tak najlepiej wygląda bez tej uprzęży, a czasami wymyślne zapięcia staniczka powodują frustracje u faceta

-  na kolejny przedmiot nazywany damską torebką, a w rzeczywistości jest to sakwojaż przetrwania, podczas gdy facet ma i tak wszystko pod ręką, znaczy się w kieszeniach.

A dlaczego więc, kobiety nie hamują tych pierwotnych instynktów? Niestety, wina jak zwykle leży po dwóch stronach, kobiety i teściowej, a w tym wypadku po trzeciej też, no bo facet, co tu kryć, nie wymusił właściwych zachowań, już na etapie spadającego ze stołu jaja. Całkowicie rozgrzeszył gospodynię, baaaaa nawet twierdził, że w tym czasie, gdy owo bezbronne jajo traciło swe życiowe funkcje roztrzaskując się paskudnie, no wiadomo że paskudnie, bo rozciapciane  na podłodze jajo wygląda bardzo paskudnie, a jeszcze paskudniej się je sprząta, przy założeniu że nie ma w pobliżu Białej Bestii, która to wysprzątała by rozciapciane jajco –szybko, sprawnie i skutecznie, gospodyni nie miała możliwości podjęcia skutecznych działań obronno ratunkowych, mając obie ręce i usta zajęte.

 

Tytuł bardzo ważny jest, czyli zielono mi :)

Że Desperek bohaterski jest wiedzą wszyscy, no bo wieść ta, się rozniosła lotem błyskawicy po okolicy, o walkach ze złym i wielkim jak stodoła kitajcem matki dzieciom kołysanki śpiewają, starsi młodszych przed owym, no kitajcem nie Desperkiem ostrzegają, no przed Desperekim to się zdarzało że ojce  córki chowali, mężowie żony, dziadkowie………. he he nie babcie, lecz wnuczki swe płci żeńskiej , no ale nie o tym rzecz. Rzecz w tym i o tym, że brać blogowa nie dowierza, że potwora trza było pogonić z ogrodu bo ………. ale dla swobodnej oceny zostawiam ocenę czy warto było, pierś swa wątła narażać i ogrodu bronić 

ptasie oko, czyli rzut oka z lotu ptaka

 

nie sum a sumak, albo octowiec, jak kto woli

żółty z niebieskim, dobrze się komponuje

ta sama kompozycja w innym oświetleniu

parę kamyczków i rezydencja  Białej Bestii w tle

energetyczny winobluszcz,

upsss, chyba czuję kitajca, taaaa na pewno tu był

zachwycająca krzewuszka

ta sama krzewuszka, widziana z innej perspektywy

bo zieleń w różnych odcieniach jest

 

a biała irga doskonale komponuje się z zielenią

 

zieleń jest piękna, ale kolorowe akcenty obowiązkowe są

 

w innym oświetleniu

 

juka ogrodowa, jeszcze niezbyt duża, ale już dostojna

 

praca wre, nie wszyscy maja sezon urlopowy

 

proszę sie nie przechwalać, inni też pracują

 

młoda i jeszcze nieśmiała

 

się rozwinęłam nieco

 

ja też, ja też, ja też jestem różyczką ładną

 

no to w końcu siwy, srebrny czy niebieski ?

 

ehhhh trza odpocząć

 

wrrrrr, a spróbuj tu jeszcze raz przyjść !!

 

Dla wszystkich, którzy dotrwali do końca nagroda!! Takie oto maleństwo się znalazło, znaczy no ja znalazłem, bo ono samo to jakoś nie miało zamiaru się ujawniać :)

 

I co z tego, że jestem mikro?? Jak urosnę to Was zjem!!

No, to po szklanie i na rusztowanie, znaczy się zapraszam na pięćdziesiątkę :)

Oj tak, tak kiedyś musiało się to stać i stało się to właśnie dziś, a dlaczego dziś? No dobra, a dlaczego nie? Czy jutro albo wczoraj by było lepsze, a może pojutrze albo przedwczoraj? Może, ale tak se Desperek postanowił, że będzie to dziś, tak jak w starej reklamie batoników mars, stary Indianin stwierdził że dziś jest dobry dzień, żeby umrzeć, ale ku pocieszeniu jednych i utrapieniu innych, nie zmierzam umierać, wręcz przeciwnie, tak jak ten stary Indianin w tej reklamie poszedł się zabawić z jakimś tam kwiatuszkiem, tako i ja zapraszam do zabawy,no wiadomo nie zamierzam robić za tego kwiatuszka, ale zapraszam do zabawy  z okazji …………… pięćdziesiątego wpisu na niniejszym blogu !!

Tak, tak braci blogowa, to już pięćdziesiąty wpis razem przerabiamy, a bywało różnie, ehhh czasem  kwadratowo, czasm podłużnie , ups znaczy się raz bywało wesoło, raz poważnie, czasami jakaś taką melancholią powiało, a czasami zupełnie odjazdowo. Długo by opowiadać, a czasu tyle nie ma, braci blogowa cóżeśmy razem przeżyli, a to świat ratowaliśmy, znaczy się misia takiego jednego z łap przebiegłego i złego Tygrysa, a to wspólnie i w porozumieniu śledziliśmy rozwój cywilizacji i uganialiśmy się za smokami, a jak trza było, a było trza, oj było to na poważną nutę śpiewaliśmy, ojjjjj dnia by nie starczyło żeby wspomnieć wszystko to co razem przeżyliśmy, 
z czego się razem śmialiśmy, ale najważniejsze, że cały czas byliśmy razem, że cały czas w tak świetnym towarzystwie przeżywaliśmy te małe złośliwości. Stąd też jak to na wszelkiego rodzaju jubileuszach mus podziękować, a komu w kolejności pierwszej? Ano osobie, która największy trud włożyła w powstanie Małych Złośliwości, osobie dzięki której tak naprawdę Desperek poznał co to znaczy przyjemność wolnego blogowania, osobie która nie tylko fizycznie stworzyła to miejsce, tak, tak braci blogowa, sam tylko dokończyłem meblowania, osobie która wiele trudu włożyła w pielęgnowanie kiełkującej decyzji, pozwoliła jej dojrzewać, aż wreszcie gdy uznała, to osoba rzecz jasna, bo Desperek rzecz jasna cały czas się zasłaniał trudnościami procesu decyzyjnego, jego przewlekłością,  tudzież koniecznością sprawdzenia wszelkich okoliczności  wobec czego uważał, że to jeszcze nie czas, że jeszcze nie teraz, że może jednak później, ale kiedy ta osoba uznała, że decyzja już jest wystarczająco dojrzała, elegancko i z klasą aczkolwiek wielce stanowczo dokończyła dzieła czyli przystąpiła od pomysłu do przemysłu, uuuuups to nie to zebranie, to nie zebranie aktywistów czasów minionych :) Oczywiście że osobą tą jest Frytka !! 
Brawa i oklaski :)

W następnej kolejności podziękowania należą się Wam wszystkim , kochana braci blogowa,
za to że jesteście, że komentujecie, że wspólnie potrafimy się tak świetnie bawić.

Więc –

Hej, ha! Kolejkę nalej!
Hej, ha! Kielichy wznieśmy!

To zrobi doskonale małym złośliwościom :)

Skoro tak jakoś wyszło, że dzisiejszy wpis jest już pięćdziesiątym, nie wiem czy to już jest okazja do jakiś podsumowań, czy to już pora ? Nie wiem, ale w razie gdyby trza było no to

- moje małe złośliwości istnieją od 5 kwietnia 2013 roku, wtedy to opublikowany został pierwszy próbny wpis, aczkolwiek szeroko skomentowany

- w dniu 12 grudnia 2013 roku Male Złośliwości zostały nominowane do nagrody  Libster Blog i póki co to jest jedyna nagroda

- 12 czerwca 2014 roku pojawił się na krótko trolluś Zbysio, ale niestety nieumiejętnym oporządzaniem owego, tudzież narzuceniem dyscypliny zamordowałem biedaczka, nad czym wielce rozpaczam po dzień dzisiejszy, w razie gdyby ktokolwiek miał na zbyciu jakiegoś trollusia proszony jest o natychmiastowy kontakt

- zajrzało łącznie na Małe Złośliwości ponad 23 tysiące osób z czego dumny jestem jako ten paw, ale pozwolą państwo że ogonkiem wachlował publicznie nie będę

A teraz proszę o składanie życzeń, wręczanie prezentów !! Bawmy się  :)

peesam – dodać muszę, że blog mój doceniony został przez zacną blogerkę i wyróżnienie od niej otrzymał i polecony został przez ową, za co wdzięcznym jest jako i ta druga połowa co to na dostrzeżenie wielki wpływ miała czyli Frytunia. Miejsce docenienia i wyróżnienia 
http://dojrzalejestpyszne.blogspot.ie/2014/03/share-week-2014-polecamy-najlepsze.html

 

 

 

Tragiczne skutki nieudolności wczesnego kapitalizmu

Kiedy to smoki po ziemi latały, wrzątek z gejzerów piły a potem ogniem pluły, w wielkim trudzie i znoju rodziło się życie na ziemi. Trud ów był tym większy, że przez rozbestwione smoki towarem deficytowym stały się dziewice, wówczas to, odezwały się pierwotne prawa rynku, że gdy podaż nie nadąża za popytem, a do produkować towaru się nie da, no bo łatwo powiedzieć, ale trudniej wykonać, niby nic wielkiego wyprodukować dziewicę haaa, biorąc pod uwagę, z proces produkcyjny można było skrócić do niezbędnego minimum, no myk – myk i już, to jednakowoż okres wylęgania trwał od zarania dziejów, po dzień dzisiejszy, w tym zakresie również nic nie zmieniono, cale 9 miesięcy, rzecz jasna zdarzały się niewielkie odchylenia, ale nie wpływały one znacząco na wydajność. Należy również wziąć pod uwagę, że nie zdołano opanować kontroli procesu produkcyjnego i trafność produkcji wynosiła średnio 50%. Rzecz jasna druga pięćdziesiątka nie stanowiła materiału odpadowego, o nie – nie, druga pięćdziesiątka stanowiła wysokiej jakości materiał do rozwijania  dalszej produkcji. W wyniku odezwania się praw rynkowych zaczęto stosować substytut towaru deficytowego czyli zamiennie zaczęto podawać do pożarcia smokom krowy. Jaki był skutek tych błędnych decyzji omawiane już było w tym szanownym i wielce szacownym gronie. Jednakże zanim doprowadzono do deficytu w produkcji mleka, gospodarka wczesnokapitalistyczna popełniła jeszcze jeden ogromny błąd, błąd który do chwili obecnej nie został naprawiony. Pojedyncze przypadki, noszą znamiona nieudolnych prób, nie maja większego, a właściwie żadnego wpływu na naprawę istniejącej sytuacji. Baaa zaznaczyć należy, że w niektórych kręgach wzbudzają zdecydowany sprzeciw i oburzenie. Mając na uwadze powyższe pojedyncze przypadki i próby naprawienia, bez żadnego planu, na chybił trafił, znaczy najczęściej trafiają się wzajemnie, ale gdzieś z tyłu, więc nie ma to znaczenia, jak też bezzasadne próby sprzeciwu, które chcą być motorem zacofania, ale nie mają siły przebicia, nie uwzględniamy owych anomalii. Niemniej jednakże skoro gospodarka kapitalistyczna nawet w czasach pierwotnych rządziła się rynkowymi prawami podaży i popytu więc………………….. właśnie więc, skoro wskutek nadmiernej żarłoczności smoków, o czym wiadomo było od samego początku, że to nieekonomiczne obiekty  latające
są, doprowadzono do deficytu dziewic, to w celu wyrównania podaży i popytu, wobec niemożności zwiększenia produkcji największym błędem ówczesnej wczesnokapitalistycznej gospodarki było zastosowanie substytutu tylko, powtarzam tylko!! wobec smoków !! Właściwym rozwiązaniem trapiącym ówczesną gospodarkę było by wprowadzenia zamiennika również dla prehistorycznego człowieka !! Spójrzmy teraz na  korzyści, jakie przyniosło by takowe rozwiązanie. Należy zauważyć, że jednym z czynników kształtujących prawdziwą kapitalistyczną gospodarkę jest również zdrowa, a przede wszystkim wolna konkurencja, czyli swobodne prawo wyboru rodzaju towaru!! Ale jak współczesny człowiek może dokonywać wyboru skoro owego nie ma!! No już słyszę te protesty, oooo że jak to, że wybór jest, że każdy egzemplarz jest inny, taaaa taki on inny to jakby wejść do sklepu z zamiarem nabycia ot chociażby bluzeczki. Caaałe wieszaki obwieszone bluzeczkami, tyle że wszystkie tego samego fasonu, a różnią się jedynie  kolorem i drobnymi dodatkami, najważniejsze, że cały czas ten sam gatunek. Brak możliwości wyboru między gatunkowego, każdego wreszcie zniechęci do dokonania zakupu w owym sklepie, no chyba, że ktoś chciałby nabyć konkretnie li tylko i wyłącznie taki gatunek. A teraz wyobraźmy sobie że w tym samym celu wchodzimy do sklepu gdzie po jednej stronie są jedne bluzeczki, w różnych kolorach ale…………. Po drugiej stronie sklepu są innego gatunki, innego fasonu z innego materiału i co??
I który sklep będzie miał większe obroty??

Otóż właśnie możliwość wyboru gatunkowego, sprawia że producent jednego i drugiego gatunku stara się cały czas ulepszyć. Ale niestety błędnie prowadzona wczesnokapitalistyczna gospodarka, nie zadbała o podstawowe prawa rynkowe, nie zapewniła możliwości wyboru ówczesnemu człowiekowi, co przełożyło się na brak jakiejkolwiek konkurencji w asortymencie, w wyniku czego jeden gatunek owego ulega ciągłej ………zamiast modernizacji to ………………. Uwstecznianiu !!! 

Gość w dom sałata do kredensu !!

Że Desperek gościnny jest wiedzą wszyscy, no bo wieść ta, się rozniosła lotem błyskawicy po okolicy, oczywiście okolicy bliższej, nieco dalszej, tudzież odrobinę bardziej niż nieco dalszej takowo też, gdyż i ponieważ nigdy z owej wieści Desperek tajemnicy nie czynił. Otóż właśnie dlaczegóż czynić tajemnicę jeżeli jak się gość w progi skromne Desperkowe napatoczy, to zawsze jest nadzieja, nooo powoli, powoli bez tekstów mi tu, że nadzieja matką goopich jest, bo otóż matkę kochać należy, a więc skoro owa nadzieja ma być matką, to kochać ją również należy, jak to matce przysługuje, z urzędu. Rzecz jasna, że nie matka z urzędu się należy, bo matczenie z urzędu, to się Desperkowi traumatycznie kojarzy z przedszkolanką, która to nigdy nie była w stanie pojąć, dlaczegóż to facet, no wiadomo miała do czynienia z młodymi facetami, ale przecież młody bo młody, baa nawet bardzo młody egzemplarz homo sapiens z ogonkiem z przodu, to facet jest i jak to facet ma proste spojrzenie na rzeczywistość, dlategóż,  ów facet, nawet jak młody jest, nie potrafił zrozumieć zawiłego toku myślowego  przedszkolanki, która  komplikowała rzeczy proste. Przyjmując podstawową zasadę, że przedszkolanka kobietą była, zostało jej to wybaczone. Niemniej jednakże, wracając do tematu, gdyż temat wielce ciekawy jest, no bo wiadomo, że cokolwiek tyczy osobistości nieprzeciętnych  ciekawe jest, a więc  skoro temat ciekawy jest to i wracać do owego należy. A więc ( u siebie będąc dyńda mi owo a wiec) skoro sprawa jasna, że Desperek gościnny jest, to wiadomo, że goście się czasami u niego zjawiają, a jak się goście zjawiają to wtedy……………….. fruuuuu i poszło, znaczy się poszło w sensie że biesiadę się zaczyna, jadło wszelakie na stół wjeżdża, napitki godne gościa się serwuje i ………………… no dobra impreza się rozkręca, a rozkręcona impreza trwa w najlepsze , no bo nie ma śmiałka co by imprezę  spróbował przerwać do momentu aż, no właśnie aż…………………. aż albo napitków braknie, albo sił do ich spożycia . Ale, otóż właśnie jest pewne ale ……………………. otóż u Desperka zagościł tajemniczy gość. Rzecz kryminalna prawie się stała gdyż ów gość na początku niczym widmo, albo jakowyś Nikt czyli Nemo, Kapitan Nemo bez wiedzy i o zgrozo, a zgrozę zasiał przeokrutną gdyż ……………………ale o tym za chwilę, a więc o zgrozo pojawiły się niesprawdzone informacje, że …………………. No właśnie, że ów kapitan Nemo zagościł na ogrodzie, na Desperkowym prywatnym ogrodzie, nie pytając się o zgodę!! Baa żeby tylko rozgościł się, phi!! Otóż w tym jest rzeczy sedno, że było mu wszystko jedno bo taki z niego zimny drań i ups to chyba nie ta bajka, nie ten film, ale………….. zimny drań z niego był no bo natentychmiast  wieść lotem błyskawicy obiegła okolicę, że na Desperkowym ogrodzie zamieszkał gość wielki jak stodoła, z potężnymi zębiskami na przedzie, a uszy oooo jakie miał wielkie uszy, a oczy świeciły w ciemnościach jak latarnie morskie, a łapska ……………… i o łapskach cała okoliczna ludność nie chciała nic mówić, strach blady padł na okolicę te dalsza i tę bliższą, z tym ze na tę bliższą większy, no ten strach, bo skoro bliżej było to i strach większy był, a jak wiadomo strach wielkie oczy ma, no a tajemniczo-kryminalny gość ślepia jeszcze większe od owego strachu posiadał, więc strach się mnożył jak nie przykładając króliki i byłby strach zagościł w całej okolicy, jak nie przykładając króliki w Australii gdyby …………………. Otóż właśnie gdyby Desperek nie wziął sprawy w swoje ręce, ale tak naprawdę to wziął on w swoje ręce oręż do walki z demonem, otóż uzbroił się w ogromniastą pokrywę od starego kociołka, chochlę co to dziadek niemieckiemu kucharzowi zajumał, a legenda głosi że nie tylko zajumał ale sążniście czerep niemcowi obił, rzecz jasna chochlą, więc tak uzbrojony Desperek wyruszył, niczym dzielny szewczyk Dratewka strasznego gościa z ogrodu wykurzyć. Poszukiwania zaczął, pod srebrnym świerkiem, pod rozłożystym płożącym jałowcem, wdarł się też w gęstwinę ostrokrzewu, za dziką różą też sprawdził. Aż wreszcie wiedziony  pierwotnym instynktem wielkiego łowczego w kierunku czarnej sosny ruszył, co to na skraju ogrodu, tuż przy płocie posadzona została lat temu ze trzy. Dzielnie, choć ostrożnie, rozglądając się na boki, wsłuchując się w każdy szmer słyszał jak mróweczka źdźbło uschnięte do mrowiska taszczy, aż tu nagle ……………….. jak coś skoczy, błyskawica jakaś czy jakby co, jakieś ślepia wielkie, zębiska, większe niż w opowieściach były, jedynie co biedaczysko, znaczy Desperek, zdążył zrobić to za pokrywę się schował jął chochelką wymachiwać i wrzask czyniąc niemożebny wycofał się do sztabu sił sprzymierzonych, mieszczący się na ów czas w piwnicy. Od tej pory nikt potwora nie widział, a na podstawie zeznań Desperkowych, portret pamięciowy sporządzony został i ku przestrodze wywieszony na pobliskiej jabłonce !!Obraz000245

Jak co roku ………

Rzecz dzieje się gdzieś w zamierzchłej przeszłości, na terenie jednej z ówczesnych  szkół zwanych podstawowymi, grupa zestresowanych dzieciaków stojąca półkolem przed zgromadzoną widownią, a widownia na ten czas zaiste zacna wielce była,  gdyż składała się………..z odświętnie ubranych uśmiechniętych mam owej dzieciarni, która to recytuje wierszyki.  Z wypiekami na twarzy, z drżąca ręką, w której  kwiatuszek dla swojej mamy dzierży, swe kwestie,  niczym aktor prawdziwy na deskach największego teatru wypowiada, po czym biegnie do swej mamy i wręcza jej kwiat, przytula się do niej, w tym dniu można, w tym dniu nie wstyd do mamy się przytulić publicznie, mimo wieku „prawie że dorosłego”. Aż wreszcie swą kwestię  wypowiada,  ten z finezyjnie zadarta grzywką, z uśmiechem łobuzerskim, głośno donośnie wszak dla swej mamy mówi, 

Kochana Mamo, gdy będę duży, 
to Ci przywiozę małpkę z podróży. 
Długim ogonkiem to zwinne zwierzę 
będzie za ciebie zmywać talerze. 

tak jak inni biegnie kwiat wręcza przytula i szepce „Kocham Cię Mamo”, niestety nigdy nie było mu dane tej obietnicy dotrzymać………………

Ale pamięta ……….. 

Nagrody

Otóż, jak obiecałem to i słowa dotrzymałem, znaczy się dotrzymam i nagrody rozdam. Dla wyjaśnienia dodam, ze nikt konkursu nie rozwiązał właściwie, gdyż drugim pytaniem konkursowym był silnik, to większość wiedziała, ale bardzo specyficzny silnik, gdyż były to fotografie przekroju silnika Wankla, cechą charakterystyczną tego silnika jest właśnie to, że tłok pracuje obrotowo. Nie wdając się w szczegóły techniczne, nikt nie pokusił się o odgadnięcie :)

Niemniej jednakże pierwsza część została odgadnięta i dla tych co odgadnęli nagroda, a nagrodą jest ……………………………… tadam !! jedyna i niepowtarzalna okazja, możliwość tudzież wielka szansa na ………. rozweselenie smutnej Białej Bestii

24-07-11_1120

poprzez

- po mizianie pod mordką

24-07-11_1113

- albo po brzuszku

24-07-11_1118

Ale uwaga, uwaga !!

Nieodpowiednie mizianie może skończyć się źle !!

15-07-11_1755

Czy nagrodzeni usatysfakcjonowani nagrodami są??

Reklamacji nie przyjmuję :) 

Jak weekendować to z rozmachem

Deszcze niespokojne potargały sad, a my……… no bez przesady na Ukrainie wrze to fakt, ale my na wojnę nie zamierzaliśmy się wybierać, co nie przeszkodziło najstarszemu z osobistego stada wczesnym rankiem, a ranek oj dżdżysty był, mokry, szary i ponury, gdy jeszcze mgłą okolica opatulona była, swą belle rozbudzić, no dobra przyznaję najpierw była kawa, szybka kanapeczka, uzgodnienia ostatnie i bella nieśmiało rozbudzona mruczała przez chwilkę jak rasowy kociak, łaskotany za uszkiem, albo pod brodą, bo to zależy jaka rasa kociaka. Otóż trza wiedzieć ze każda rasa ma swoje mruczogenne strefy i zanim się przystąpi do łaskotania mającego na celu wywołanie super mruczenia,należy przeprowadzić kilka prób, przy czym trzeba uważać, bo można trafić na strefy pazurogenne i ślady pozostają, na plecach albo na twarzy też, zależy od kociaka i momentu łaskotania i trza się później tłumaczyć skąd one takie są, no te ślady. Ale, wracając do tematu, bella lubi jak ja najpierw leciuteńko połaskotać tak tyci tyci, jak się rozbudzi nieco to o dwa tycie mocnej a jak już zupełnie się ze snu otrząśnie to…..ehhhh uwielbia mocniejsze doznania. Tak więc (wiadomo w jakim poważaniu mam owo, a wiec, u siebie ) rozbudzona na całego bella pomrukując całą głębią, swego pięciocylindrowego serducha tudzież  pogwizdując radośnie turbiną, pomknęła …….. wraz ze swa dzielną załogą na spotkanie innych pięknych i czasem bestii :)

A piękne, oj piękne były, no bo jak można się nie zachwycać tą zgrabna linią, tymi skośnymi oczkami, tymi wcięciami gdzie trzeba i krągłościami gdzie należy, tymi wypukłościami, tym karmazynem, oj spójrzcie sami 

mazda 6

A to wnętrze, oj nie tylko jest piękne co lśni z daleka, ale wnętrze się liczy też, a dla nas facetów jest nawet ważniejsze niż ta zewnętrzna powłoka 

100_9777

taaaa, ale żeby nie pomyślał ktoś że tak łatwo tylko jest, to trza wiedzieć, że  takie damulki to lubią twardzieli, takich prawdziwych maczo 

100_9782

no rzecz jasna w konkury startowały też wymuskane lalusie, co to myślą, ze jak w herbie byka mają 

100_9789

to już wszystkie piękne i czasem bestie cielęce oczka będą miały, chociaż fakt wymuskany, wychuchany ale mocarny 

100_9786

Ale, ale nie tylko zaloty weekendowe tam były, otóż dostojni , starsi panowie z przynależnym im spokojem prezentowali swoje zalety, a niech ktoś powie, że dojrzałe nie jest piękne 

100_9798

nawet jak ma przymknięte oczy to i tak jest czujny

100_9801

Inny kaliber, ale równie majestatyczny

100_9805

czasem z dodatkiem, prezentował się całkiem okazale, kaliber, nie dodatek, chociaż ………. 

100_9808

dla tych bardziej narowistych też coś było 

100_9818

dla tych co samurajskie miecze lubią

100_9834

a teraz, a teraz, idziemy …. no nie – nie nie na jednego, teraz idziemy rozwiązywać konkurs, pierwsze zadanie konkursowe co to jest to białe wygięte i do czego służyło, dla jasności nie pytam o zderzak

100_9814

drugie zadanie konkursowe składa się z dwóch fotografii na obu jest to samo tylko w innym ujęciu

100_9769

drugie ujęcie 

100_9773

Za prawidłowe rozwiązanie nagrody przewidziane są,nie wiadomo jeszcze jakie ale przewidziane są.

Dla wszystkich którzy dotrwali do końca tej opowieści już jest nagroda. Prawdziwe dzieło sztuki

100_9833

Tak oto sobota spędzona została :)

Bo charakter w nogach to trza mieć, czyli rozliczne talenty Desperado

 

Że Desperado talenty rozliczne posiada, to wią wszyscy, a jak jest ktoś kto nie wie o tym cudownym fakcie, proszę nie poszeptywać po kątach pod nosem, że cudowna to może być woda z Lichenia, bo fakty takowe jako i ten cudowne też są, znaczy cudownym faktem jest, fakt posiadania rozlicznych talentów. Albowiem jakież to cudowne jest, posiadając owe rozliczne talenty, imać się przeróżnych czynności i mieć tę pewność, że się wykonuje z niepowtarzalnym urokiem i perfekcyjnie . Jednym z takowych talentów, niewątpliwie wielce przydatnych jest talent do szybkiego, bardzo szybkiego charakteru w nogach. Proszę sobie darować te pobłażliwe uśmieszki, albowiem skoro Desperado mówi to Desperado wie. Tak więc, u siebie będąc, owo więc mi dyńda, zwisa i powiewa, dla jasności w temacie tylko więc se tak wisi, a więc razu pewnego, kiedy to Desperado jeszcze poznawał tajniki swego fachu, korzystając na potęgę z doświadczenia kolegów starszych nieco, gdyż teorie opanowaną miał, ale praktyki nie za wiele, a jak powszechnie wiadomo tylko zajęcia praktyczne, najlepiej na żywym organizmie, bądź we współudziale aktywnym, owego żywego organizmu przynoszą najwiekszą wiedzę, z której można potem korzystać, o ile się oną odświeża systematycznie. Mając możliwość skorzystania z cudzego doświadczenia, czyli w efekcie nadarzyła się okazja uniknięcia kilku błędów własnych, lat temu pewnie set albo i więcej udał się Desperado do miejscowego Prosektorium, gdzie wespół z kolegą, tym starszym nieco i urzędującym tam patomorfologiem, do wykonania pewne czynności miał. Budynek tej szacownej, aczkolwiek nieco smutnej instytucji niczym szczególnym się nie wyróżniał, do wnętrza prowadziły schody i duże ciemne drzwi, które to w momencie gdy Desperado próbował otworzyć energicznie same się otworzyły, na przekór tym co twierdzą, że sam to się robi tylko kurz i wir w zbiorniku paliwa, oświadczam, że drzwi same się otworzyły, chociaż za nimi stał „zimy chirurg”, który cieszył się, znaczy wszyscy się cieszyli, bo on najmniej, sławą zakręconego niczym bąk w kobylej dooo….. no w tulipanie, zakręcony doktorek, wypadł na zewnątrz jak oparzony, w przelocie tylko krzyknął coś co brzmiało jak witam, po kilku krokach jednakże się zatrzymał, już całkiem wyraźnie, co ważne jest, powiedział, żebyśmy zaczęli bez niego, on za chwile wróci, tam nikogo nie ma i………. poleciał, tyle go widzieli, błysnął jeszcze gdzieś swa łysiną. Korzystając ze swobody, tudzież zezwolenia, wydanego co prawda słownie, ale przez osobę urzędową, zespół złożony z Desperka i jego starszego, bądź co bądź kolegi dziarskim krokiem wmaszerował do owego budynku, minął pokoik zakręconego doktorka jakiś inny jeszcze też, wszedł se na główną salę, a tam na żelaznym wózku leżał sobie obiekt zainteresowania, wiadomo przykryty prześcieradełkiem. Dzielnie prześcieradełko zostało zrzucone, a co phi i przystąpiono do sporządzania stosownej dokumentacji. Na uwagę zasługuje fakt, że w pomieszczeniu panowała grobowa, można by rzec, cisza, słychać było nawet własne myśli, dobrze że tylko własne, bo cudzych w tym miejscu raczej Desperek nie chciałby słyszeć. Na tej sali jeszcze kilka takich samych wózków z taką sama zawartością sobie stało, w następnym pomieszczeniu, co było widać przez otwarte drzwi również, ale co tam trza pracować to się pracuje, a więc pełne skupienie i powaga podczas czynności i………………….nagle donośne łup-dup i …………… dwie sekundy ciszy i…………………. przeciągłe łooooo jezuuuuuuuuu i………… dup-łup !!! Tym razem bezpośrednio za plecami !!!Prawdopodobnie w dalszej części nastąpiło efektowne kur…..a ale to już dobiegło ze znacznym opóźnieniem do kształtnych uszu Desperka, ze znacznym albowiem startu jakiem wykazał się owy nie powstydziłaby się litrowa fazerka, efektowne przekroczenie prędkości dźwięku nastąpiło w pozycji concorda, znaczy z wychylonym do przodu łbem. W tym momencie na zewnątrz Desperek spotyka wracającego doktorka, który zdziwiony

 

  • a to co nie zaczęliście jeszcze?
  • no eeee yyyyy kur……
  • a gdzie ma pan kolegę ?
  • no eeee yyyyy znaczy się ………………

 

doktorek zaczyna podejrzliwie się przyglądać gdy z wnętrza budynku jakiś kobiecy głos, z lekka bełkocząc woła – „dochtór, dochtór bo tu jakieś świeże ścierwo leży”. Tym razem doktorek zaskoczył szybciej niż diesel na mrozie

 

  • aaa zdaje się że to pański kolega, aaaaa bo ja zapomniałem Wam powiedzieć, że pani,nazwijmy ją panią M, miała sprzątać, ale znów się no wiecie zanietrzeźwiła nieco i co kolega się na nią natknął, gdzie, na wózku ??
  • no nie , no ale wie doktor jeszcze coś tak pizgło …………… a potem jeszcze raz
  • aaaaa no taak założyli wreszcie nowe styczniki do agregatów chłodniczych, nooo trochę głośno pracują, no i pewnie pani M znów się między wózki przewróciła

 

Tę miłą konwersacje przerwało ponowne – „dochtór, dochtór co mam z tym ścierwem zrobić, szykować na wózek czy od razu to zabiorą?” W tym momencie doktorek jako i Desperek zajarzyli, że za moment znieczulona pani M rozbierze kolegę i wstawi go do chłodni. Natychmiastowa interwencja wykazała, że zimny chirurg nie jest taki zimny, docucił kolegę, który ze sporym wyrzutem oraz nabierającym barw guzem na czole patrzył na Desperka, do dnia dzisiejszego Desperek nie wie skąd te wurzuty.

 

 

 

 

 

A mnie jest szkoda lata, tfu znaczy się tamtych czasów, atmosfery i ………

„Siewodnia prazdnik maja w kraju radnom 
Pust muzyka igrajet a my spajom 
My s krasnymi flażkami idiom guliać 
A pticy wmiestie s nami pajut apiać” 

Ech ciekawe kto jeszcze pamięta, ten cholerny wierszyk, który wieki temu sen z oczu spędzał, no dooobra, już doobra proszę nie krzyczeć, bo zacznę się jąkać, albo nawet, nie daj wszyscy święci, moczyć w nocy, nie spędzał snu z powiek
z tytułu jego bezkresnej wymowy, bo nie mówił nic, ale z uwagi na fakt, że trza było się go wykuć na pamięć, odpowiednio wydeklamować dygnąć na koniec niczym Koziołek Matołek
i czekać na oklaski, a niechby tylko nie klaskali oooo to by była jazda ho ho, to by się w komitecie wojewódzkim oparła sprawa i biada temu co by klaskanie zdywersyfikował :) Niemniej jednakże owo święto na tamte czasy otwierało sezon, no hmm nie sezon grillowy, ale taki se wiosenno letni i jakiś tam jeszcze i lody bambino na patyku były i oranżada i wata cukrowa i świat się bawił na całego :)

Ciekaw jestem kto pamięta Międzynarodówkę, ZOMO ORMO, jak nazywały się małe lekkie flagi, zapraszam do opowieści jak to się kiedyś święcił pierwszy maja 

1majafoto znalezione w sieci 

Święta i przed świątecznie też

-halo? cześć Kochana, słuchaj wstawiłam wodę wpadnij na kawkę

- oj Słońce wiesz nie dam rady zarobiona jestem po pachy, wiesz ciasto mi się piecze , ale jak masz chwilkę to wbijaj do mnie,serniczek już ostygł, bo wcześniej się piekł, to skosztujemy :)

- aaaa nie,  nie Kochana, nie dam rady, wiesz roboty mi jeszcze zostało po kokardę, pranie się pierze, mięsko w piekarniku się piecze, nie, nie Kochana nie dam rady

-aaa no to szkoda, to po świętach się zdzwonimy

- jasne, jasne, to pa

- pa

Dlaczego kobiety są takie zapracowane, skoro wszystko im się samo robi, tak jest zawsze czy tylko przed świętami??  Bo nam facetom to się samo nic nie zrobi oooo, nawet dziurę w skarpecie se musimy sami zrobić!! Skoro już tak świątecznie zacząłem to życzę wszystkim mniej pracy w tym okresie przedświątecznym, no bo i tak wszystko samo się zrobi,  nowych smaków wśród świątecznych potraw, no bo trza szukać inspiracji i natchnienia jak również tradycyjnie smacznego jajka oraz  mokrego dyngusowania przy czym zdrowia i wszelkiej pomyślności takoż samo

200_wielkanoc-na-wesolo

Weekendowa uczta – niedziela

Sobota zaczęła się całkiem zwyczajnie, prawie całkiem, ale to już opisane i omówione było, niemniej ta konkretna sobota zaczęła niesamowity weekend, no bo sobota była ucztą towarzyską, sorry sorry ale spędzić dzień w taaakim towarzystwie to jakby no hmmm ucztować niczym Pumba, czyli jednym słowem obeżreć się towarzysko po za granice przyzwoitości tudzież możliwości. Ale, że Desperek zachłanny bywa, postanowił ucztować dalej tym razem w towarzystwie pięknych, ot chociażby w towarzystwie tej pięknej bestii

 

ale myliłby się ten, co myśli, że tylko kobiety Desperkowi w głowie, ot poczciwy staruszek

 

i jego hmmmm chyba już wnuki, legendarne wnuki

ehhhh nostalgicznie się jakoś tak zrobiło, no na wspomnienie wnuków, a właściwie jak wnuków to i dziadków

 

no bo jak wiadomo dziadek stary ale jary

 

ehhhhhh ale świat to nie tylko piękne samochody i szybkie kobiety, dwa koła też swoje znaczenie mają 

 


i nie tylko te zabytkowe mają duszę, bo te nowe też, nie są takie bezduszne całkiem

 

mają duszę i to coś, co nie pozwala przejść obok nich obojętnie

 

zaraz, zaraz, ale przecież na trzech kołach też można jeździć

 

a może ktoś nie lubi czerwonego koloru

 

 

Oraz na koniec konkurs co to jest

oraz etap drugi, dla wytrwałych

Ehhhh, żal było odjeżdżać, ale weekend ma to do siebie, że zbyt szybko się kończy, ten był bardzo intensywny i bardzo uroczy :)

peesam bo mię zapytano o Syrenę w najnowszym wydaniu, owszem owszem oglądałem to cacko, foto specjalnie dla Nathi


 

 

 

Weekendowa uczta – sobota

 

Sobota zaczęła się całkiem zwyczajnie, prawie całkiem bo dzień każdy inny jest i nawet jeżeli ten sam ptak ćwierka za oknem to za każdym razem inaczej nieco, no chyba że jest to pan mew, w kręgach wtajemniczonych znany jako Wacek, ale on ćwierka pewnej emerytce, więc nie wnikajmy dlaczegóż ćwierka codziennie tak samo. Niemniej w sobotni wiosenny poranek Desperado rozbudziwszy piękną włoszkę udał się w podróż do miasta wielkiego, Łodzią zwanego, po drodze o inne miasto mniej wielkie zahaczył, gdyż z Frytunią umówiony był, co by dalej kontynuować podróż we dwoje już. Zabrawszy ową na pokład, rączo śmignęli na czarny szlak czyli asfaltówką pomknęli na spotkanie z ………….ale o tym za chwilę, gdyż zanim w miejsce wskazane dojechali Desperado usłyszał, że na skrzyżowaniach z sygnalizacją świetlną jak jest włączone czerwone światło to nie wolno przejeżdżać, taaaa jakby o tym wcześniej nie wiedział, ale, że wczesne pomarańczowe to jak zielone, a późne pomarańczowe to jeszcze można, ale trza się spieszyć, to już chciano przed owym zataić ooo!! Po czym zasugerowano, że jak będzie udawał przyczepkę poprzedniego pojazdu, na nawet na czerwonym może przejechać, ale oooo nie!! Nie z Desperkiem takie numery, nie dał się wkręcić. Następnie dowiedział się, że droga jest w idealnym stanie, nigdzie żadnych zmian organizacji ruchu nie ma, nooo jasne, szkoda tylko, że zabrali wjazd na jedną z głównych ulic, oj szczególik mały, że się nie da. Się nie da? Da się, można, jak się pokombinuje to można, no bo Polak potrafi przecież :) Mimo i pomimo przeciwności dojechali jednak, miejsce parkingowe se znaleźli, i ruszyli ku nowemu:) Rzecz wcale nie prosta była odnaleźć kogoś, kogo się nie widziało jeszcze, ba nawet nie wiadomo czy będzie miał gazetę w ręku i jaką, albo goździka w butonierce, baaa nawet nie wiadomo czy w marynarce będzie oooo. Ale w pewnym momencie w pustym korytarzu, z półmroku wyłania się z przeciwka męska postać i zaraz bezceremonialnie – czy państwo szukają znajomych? Noszszsz se Desperado pomyślał chętny na trójkącik czy co, wziąłby może jakoś zagaił, że zdrowy jest, że o higienę dba, że dyskrecja to jego nanaste imię, a nie tak od razu obuchem w łeb. Wcale się to Deserkowi nie spodobało, zwłaszcza akurat taki układ owego trójkącika, już się miał oburzyć gdy Frytunia , tak – tak oczywiście – noszszsz może by się zapytała czy Desperek też reflektuje, ale gdy dodała że witamy pana Adama to się okazało, że ten gość, to jedna czwarta szukanej załogi. Uprzejmości uprzejmościami, fakt całkiem dobrze mu z oków patrzało, ale gdzie się podziała reszta?? Adam krokiem prawie że pewnym, poprowadził w celu odnalezienia reszty zaginionych, znaczy się nie zaginionych, a chwilowo nieobecnych:) Tu wykazał się, trza przyznać, niesamowitą spostrzegawczością gdyż i ponieważ niemalże natychmiast wyłowił z tłumu całe rozbrykane towarzystwo i wspólnie cała gromada udała się na zasłużoną strawę cielesną. Nie było by nic w tym takiego dziwnego, gdyby nie to, że przy stole okazało się, że Ewa niby taka se nieobecna, niby se taka roztargniona, ale czujna, skoczna i łowna od razu wszczęła spór z Adamem, o to która połowa soku jest jej i w ogóle Adam powinien umożliwić jej skosztowanie pewnych potraw, oczywiście znajdujących się na jego talerzu,  przy czym się okazało, że Adam jak to prawdziwy samiec , sam sobie od ust odjąć potrafi, żeby tylko swą samicę zadowolić, ocean cierpliwości i wyrozumiałości. W tak zwanym miedzy czasie się okazało, że Nathi jest egoistyczną i zaborczą matką, Desperek chciał Nieletniemu, gdyż cały czas nadal na sercu leży mu dobro młodzieży, udzielić kilku cenny porad, na co nie uzyskał stosownej zgody – dlaczego?? Bo nie i już, to wystarczyło za wszelkie argumenty. Cała banda posilona po same uszy- czytaj obżarta jako Pumba ruszyła
w miasto w poszukiwaniu wrażeń. Na pierwszy ogień poszedł Nieletni, podstępem namówiono go na wspinanie się na ściance. Kurna faceta tuż po jedzeniu zmuszać do wspinaczki i to bez określonej przyczyny, tylko tak dla zabawy pfffff, ale Nieletni to spoko gość ma zadatki na faceta potrafi pokombinować, poszło mu całkiem dobrze, dwa pełne wejścia, przy czym drugie z wyraźnymi prośbami kobiet że jeszcze, że za mało. Nieletni więc się wziął i spiął i poszedł na całość, a co jak szaleć to szaleć. Frytunia miała być następna wspinająca się, ale wypytawszy najsamprzód pana z obsługi, czy aby na górze wiatr nie wieje, i fryzurka nie ucierpi, czy te szelki asekuracyjne to muszą tak między piersiami i czy aby pan asekuracyjny się nie zagapi za bardzo na wyeksponowane atrybuty, a sukienusia czy aby się nie zagniecie, a czy dają gwarancję że szpileczka się nie złamie, a czy na pewno te linki są wystarczająco wytrzymałe i jeszcze kilka pytań, ale pan z obsługi już wymiękł i rezygnacje owej przyjął z radością tak wielką jak dawno niekarmiony szczeniak miseczkę mleczka :) Omal nie zamerdał ogonkiem :) Wobec braku chętnych na dalsze wspinaczki no wiadomo ani Adama ani Desperka nikt nie był w stanie namówić na taki wysiłek, no przecież kalorii szkoda, trza oszczędzać bo nie wiadomo czy zima już se całkiem poszła, towarzystwo przeniosło się na drugą stronę wielkiego placu, w celu zakosztowania czekoladowych smakołyków. Już na samym wejściu powiało kryminałem, bo otóż grupa podejrzanie wyglądających ludzi, tuż za szklanymi drzwiami wykonywała podejrzane czynności, sam fakt wykonywania ich przy pełnym blasku słońca budził podejrzenia, ale potem okazało się, że całkiem słuszne, gdyż zorganizowano zamach, z pewnością celem zamachu miały być dwie pierwsze terrorystki kraju czyli Frytunia i Nathi ale……..oberwało się Nieletniemu, przed którym nagle i niespodziewanie zamknięto drzwi, ale pffff przecież Nieletniego zamknięte drzwi nie zatrzymają, z dyńki je i naprzód :) Ma chłopak samozaparcie a co :) Uzupełniwszy zapasy kalorii nagle Adam wziął i czmychnął, się pożegnał i nawet niby jakiś powód podał, ale jego wyjaśnienia były na tyle pokrętne i niespójne, że nawet Ewa w nie nie uwierzyła, chociaż na początku sprawiała wrażenie, że jakąś wspólną wersję maja ustaloną, cóż albo nie do końca ustalili, albo Adam dołożył nowe elementy, które ją zaskoczyły, na tyle, że zapomniała podstawowych informacji, wręcz osobistych, całe szczęście, że uzyskała ogólne wsparcie i się pozbierała, nikt natomiast nie dociekał co ją tak wytrąciło z równowagi. Ahhh czekoladowe szaleństwo się zakończyło i powoli czas był trąbić do odwrotu, wobec powyższego zarządzono ewakuację, która pod dozorem Desperado przebiegła bardzo sprawnie, mimo i pomimo że Frytunia, usiłowała zawrócić wszystkim w głowie, tym którym jeszcze nie zawróciła rzecz jasna, genetycznie modyfikowaną żyrafą domagając się natentychmiast wyjazdu do Afryki, ale umiejętności negocjacyjne Desperka i…………….uffff wszyscy wrócili szczęśliwie tam gdzie wrócić mieli :)

I tak to było naprawdę oooo!! Niedzielne szaleństwa już niedługo :)

 

Bo trza mieć podejście do kobiet, czyli rozliczne talenty Desperado, talent do rozpalania namiętności

Desperado swoje własne stado posiada, co nie powinno budzić żadnych wątpliwości, gdyż i ponieważ rzecz prosta jest, jakże by inaczej można było zapewnić przetrwanie gatunku, a przede wszystkim w jakiż inny sposób można by ocalić te wyjątkowe geny. Dlatego też, z poczucia obowiązku wobec przytomnych potomnych , w latach młodości , czyli wtedy kiedy to na ziemi smoki jeszcze latały, wrzątek z gejzerów piły, a potem ogniem zionęły, korzystając z młodzieńczego zapału, tudzież sił witalnych Desperek  własne swe  stado założył. Jak powszechnie wiadomo, do złożenia stada niezbędny jest osobnik tego samego gatunku jeno płci odmiennej, więc se Desperek znalazł odpowiednią samicę, którą był wziął wyzwolił z panieńskiego domu niewoli do swej jaskini wpuścił i odrobiny wdzięczności oczekiwał. Jakiejże to wdzięczności się doczekał to rzecz inna już jest, gdyż samica jak tylko w jaskini się ogarnęła zaczęła się panoszyć na potęgę i tym sposobem coś tam trafiło święty spokój i spokojne życie Desperka. Niemniej jednakże pogonić z jaskini samicy trochę szkoda było ,
bo jakby nie patrzeć pewne pożyteczne czynności wykonywała, no bo cóż Desperek facetem jest to wią wszyscy ci co nie wią to teraz już wią, a jak facet to i podjeść dobrze lubi to i przydatna była, żarełko ugotowała, szczeniąt doglądała, które się wzięły i pojawiły, a to jaskinię ogarnęła ………………..o właśnie
i z ogarnięciem jaskini to rzecz wielce ciekawa jest, gdyż zarzucono biednemu Desperkowi zapędy mordercze, skłonności zabójcze i o mały włos do lochów ciemnych i zimnych, ów nie został wtrącony.
A było to tak:

 - Dnia któregoś wrócił se Desperek do jaskini swej, mordka zadowolona,  uśmiech na twarzy taki, że jakby nie uszy to by się śmiał na okrągło, więc se wraca wchodzi do kuchni a tam ciiiisza, nikogo nie ma idzie więc
do następnej izby i ………….widzi że jego prywatna samica właśnie izbę ogarnia, a dokładniej zachciało się jej,
a zachcianki to ona miała ma i z pewnością mieć będzie, wydobyć spod szafki jakiś pyłek, wielkości dwóch
– no może trzech- atomów węgla, wiadomo, że Desperek nie miał zamiaru skradać się jak kot, albo złodziej, gdzieżby tam, przecież wszedł był se normalnie ale………….. ale właśnie, istotnym jest, że ów pyłek znajdował się dosyć głęboko pod szafką, więc trza było blisko szafki przyklęknąć, przodem się mocno schylić, a jak się przyklęknie i przodem mocno schyli to?? No właśnie tak – tak, zad pozostaje w górze mocno wypięty, a dodać należy że ciepło na ów czas było więc kiecka nie na doopie a nie chociażby jakiś dresik, a kiecka nie za długa jakoś tak no i………. i se tak Desperek podszedł, łapkę swą wziął był i położył, na wypiętym zadzie, ale nie tak
od góry tylko zajechał łapką, tak , nooooo od dołu, tak z lekka po pachwinie zajechał. Ożesz kurna się Desperek nie spodziewał, że taki dobry charakter ma w nogach, że podzielność uwagi ma tak wielką, że kąt widzenia prawie jak u gada jakiegoś 360 stopni no bo….. jak se wziął był i łapke położył, w końcu przecież mógł w myśl przysłowia zadziałaś, czyli kto wypina tego wina i sążnistego klapsa odpalić, ale nie, Desperek tylko łapkę położył, ale…………… reakcja była natychmiastowa i łańcuchowa bo, z niezrozumiałych powodów schylona postać szarpnęła się do przodu, jak już zaznaczone zostało przyklęknęła owa postać  blisko szafki, efekt – solidny huk świadczący o walnięciu głową w szafkę, czynność popularnie zwana walnięciem baranka, całe szczęście,
że mebel solidny się okazał i uszczerbku nie doznał, następnie podczas przeciągłego ku……aaaaaa postać zerwała się na równe nogi i……. i teraz już wszystkiego Dresperek nie widział, gdyż podjął ewakuację, pamięta, że droga z owej izby na zewnątrz upstrzona była kilkoma ostrymi zakrętami , jakimiś schodami, przeszkodami w postaci rozłożonego odkurzacza, worka na śmieci z jakąś podejrzaną zawartością, jednego kapcia któregoś ze szczeniąt, nie domkniętych drzwi oraz mokrych płytek, na których to złapał poślizg i o mały włos by nie wyłożył łap do góry, ale opanował sytuację i zdołał czmychnąć między srebrnego świerka, a dorodną krzewuszkę wykorzystując osłonę derenia jadalnego. W tym samym czasie wykonał kilka skutecznych uników przed latającymi szmatami, do tej pory się zastanawia po jaka cooolerę do mycia podłóg używane jest tyle szmat, czy nie można po ludzku jedną??  Kilka skutecznych, jednakże nie wszystkie takie skuteczne były, gdyż o zgrozo, kto strzela uciekającemu w plecy?? Tak tylko rozwścieczona samica tak potrafi, biedaczysko zebrał jednego kapcia w plecy drugi odbił się o jego łeb i rykoszetem ……………noszszsz kurna i gdzie jest wina Desperka??, że rykoszetem drugi stłukł ulubioną skorupkę jakąś tam, i co się wtedy działo?? Tego już lepiej nie wspominać, ponowne przeciągłe ku…..a przypominało już wycie okrętu stojącego przy wejściu do portu
w gęstej mgle, nie wiadomo skąd w łapki atakującej wpadły kolejne przedmioty, nadające się do rzucania
za ewakuującym się Desperkiem. Szczęściem, po drodze nie było kuchni  i w łapki owej nie wpadły noże,
bo dzisiaj tego tekstu mógłby już nikt nie czytać. Jak długo można żyć schowanym za świerkiem, podczas gdy nawet najmniejszy szelest, nawet gdy odgłos tej mróweczki ciągnącej uschniętą igiełkę do swego mrowiska, powodował zupełny paraliż ?? Tak w okolicach wieczora Desperado zebrał całą swa odwagę i pewnie wkroczył do swej jaskini. Guz na czole jego ładniejszej połowy przybrał już fioletowe-zielone barwy ochronne, stłuczona skorupka stała w miejscu widocznym i……………………. pusty stół!! Tak, tak separacja od stołu i nie tylko od stołu, trwała dłuuuugo !!

 

 

Nagrody, rozdaję nagrody i życzenia też !!

Się obiecało, no to trza słowa dotrzymać, gdyż i ponieważ tak wypada, tak wbili do głowy kiedyś tam, dawno dawno temu kiedy to jeszcze smoki po ziemi latały i tak dalej . A więc, skoro u siebie jestem to mi to więc dyńda jak sto kilo kitu, a więc słowa dotrzymuję i tak oto nagrodę przyznaną wszystkim udzielam, a nagrodą jest …… tadam

 

tak tak bukiet nieśmiertelnych, chociaż ostatnio mocno zapomnianych goździków i rajstopy.

Zupełnie nieprzypadkowo taki zestaw, gdyż i ponieważ przy okazji odbioru nagrody chciałbym złożyć życzenia, wszystkim, ale to wszystkim bez wyjątku Kobietom z uwagi na Dzień Kobiet. Się zastanawiam czegóż mógłbym życzyć, no bo że zdrowia, no to wiadomo, no że szczęścia, no też wiadomo, no pomyślności wszelakiej, no też wiadomo, ale tak naprawdę to chciałbym Wam Kochane Kobiety życzyć mądrych i roztropnych facetów, takich co to różę w zębach na co dzień i od święta przynieść potrafią

 

 

Tak więc, Drogie Panie aby nie przedłużać,  i abyście szczerość życzeń mych poznały to w ramach tego wszystkiego wszystkiego naj naj lepszego najcudowniejszego najwspanialszego życzę Wam, abyście na jeden dzień ………….facetami się stały !! No bo czy może być coś cudowniejszego niż bycie facetem ?? Ahhh można się wtedy wylegiwać na kanapie tłumacząc że się odpoczywa, na śniadanko, obiad i kolację się czeka i jeszcze po marudzić można że: za słone, za gorące, za zimne, ze późno, za wcześnie, do mechanika można jechać i mu nawtykać że się nie zna i że głąb z niego i się nie oburzy bo dobrze wie, że facet ma rację, że go oszwabił wcześniej, baaaa można se po browarku beknąć donośnie, bo facetowi wypada, a najważniejsze Drogie Panie, że się można bez skrępowania po jajach podrapać!!

 

Jednym słowem zdrowia szczęścia i radości seksu i miłości do późnej starości,  każdej Kobiecie  na tym świecie życzy – DESPERADO

Kiedy szczenięciem byłem jeszcze, czyli rozliczne talenty Desperado – talent pedagogiczny

Kiedy to jeszcze smoki po ziemi latały, wrzątek z gejzerów piły i ogniem zionęły,nadszedł czas aby Desperek nad przyszłością swą się zastanowił i decyzję niezmiernie ważną, a i w skutki brzemienną podjął, czyli określił się cóż to w życiu swym dalej czynić chce. Tak po prawdzie to rodziciel nagle deklaracji zaczął się domagać z czegóż to syn jego trzeciorodny utrzymywać ma zamiar się, Desperaciątka też, ale i produkt PKB pomnażać.

Jął więc biedaczysko,Desperek, nie rodziciel, rozmyślać nad przyszłością swą jako i świata też, spocił się, zmęczył się, aż olśnienia doznał – edukował młodzież będzie – to ma przyszłość!! Jednakże zanim decyzję swą obwieścił rodzicielowi, uznał, że mus sprawdzić, czy talenty odpowiednie posiada, rozejrzawszy się po okolicy uznał, że talenty swe wypróbuje na Adolku. Adolek był wówczas trzyletnim mieszańcem hanysa górnośląskiego z gorolem centralnym, o twarzy aniołka i doskonałą dykcją jak na swój wiek. Nieroztropna mamusia owego, przywoziła Adolka na wieś spokojną, na wieś wesołą, mając nadzieję, że wśród czystych lasów syn dotleni się, że na wiejskim powietrzu zmężnieje nieco i ogólnie odpocznie, nie Adolek, ale mamusia jego, od Adolka :)Tym sposobem Adolek trafił na wakacje do wspólnej z  ciotki, u której z innych to ważnych względów Desperek często bywał.

Na pierwszy ogień poszła poezja, Adolek chłonął wiadomości jak gąbka wodę, albo obrazowo mówiąc łykał wszystko jak bocian żabki. Ale cóż to jest za wiedza, którą nie można się pochwalić, na cóż wiersze i poematy jak nie można zadeklamować ich przed szerszą publicznością. Tak otóż okazja sama się napatoczyła letniego wieczora, kiedy to  ciotka wspólna imieniny wyprawić postanowiła, goście tłumnie się zjechały, ha – ha hi – hi hejże hola zabawa trwa, aż nagle Adolek zażądał nocniczka. Posadzony skupił się na dłuższą chwilę, zadumał się, oczęta nieco przekrwiły się, aż wreszcie dumny wstaje, boki rękoma podpiera i nie zważając że majtasy na piętach spoczywają poematem takim zapodaje

- i dziwuję się swej kupie

- jakim ciężar nosił w dupie

w ciszy, jaka nastała słychać było dobijającą się do okien sąsiada ćmę, nawet kot czmychnął z podkulonym ogonem gdzieś tam, aż nagle Adolkowa mamusia wykrztusiła z siebie, takim dziwnym, ochrypłym szeptem – kto cię tego nauczył ? Adolek jak na grzeczne dziecko przystało nie pokazał paluszkiem, o nie, nie – on tylko z zadowoleniem oznajmił – łon – patrząc wiadomo na kogo. Tym sposobem, nie znajdując uznania wśród szerszej publiczności dla swych talentów, Desperek opuścił po angielsku przyjęcie, znaczy miało być po angielsku, ale niestety słyszał on za sobą warczenie rodziciela, jednakowoż nie był zainteresowany rozszyfrowywaniem owego. Jako, że z poezją nie poszło, trza młodego asertywności nieco nauczyć, pomyślał Desperek.

Ciotka córkę w wieku wczesno użytkowym miała, która to dziewoja lubiła młodzieńca zakręcić nieco wziąwszy go uprzednio w krzyżowy ogień pytań. Z premedytacją robiła to w obecności koleżanek bądź innych ciotek. Najczęściej zadawała pytania w stylu

-Adolek a kochasz mnie ? Grzeczne dziecię odpowiadało – Kocham Cię, wścibskie dziewuszysko dopytywało się dalej- Aaaa mamusie kochasz? Jasne że kocham, odpowiadał zdezorientowany Adolek i to była woda na młyn dla tej pannicy. Wówczas następowała seria pytań – no jak to mnie kochasz, mamę kochasz, to wszystkie dziewczyny kochasz? Na tak postawione pytania biedaczysko nie potrafił odpowiedzieć zaczynał się jąkać, kręcić w zeznaniach, a i czasami płaczem się kończyło. Wziąwszy lekcji kilka u Desperka, kolejny raz złośliwe dziewuszysko pytania zaczęło zadawać, Adolek spokojnie odpowiada, że kocha tą i tamtą i jeszcze następną, przesłuchująca  z satysfakcją dziką w oczach, rzuca swoje ostatnie pytanie, na co Adolek przeciągając się nieco

-ech maleńka przy jednej dziurze to i kot zdechnie.

Mina dziewuszyska – bezcenna, ale…………. zaś się Adolkowa mamusia napatoczyła i zaś kto i zaś łon i zaś trza było pospiesznie opuścić towarzystwo. Nie było by tym razem aż takiej tragedii, gdyby nie słyszała tego babka Adolka, dobrze już wiekowa,rdzenna mieszkanka owej wsi. Otóż osobistość ta za cel se wzięła konkurencję Desperkowi zrobić i kultury nauczyć młodzieńca, kindersztubę zechciała mu wpajać, na siłę, przemocą znaczy krzykiem i groźbami wszelakimi. Chcąc uratować dziecko przed traumą Desperek postanowił nauczyć Adolka wyrażania swojego zdania, a przede wszystkim reagować na czynioną mu krzywdę czyli umieć się odwdzięczyć.

Na podwórku u ciotki, jak to na wsi, był sobie wiejski toy-toyek, który to z jednej strony posiadał drzwi wejściowe, a z drugiej mniejsze drzwiczki służące do opróżniania znajdującego się tam kociołka. Dnia pewnego, słonecznego, bystry Adolek wyczaił moherka, jak człapie do kibelka i zgodnie z instruktażem odczekawszy nieco z rozmachem otworzył tylne drzwiczki, plan A przewidywał, skorzystanie z przygotowanej wcześniej akacjowej gałęzi, jednakże biedaczysko musiał musiał skorzystać z planu B, gdyż wrzask jaki dobiegł z wnętrza kibelka, zmusił go do wycofania się w zorganizowanym popłochu, wnętrze kibelka darło się wniebogłosy, co spowodowało ogólne poruszenie na podwórku, kto żyw leciał zobaczyć kogóż tam mordują, niestety Adolek leciał w przeciwną stronę co wzbudziło podejrzenia Adolkowej mamusi i…………… i zaś kto i zaś łon!!

Tak oto Desperek poniósł sromotną klęskę dydaktyczną,nie potrafiąc Adolka nauczyć, że podczas przesłuchania powinien korzystać z przysługującego mu prawa do odmowy składania zeznań, a jak już chce coś mówić, to niech nie mówi kto.

Tym samym wyrok był bardzo bolesny – Desperek otrzymał zakaz pracy z młodzieżą z klauzulą natychmiastowej wykonalności, a oświata straciła wybitnie zapowiadającego się fachowca.

Uwaga, uwaga zagadki z nagrodami !! Tylko u Despera !!

Się mi tak zebrało na zagadkowy wtorek, albo zagadkowy marzec, albo zagadkowe coś tam. Niemniej jednakże zebrało mię na zagadki, a więc poniżej dwie zagadki, kto odgadnie obie dwie ten nagrodę otrzyma, a że zagadkowy dzień to i nagroda zagadka jest :) Warunek jest tylko jeden mus odgadnąć obie, pytania pomocnicze i owszem zadawać można, ale………….odpowiadający to przechera jest  i nie wiadomo czy podpowie, czy w maliny wpuści :) Do dzieła więc 

 

 - Ma ok. 300 gatunków na terenie Eurazji i północnej Afryki. W Polsce rośnie dziko 11 gatunków, dość zmiennych morfologicznie. Tworzą różnorodne mieszańce, niektóre występują w kilku odmianach. W zdecydowanej większości jest byliną, tylko jedna odmiana jest rośliną jednoroczną lub dwuletnią
Liście
Naprzeciwległe, u nasady połączone w pochwę liściową. Dolne ogonkowe, górne siedzące. Blaszka jest zawsze jednożyłkowa, równowąska do jajowatej, o końcu zaostrzonym.
Kwiaty
Pojedyncze lub zebrane w szczytowe wierzchotki, w niektórych gatunków mocno skupione. Przysadki nieobecne lub wyrastające parami, zielone lub błoniaste. Działki kielicha zrośnięte w zieloną lub czerwonawą rurkę o 20–60 żyłkach. Szczytowe ząbki trójkątne lub lancetowate, zawsze krótsze od rurki, na brzegach błoniaste, białe lub czerwonawe, poza tym zielone lub czerwonawe, z 3–8 żyłkami. Płatki korony zwykle czerwone lub różowe, u niektórych gatunków białe, z wyraźnym paznokciem. Łatka płatka zwykle ząbkowana lub frędzlowato postrzępiona do połowy długości. Pręcików 10, z miodnikami u nasady nitek. Słupek z jednokomorową zalążnią i dwiema nitkowatymi szyjkami, zakończonymi wąskimi znamionami
Owoce
Torebki jajowate lub cylindryczne, otwierające się 4 ząbkami. Zawierają ponad 40 brązowo-czarnych nasion, spłaszczonych jednostronnie.

- Jest to rodzaj garderoby , produkowany z nylonu lub podobnych włókien sztucznych, często z dodatkiem spandeksu. Współczesną wersję wynaleziono około 1960 roku.
Dostępna jest, ta garderoba, w szerokim zasięgu stylów, jest numerowana według „denier(den)” albo „dtex”. Posiada coraz to bogatszą paletę kolorów, nie mówiąc o wzorach.
W XVI wieku była noszona przez mężczyzn, np. przez amerykańską i europejską arystokrację. Jednak ten trend zmienił się, gdy mężczyźni zaczęli nosić spodnie. Od XX wieku noszona głównie przez kobiety. Początkowo były używane jedynie przez tancerki, ale upowszechniły się wraz z pojawieniem się minispódniczki w 1965 roku. Jednak w ostatnich latach znów zaczęto tworzyć wersje dla mężczyzn.

Kto pierwszy ten lepszy :)

Kiedy szczenięciem byłem jeszcze ………………….

 

Kiedy to jeszcze smoki po ziemi latały, wrzątek z gejzerów piły i ogniem zionęły,  cóż też ciekawego Desperek w młodości czynił, no bo, że dzieciątkiem grzecznym nad wyraz był, to wszyscy wiedzą, ale będąc ciekawym świata eksperymenty czynił  naukowe. Jego zainteresowanie były bardzo szerokie, przy czym, jako że wychowywał się na wsi spokojnej, wsi wesołej, to i eksperymentował na wesoło, no wesoło to było do czasu aż ojciec rodzony nie wpadał na trop eksperymentu i portek nie przetrzepał:) Eksperymenty owe nie znajdowały także zrozumienia wśród sąsiadów, którzy to nagminnie z jęzorem do ojca lecieli i tak oto jedna sąsiadka, wścibski moher, zakablowała rodzicielowi, gdy przyuważyła całą „bandę” jak popalali papierosy. No cóż, tym razem Desperkowi się udało wymigać od trzepania portek, bo sąsiadka ślepawa była i nie do końca widział kto fajczył, a kto tylko za kibica robił. Niemniej jednakże, taki nieuzasadniony donos zemsty wymagał, wiedział otóż Desperek, że owa sąsiadka, bardzo często, późnym wieczorem z ploteczek od psiapióły wraca, dróżką obok ojcowego płotu. W tym czasie niepodzielnie na podwórku królowała Elza, sunia rasy mieszaniec z całej wsi, psisko wielkości dorodnego owczarka niemieckiego, dysponujące pięknym szczeknięciem, takim z głębi studni :) Tak więc otóż, u siebie będąc dyńda mi to więc, Desperek chytry plan uknuł. Tuż przy płocie zalegały sobie w oczekiwaniu na lepsze czasy, ułożone równiutko pustaki, tak mniej, a więcej, na wysokość 2 metrów. Pod pozorem jakiejś tam zabawy, tudzież innych ważnych powodów, z pustaków zostały wykonane schody i zaraz też natychmiast na pustaki powędrowało ulubione legowisko Elzy. Psiunia nie trzeba było długo przekonywać, że od dziś jej sypialnia tam się znajduje i już po kilku dniach doskonale czuła się na Wyżynie Pustaczanej, dumnie obserwowała świat z wysokości. Na sąsiadkę nie trzeba było długo czekać, tego dnia deszczyk sążniście ziemię zrosił, za płotem przy Pusytaczanej Wyżynie naturalne właściwości wody utworzyły słusznych rozmiarów kałużę i wąski przesmyk, tuz przy samym płocie. Zapadł wieczór, zmrok okrywał powoli wieś spokojną i okolicę najbliższą też, zmrok gęstniał i gęstniał aż wyewoluował do ciemności prawie egipskich, gdy ……………… najpierw donośne hau hau zabrzmiało, a tuż potem …………….. przeraźliwy przeciągły wrzask „Jesooooooo’, głośne chlup i cisza, martwa cisza, że nawet koniki polne cykć przestały, stworzenie wszelkie w trwodze zamarło, światła w oknach rozbłyskiwały, ludzie na drogę wylecieli, a tam……… w wielkiej kałuży jak wielka ropucha sąsiadka, za serce się trzyma i stęka coś w narzeczu Buntu albo innym, na pewno nie zrozumiałym dla ogółu. Z góry, z legowiska swego wesoło poszczekiwała sprawczyni całego zamieszania. Miejscowe kobiety na pomoc topielicy ruszyły, ale że kobiecina wagę swoja miała, a i w błocie nieco jej odwłok zassał się, to i łatwo jej podnieść nie było, przy okazji ze dwa razy z rąk się wyślizgnęła wzniecając fontanny błota, co wśród męskiej części widowni wzbudzało wielki entuzjazm. Wreszcie wydobyto nieszczęśnicę i wśród przekleństw rzucanych na bogu ducha winną psiunię, w domowe pielesze odprowadzono.

Tym razem Desperkowi płazem nie przeszło, za dnia podczas oględzin miejsca katastrofy ujawnione legowisko psiunia dobitnie wskazywało na prawdziwego sprawcę. Od tej pory sąsiadka z mordem w ślepiach na Desperka patrzyła :)

I to ma być weekend??

Weekend ( week – tydzień + end – koniec, całość słowa znaczy koniec tygodnia ) – potoczne określenie dwóch dni wolnych od pracy (soboty i niedzieli), które kończą tydzień, tyle definicja zaczerpnięta z Wikipedii, no i co mi po tej definicji??
Się zapytowywuję, co mi z takiej definicji ?? No proszę, proszę, słucham odpowiedzi !!

Godzina szósta minut trzydzieści kiedy pobudka zagrała, niestety nie grupa rezerwy szła do cywila, ale Desperek ciężary zaczął dźwigać, i to wcale nie z przyjemności, a z obowiązku, najpierw jeden ciężar, znaczy najpierw prawa powieka, bo od prawej się zaczyna, a jak ktoś nie zaczyna od prawej powieki to ………… to jakiś wichrzyciel jest, potem lewa powieka nooo wiadomo dwie naraz od razu to zbyt wielki wysiłek jest, potem znów prawa i za chwilę lewa i raz i dwa i raz i dwa, aż wreszcie …………. tak tak Desperek dzielny jest i obie naraz, podnosi i z pieleszy się zrywa niczym rączy Kłapouchy, a wiadomo kto rano wstaje ten ………….. sika długo, ale nie, nie, cały czas Desperek jest facetem ( w tym zakresie nic się nie zmieniło) więc toaleta, łazienka zaliczona raz raz, niczym uciekające z klatki żółwie, już jest w garażu już swą Piękną Włoszkę budzi delikatnym muśnięciem dłoni, już czule ona do niego mruczy, niczym wybudzona ze snu kociczka, już jest silna zwarta i gotowa i pomknęli wspólnie i w porozumieniu w siną dal, hen daleko hen, hen…….!!

Ale, skoro weekend tak wcześnie się zaczął i wcale weekendowo nie będzie więc trza se jakoś wynagrodzić niewygody, więc nagrodę sam sobie, a co prawie samowystarczalny Desperek jest, wynagrodził oooooo !!!!

A oto nagroda !!

celem potwierdzenia, że nagroda jest

Jednak taki weekend swoje dobre strony ma :)

Sztuka uwodzenia, czyli jak sprzedać samochód

Desperado miękkie serce ma, to wiedzą chyba wszyscy, a Ci co nie wiedzą właśnie się dowiedzieli, więc teraz wiedzą wszyscy, że Desperado miękkie serce ma, jest nieśmiały, tak – tak jest nieśmiały bo nie śmie odmówić. No dobra, czasami się zdarza, że odmawia, ot chociażby gdy w perspektywie kilku, bądź kilkunastu najbliższych godzin zamierza dosiadać swej pięknej włoszki, wówczas z przykrością wielką odmówi, chociażby naparsteczka, chociażby najpyszniejszej naleweczki, ale nie potrafi odmówić, gdy Ktoś poprosi o pomoc, a jak jeszcze przy tej prośbie zatrzepoce rzęsami, a oczęta przecudnej urody ma, niewinnie słodką minkę zrobi, to z i tak miękkiego serca Desperadowego, robi się jeszcze bardziej miękkie  i wtedy jest nieśmiały całkowicie, baaa wręcz nieporadny jak niemowlak :) A więc ( u siebie będąc dyńda mi owo a więc ) na ręce Desperada wpłynęła prośba o sporządzenie opisu do ogłoszenia o sprzedaży samochodu (och jakże fajnego samochodzika), zabrawszy się do pracy bez zbędnej zwłoki Desperado stworzył taki o to opis :

 

Witam serdecznie,

 

 

Oferuję do sprzedaży wyjątkowo zwinne i urocze autko jakim jest Ford Ka. Idealne do wielkomiejskiego ruchu i wszechobecnej ciasnoty, wystarcz maleńki skrawek wolnego miejsca, aby urządzić parking dla tego maluszka,  ale także doskonale radziło sobie na długim dystansie, o czym świadczy fakt, że samodzielnie przyjechało z Niemiec. Na własnych kołach, bez problemu, pokonało 1400 km, nie tracąc na trasie oddechu, jak też nie ustępowało za bardzo innym, bardziej wyrośniętym współbratymcom. Doskonale nadaje się dla kobiety, ma swój niezaprzeczalnie damski urok, wdzięk i zalotne spojrzenie reflektorów. Jako, że każda kobieta lubi mieć więcej, to i oferowane słodkie Ka też ma, ot chociażby śliczny śliwkowy kolorek, mało która kobieta będzie się mu potrafiła oprzeć, elektrycznie sterowane lusterka co bardzo ważne jest, no bo jakże to tak delikatna dłoń kobiecą narażać na wystawianie za okno, gdy na dworze mróz, albo deszcz, albo jakiś grad, a tu trzeba niezwłocznie makijaż poprawić albo fryzurkę ugładzić,   elektrycznie podnoszone i opuszczane przednie szyby, przednie albowiem autko jest trzy drzwiowe ale……….ale za to tylne są uchylne. Mały zadziorny Ford posiada klimatyzację, kultowy radioodtwarzacz, no bo kto dziś jeszcze wie jak wyglądały kasety magnetofonowe?? Jednakowoż największym atutem tego zadziory jest jego przebieg, czyli niespełna 86 tysięcy kilometrów. Mógłbym  napisać, że Niemiec mdlał jak sprzedawał, ale aż tak uczuciowo związany z nim nie był, co nie oznacza, że nie dbał o niego lepiej niż o własną frau. Autko jest naprawdę czyste, fotele w stanie idealnym tapicerka w ogóle nie zniszczona, nie ma nigdzie przetarć, dziur,  dywaniki jak nowe, zresztą przy tym przebiegu, to nie jest aż takie dziwne. Silniczek suchutki, jak niemowlaczek w pampersach, tyka ślicznie, jak na swoje 1,3 litra, no nie jest to rasowe brzmienie 2,5  litrowego V6, ale spoko dźwięk, czysty, nie tłucze, nie wali, spokojnie sobie szemrze. Chętny do jazdy jest, od zaraz, znaczy od włożenia, no kluczyka do stacyjki i przekręcenia zapłonu, wprost rwie się, jak młode źrebię na łąkę. Żeby studzić jego zapały, co jest konieczne, bo narowisty jest , mały zadziora posiada super hamulce, z ABS-em, trzeba się przyzwyczaić, bo przednia szyba jest dosyć blisko kierowcy a szkoda by było rozbijać oryginalną szybkę . Dla zwiększenia komfortu i bezpieczeństwa, a wiadomo że zabezpieczeń nigdy nie za wiele Fordzik pracuje w solidnym ogumieniu, jak na te porę roku przystało w zimóweczkach, ale za to jaki bieżniczek !! Wsiadać jechać i o nic się nie martwić

 Oczywiście jak każdy ma on swoje wady też, ehhh żal patrzeć jakiż mały kufer posiada, ale………….. Panowie!! przynajmniej żona szybko go zapełni i karty kredytowej nie zrujnuje. Silniczek oszczędny więc stacji paliw nie trzeba kupować, wystarczy raz na miesiąc do pełna zatankować (jak dla żony, na potrzeby męskie raz na tydzień)

 

Więc zapraszam do oglądania, targowania, kupowania :) Kto pierwszy ten lepszy :)

ocalić od zapomnienia vol. 9 – ostatnia

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów. 

Szanowna zastawo stołowa!!

Mając w pamięci tragiczne wydarzenia z wczorajszego obiadu, kiedy to nasza koleżanka, łyżka stołowa, wskutek skandalicznego zachowania się najmłodszego członka rodziny spadła na podłogę, chciałbym w kilku słowach wyrazić swój ból po jej stracie. Wciąż przed moimi oczyma, rozlega się ten dramat, niczym film ze zwolnionym tempem.

Wiem, że nie jest to pierwszy przypadek upadku sztućców ze stołu, ale czy ktoś pamięta taki tragiczny finał ? Czym zasłużyła sobie na tak smutny koniec swojego niewątpliwie pracowitego życia.

Z pewnością nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że łyżka stołowa jest wręcz niezastąpiona. Owszem, na pewno zaraz podniosą się głosy sprzeciwu, że nie ma rzeczy niezastąpionych, że potrzeba jest matką wynalazków i w razie braku łyżki wymyśli  się jakieś  zastępstwo. Bardzo wątpię, moi drodzy aby to było możliwe. No bo co może zastąpić łyżkę?       To właśnie łyżka zastępowała w różnych sytuacjach pozostałe sztućce.      Tak , tylko łyżką można zjeść zarówno zupę jak i ziemniaki. Niech wszyscy Ci, którzy protestowali, że łyżkę można zastąpić spróbują zjeść smaczny rosół z makaronem, na przykład widelcem. Owszem makaron możemy wyłowić widelcem, ale jakiż smak będzie on miał bez rosołu? Naprawdę z całego serca życzę im powodzenia , ale skutek będzie mizerny. Chociaż dla wielu będzie to wielkim zaskoczeniem, ale łyżka potrafiła, w ograniczonym zakresie, zastąpić nawet nóż!! Przecież nie jeden raz rozkrawała soczyste mielone, nie jeden raz rozdzielała ziemniaczki. W ekstremalnych sytuacjach płaski uchwyt służył do smarowania pieczywa. W czasie jej pracowitego życia nikt nie zwracał na nią uwagi. Czy ktoś z Was, droga zastawo stołowa pamięta, że łyżka stołowa jest pierwszym sztućcem jakim ludzie uczą się posługiwać? Maleńki człowiek ledwie potrafiący siedzieć dostaje właśnie łyżkę, żeby uczyć się samodzielnego jedzenia. Nikt nie daje mu na początku ani widelca ani noża. Tylko łyżka  wprowadza go w tajniki właściwej koordynacji ruchowej. Dzięki niej maleńki człowiek zaczyna samodzielną egzystencję, mimo że długo jeszcze pod nadzorem dorosłego człowieka       to zaczyna stawiać pierwsze kroki  w zaspokojeniu instynktu samozachowawczego, instynktu zaspokojenia głodu. Dopiero po opanowaniu sztuki posługiwania się łyżką mały człowiek poznaje inne sztućce. Ale to właśnie łyżka stołowa jako pierwsza przechodzi najtrudniejszy okres nauki . Jako pierwsza jest narażona na kaprysy maleńkiego człowieka, ileż razy była uderzana o stół, o naczynia albo rzucona daleko w kąt. Mimo swej niewdzięcznej roli jaką pełniła w całym komplecie zastawy stołowej zawsze była  „na pierwszej linii frontu”. Dlatego tak bardzo zapadła nam w pamięci. Dlatego też trudno jest pogodzić się nam z brutalnym nadepnięciem jej na podłodze przez gospodynię. Nasza koleżanka nie miała żadnych szans w starciu z jej 
70 kilogramami .

Oddajmy cześć jej pamięci!!

Tak oto drodzy czytelnicy dobrnęliśmy wspólnymi siłami do dziewiątego wpisu z cyklu „Ocalić od zapomnienia”. Ten  wpis, jest ostatnim, jaki pojawił się w tej kategorii, ale nie należy się tym smucić. Bo, chociaż przesądny nie jestem, to liczba dziewięć jest dobrą liczbą, przecież reprezentuje stan osiągnięcia pełni w jakiejś dziedzinie,  zamyka cykl numerologiczny, a tym samym stwarza podstawy do rozpoczęcia kolejnego. Jednym słowem daje nadzieję, no coś nowego, lepszego, doskonalszego, czego sobie sam życzę :)

bo kobieta zawsze zakręci facetowi w głowie

Wypatrzył ja z daleka, jego wszystkowidzące oczy nie mogły, to by było wbrew jego naturze, nie zarejestrować tak cudnego widoku, tych powabnych kształtów, tych cudnych zaokrągleń. Jego uwagę przykuł, jak każdego faceta, jej zgrabny tyłeczek i majestatyczna elegancja z jaką się poruszała, płynnie, delikatnie z wielką gracją, prawdziwa Księżniczka. Na pierwszym zakręcie, gdy przez ułamki sekund widział ja całą, zachwycił się do nieprzytomności jej sylwetką, wtedy też ją rozpoznał, tak na pewno to była Włoszka, Piękna Włoszka, jego hiszpański, narowisty temperament dał o sobie natychmiast znać, jego hiszpańska krew natychmiast szybciej zaczęła krążyć, natychmiast chciał ją poznać bliżej. Mimowolnie zaczął przyspieszać, powoli zmniejszał dystans, przestał zważać, że porusza się za szybko, coraz częściej dostrzegał jej sylwetkę, już była tuż – tuż, na kolejnym zakręcie znów widział ja całą,  jeszcze bardziej zdeterminował go ten widok do przyspieszenia. Miał tylko jeden cel – zbliżyć się do Pięknej Włoszki możliwie jak najszybciej, jak najbardziej, w tym wszystkim nie zauważył że tuż za nim, cały czas jest ktoś, kto nie odstępuje go na krok, tak jakby go śledził. Smutny, Szaro- Nijaki niedostrzegalny wręcz, korzysta z utorowanej przez Narowistego Hiszpana przestrzeni, z wolnej drogi. Nie, nie wzbudził  w nim żadnych podejrzeń, ot może jemu też się spieszy, może też chce kogoś dogonić, do kogoś się zbliżyć, kogoś poznać. Na kolejnym skrzyżowaniu Piękna Włoszka zdążyła przemknąć z właściwą sobie gracją na późnym zielonym, jego zatrzymało już czerwone, nerwowo warknął zazgrzytał i nie mogąc doczekać się zielonego, na żółtym, niczym wystrzelony z procy wyskoczył , nie zważał że zieleni nie wolno niszczyć przemknął po trawie, ehhh gdyby wtedy się obejrzał, dostrzegłby że Szaro-Nijaki ruszył za nim, ale nie, jego wyobraźnię rozpalała Piękna Włoszka. Na najbliższym zakręcie o mały włos nie wpadł by no kogoś z przeciwka, burknął tylko cos nie zrozumiale i gnał dalej, widział już kolejną sygnalizację świetlną, wiedział, że musi się spieszyć,  jednakże o zgrozo, na moment zgubił ja z pola widzenia, nerwowo zaczął się rozglądać, przyspieszył przecież nie mógł jej zgubić, musi gdzieś tu być, w tym tłumie mogła się zawieruszyć, ale nie zgubić zaraz, zaraz jest!! Ale co ona robi!! Nagle tuż przed samą sygnalizacją skręciła w lewo, no nieeeeee………………………… nie zdążył …………………….. nawet nie pomyślał żeby zahamować, całym impetem wpadł na Piękną Włoszkę. Natychmiast też pojawił się za nim Szaro – Nijaki, ale teraz już trudno było go nie zauważyć, teraz z Szaro-Nijakiego zrobił się wyraźny, bardzo wyraźny, teraz go dostrzegł, nie dało się go nie zauważyć, teraz błyskał na prawo i lewo do przodu i do tyłu………. niebieskimi światłami, Narowistemu Hiszpanowi smętnie zwisał……..zderzak, na kablach powiewały reflektory, Piękna Włoszka straciła swój atrakcyjny kształt tyłeczka, rozbity bagażnik pokazywał swe wnętrze, natomiast Szaro-Nijaki, o tak, tak zdecydowanie i bez większych emocji wypisywał mandat Narowistemu Hiszpanowi, przydzielając kolejne punkty lojalnościowe :)

Tak to się dzieje, kiedy facet za duu… , no za kobietami się ogląda :)

 

 

 

 

Udział wzięli:

- Piękna Włoszka – Lancia Lybra

- Narowisty Hiszpan – Seat Toledo

- Szaro – Nijaki – Volkswagen Passat, nieoznakowany radiowóz

 

Mijają dni miesiące mija rok …………….

Mijają dni miesiące mija rok
Prawdziwe życie mija nas co krok
I z tym nam dobrze jest i nie jest
I niby nic nie dzieje się
Świat nam nie wadzi, lecz przez cały czas
Coś się gromadzi, coś dojrzewa w nas
Co było ledwie nutką rzewną
Zmienia się w pewność tego że

……………………. że jednak coś chcemy zrobić, coś zmienić, coś osiągnąć, nie mam zamiaru pisać o postanowieniach, nie chcę też rozliczać się ze Starym Rokiem, bo dlaczegóż mam jego rozliczać, dlaczegóż mam obarczać Go winą za niepowodzenia, czy też przypisywać Mu sukcesy, skoro działaliśmy wspólnie i w porozumieniu niczym Bonnie Parker i Clyde Barrow, albo ooooo na przykład Pan i Pani Smith . No dobra za każdym razem w grę wchodzi kobieta, a Stary Rok to jakby facet był, no ja też więc…………. więc coś na rzeczy jest, że tak sparafrazuję se pewnego krasomówcę, ale, zaraz – zaraz nie to żeby no hmmm eee yyy tego no coś między nami bliższego, ale ……………….

Kiedy w maluchach byłem jeszcze
Przewidywałem już niestety
Że w nasze męskie sprawy

Wtrącać kiedyś będą się kobiety

znaczy się więc, coś na rzeczy z tymi kobietami było i jest, a skoro tak to już zrobione jest, niech więc pozostanie, nie będziemy rewolucji robić. No ale…………. skoro nie mam zamiaru się z nikim rozliczać no to niech Stary Rok odchodzi z sumieniem czystym, nieużywanym, a Nowy niech nie będzie gorszy od Starego.

Życzę wszystkim na To Nowe 2014 starych przyjemności, nowych przeżyć, niebiańskich uniesień, rajskich spełnień, taa i zaś ryzyko że przez kobietę zostaniemy pogonieni z tego raju, ale co tam trza spróbować, oraz zdrowotności, pomyślności i miłości.

 

 

http://dl9.glitter-graphics.net/pub/1850/1850279sqadrmww6h.gif

Wszystkiego naj, naj, naj

Wszystkiego naj, naj, naj…………………….. lepszego, a najlepsze jest zdrowie, więc zdrowia wszystkim życzę, 

Wszystkiego naj, naj, naj…………………….. cudowniejszego, a cudowne jest mieć osobę, którą się kocha i która z wzajemnością kocha, chociażby była daleko, bardzo daleko, ale jest,  więc miłości wszystkim życzę,

Wszystkiego naj, naj, naj…………………….. piękniejszego, a piękne są marzenia,  te do spełnienia których dążymy, czasem biegiem, czasem wolnymi kroczkami, te które się kwalifikują do kategorii niespełnialnych, ale są, ale cieszą, więc marzeń pięknych wszystkim życzę, cudownych spełnień i ………….powstania nowych w miejsce tych spełnionych

Wszystkiego naj, naj, naj……………………..  no tego naj, naj, tego co sami sobie byście chcieli życzyć, to ja Wam życzę, życzę wszystkim bez wyjątku, tym którzy moje skromne progi odwiedzają i rozmową zabawiają, tym którzy tylko zaglądają, ale także tym, którzy o istnieniu niniejszego bloga zielonego pojęcia nie mają.

Niech się więc spełniają wszelkie życzenia !!!!!!!! 

Desperado!!!!

ocalić od zapomnienia vol. 8

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

On

Nie, tylko nie on, to niemożliwe!! – w drzwiach stał jego najlepszy kolega, a zarazem największy konkurent. Zawsze ze sobą rywalizowali, od kiedy sięgał pamięcią, przyjaźnili się jednocześnie rywalizując w każdej dziedzinie.

Wypity wcześniej alkohol w połączeniu ze specyfikami na potencję zrobiły swoje, osunął się po ścianie, jak przez mgłę widział wszystko to, co doprowadziło go do tego domu.

Kilka lat temu wyjechali całą paczką na wakacje, pierwsze dorosłe, samodzielne wakacje. Byli przecież po maturze, każdy z nich miał palny – studia, kariera. Tylko nie on, jego świat legł w gruzach, nie dostał się na wymarzone prawo. W knajpce, tuż nad brzegiem jeziora, koledzy oblewali swoje sukcesy, snuli plany na przyszłość, nie wiedzieli, że on nie ma czego świętować, nie przyznał się, nie potrafił znieść goryczy porażki. Do tej pory nie wie, kto wpadł na pomysł aby iść tańczyć na promenadzie, został przy stoliku sam. Smętnie dopijał piwo zastanawiając się co dalej. Nie zauważył, gdy do stolika podeszła Ona, poczuł Jej dłoń na swoim ramieniu, zaproponowała że postawi mu piwo. Gdzieś w zakamarkach świadomości przemknęła mu myśl, że jest w wieku jego matki, ale co tam. W końcu i tak jest przegrany, nie ma nic do stracenia.

Wypity alkohol i żal do całego świata sprawiły, że bez żadnych oporów znalazł się w jej pokoju. Rano, pożegnał się z kolegami, nie wyjaśnił co się z nim działo, ot tak po prostu – żegnajcie. Rodziców, którzy wiedzieli, że ich syn nie będzie prawnikiem poinformował, że znalazł pracę w dużej zagranicznej firmie i musi podróżować.

Uwierzyli, nigdy przecież ich do tej pory nie okłamał. Jacy byli dumni, gdy po kilku miesiącach przyjechał do nich nowym samochodem, markowe ciuchy i kosmetyki warte dobrze ponad średnią krajową dopełniały wizerunku, wizerunku młodego, gniewnego zorientowanego na sukces. Podczas gdy jego rówieśnicy wiedli studenckie życie na garnuszku rodziców, ich syn pracował, doskonale zarabiał, przysyłał pocztówki z całego świata. Byli przekonani, że robi karierę.

Pierwszy raz poczuł się jak przedmiot, gdy Ona kazała mu zająć się przyszłą kontrahentką. Nie, nie poprosiła, najzwyczajniej w świecie kazała i to stanowczo. Chciał się przeciwstawić, zaprotestować, ale Ona postawiła sprawę jasno, albo się zgadza, albo nowy samochód w jego wymarzonym ognistoczerwonym kolorze, pozostanie na zawsze w sferze marzeń. Wiedział, że bez Niej nigdy nie będzie go stać na takie cacko. Wtedy jeszcze mógł się wycofać, jeszcze miał szanse, ale co by go wtedy czekało?? Utrata dostatniego życia, puste konto i powrót do domu, a to było by równoznaczne z przyznaniem się do porażki. Wiedział, że nie stać go na taki krok. Zgodził się. Czując odrazę do samego siebie, zgodził się.

Z trudem przypomina sobie, że była młodsza od Niej, nawet całkiem atrakcyjna. Potem była następna , następna i jeszcze następna. Nie za każdym razem miał tyle szczęścia, nie wszystkie kobiety zajmujące się biznesem były młode i atrakcyjne, do wielu z nich śmiało mógłby się zwracać babciu. Często pod płaszczykiem elegancji ukrywało się bardzo wybiórcze używanie środków higieny osobistej, tuszowane drogimi pachnidłami, ale On nie mógł na to zwracać najmniejszej uwagi, musiał zadbać aby Ona podpisała dobry kontrakt. Doskonale pamięta, jak z trudem tłumił odruchy wymiotne spełniając wymyślne życzenia.

Po jakimś czasie nie wiedział już ile ich było, czy były ładne, czy młode. Alkohol i farmaceutyki stępiały poczucie estetyki, a samoocenę sprowadziły do poziomu podziemnego parkingu. Wiedział, że teraz już nie da rady się przeciwstawić, czuł się coraz bardziej zużyty.

Najgorsze były wizyty w rodzinnych stronach. Stara paczka była już dawno po studiach, większość z kumpli zaczynała już wyrabiać sobie pozycje w różnych firmach, a jego konkurent otworzył własny dochodowy biznes. Wtedy jeszcze nie skojarzył, że może on być w kręgu Jej zainteresowań biznesowych. Aż do dnia, kiedy powiedziała Mu wprost, że tym razem ma się zająć kontrahentem. Zaprotestował, ale to Ona miała argument w ręku – konto. To od Jej humoru zależało, czy będzie mógł z jego zasobów korzystać czy nie.

Tym razem wypił więcej, więcej też nafaszerował się chemią, bał się, że nie da rady, ale obiecała mu znów, a On chciał to mieć.

Nie pamięta jak wysiadł z taksówki, pamięta tę twarz go otworzyły się drzwi, to wielkie zdziwienie, gdy z trudem wykrztusił jego imię.

Nie wie że tym razem załoga karetki pogotowia dobrze się spisała, że dojechali na miejsce w kilka minut, że reanimacja się powiodła, nie wie ……… do czego wrócić.

ramie w ramię

Łączmy się, wtedy kiedy trzeba, kiedy warto, wtedy kiedy można zrobić coś pożytecznego warto stanąć ramie w ramię. Warto połączyć siły, obrać wspólny kierunek i wspólnie cała gromadą zrobić, cos dla innych, dla tych, którzy wbrew pozorom powinni być w wielu przypadkach wzorem, takim wzorem, jak radzić sobie z przeciwnościami losu.  Jak być uśmiechniętym, gdy większość potrafiłaby się tylko rozpłakać. Pomóżmy więc , niech ten uśmiech będzie jeszcze szerszy, niech trwa jak najdłużej.

  Przyłączmy się do akcji ROBÓTKA 2013

jako się przyłączają Frytka

(
http://blaskicodziennosci.wordpress.com/
 ) i Desperado

 

wszelkie szczegóły w poniższym linku


http://bebeluch.blogspot.de/p/robotka-2013.html

 

Wreszcie !! Dostałem nagrodę !!

Ahhh, ohhhhh  mowe mi odebrało!! Ze wzruszenia nie wiem co powiedzieć, słów mi brakuje, otóż nominowany zostałem, do nagrody, ale że nic za darmo to i coś od siebie też trzeba, a od siebie trzeba udzielić odpowiedzi na zestaw podchwytliwych, drążących mą mroczna naturę pytań. Otóż łasy na pochwały, a tym bardziej na nagrody będą, jako rasowy facet, odpowiedzi udzielam i nagrodę, oooo tak nagrodę już dzierżę, w klapę se wpinam i ………..nagrodzony się czuje !!

 

 

  1. Jaki znasz najgłupszy dowcip?

Ależ , ależ jako stateczny Desperek głupich dowcipów nie znam, wszak nie przystoi w mym wieku słusznym głupich dowcipów opowiadać, a tym bardziej czynić komukolwiek. Niemniej jednakże zobowiązany poleceniem opowiadam niniejszym dowcip, który za lat późno-szczenięcych Desperka bił rekordy popularności, no u Desperka i jego kolegi, z którym odrywaliśmy ową scenkę, dla jasności powiem, że na jednej imprezie potrafiliśmy odegrać to co najmniej kilkanaście razy, co wzbudzało w pozostałych liczne protesty ,łącznie z groźbą otrzymania embarga na zawartość stołu, w szczególności naczyń szklanych potocznie zwanych butelkami, a więc czyniąc swą powinność, było to tak –

- Ty słyszałeś, że niedawno rolnik kupił konia na targu?

- Nie, no i co że kupił ?

- No ten koń po 4 dniach mu zdechł !!

- Oooo i co?

- No i ten co kupił poszedł do tego co mu sprzedał i mu mówi „Panie ten koń mi zdechł!!” a sprzedający na to „dziwne u mnie tego nie robił”

i wspólny gromki  śmiech  jeszcze bardziej irytował biesiadników :)

Ehhhh na wspomnienia naszło mnie , to i jeszcze jedną anegdotę przytoczę, jako to będąc szczenięciem, pięknym za nadobne siostruni swej się odpłaciłem. Trza zaznaczyć , że siostrunia zwana dalej Siwą starsza dosyć jest, no, a co stara dupa już z niej jest , a wówczas gdy rzecz działa się była w wieku,  gdy to już wolę boża czuła i z chłopakami się umawiała, fuj swoja drogą co za przyjemność z chłopakami fuj. A więc (u siebie będąc owo „a więc” dyńda mi) pomijając złośliwość wielką, doznaną z jej strony, gdyż nie to jest przedmiotem anegdoty, w ramach zemsty znając Siwej plany na sobotni wieczór,  czyli jakiś tam wypad, z jakimś tam łosiem (czyt. miłością wielką) zasadziłem się i mysz upolowałem, co zbyt trudne nie było,  gdyż w wiejskim gospodarstwie zawsze się tam jakaś trafiła, no mysz, bo siostra też, ale nie zawsze swoja rodzona całe szczęście  . Mając dorodną, tłuściutka myszkę, znaczy już w formie denata, wykorzystując  roztrzepanie tudzież pełne rozkojarzenie Siwej zdobycz swą wszyłem w jej nowiutkie sztruksy Wrangler z Pewexu , w miejscu gdzie oczekiwałem najlepszego efektu,  to znaczy tam  gdzie zszyte są dwie nogawki i zaraz zaczyna się wszycie zamka :) rzecz jasna Siwa nie zauważyła supraisa i spodzien ów założyła na swe cztery litery. Efekt przerósł najśmielsze oczekiwania, krzyk rozdarł wieś spokojną, wieś szczęśliwą, z randki nici, albowiem próbując uwolnić się z przyciasnych spodni (swoją droga dlaczego kobiety kupują zawsze o numer mniejsze ciuchy?) efektownego orła wyje….. no wiadomo co, nabijając sobie przepięknego wielobarwnego siniaka na czole 

Ale przecież ja nic złego nie zrobiłem prawda ??

2.Jaki masz rozmiar buta?

-wystarczająco duży aby śmierdział z kilometra, but nie rozmiar, a jednocześnie za mały aby zasadzić odpowiedniego kopa co niektórym

3.Zgubiłaś/eś coś wartościowego? (Jeśli nie znalazłaś/eś podaj miejsce w przybliżeniu.)

Znalazłem, bardzo wartościowego, rok temu i cały czas się z tego cieszę i nacieszyć jakoś nie mogę, miejsca nie podam bo egoista ze mnie jest J

4.Jak puszczasz oko, to lewe, czy prawe?

Mrużę oba dwa, lepszy efekt uzyskuję wówczas :)

5.Masz jakąś fobię?

Mam, ale jeszcze nie nazwaną, więc nie powiem jaką

6.Podaj wynik 2+2×2=? 

To miała być zabawa, a nie męki pańskie na krzyżu, matematyka przyprawia mnie o dreszcze, po za liczeniem kasy :)

7.Kim chciałaś/eś zostać będąc dzieckiem?

Dorosłym, a teraz chciałbym zostać dzieckiem

8.Wymień jedną rzecz jaka poprawia Ci nastrój (przy każdej kolejnej będziesz musiał/a zrobić jedną pompkę)

Odpowiednie towarzystwo

9.W zimę jeździsz na zimówkach, czy na piętach?

Na czym  bądź na kim się da, byle jeździć, byle do przodu

10.Gdzie się podziały tamte prywatki?

Cały czas są, tylko my nie potrafimy ich odnaleźć

11.Zrobiłaś/eś kiedyś coś w szczytnym celu? (Nie? to wpłać na konto Mirabelki 100zł ;) )

Ożeniłem się, mogę wpłacić 100 złotych jeżeli się da to odwrócić

 

To tyle z mojej strony będąc egoistą nie dam nikomu więcej nagrody, sam se będę ja miał a co !!

 

 

Dziewice, a katastrofa ekologiczna, przyczynek do dyskusji

 Dawno, dawno temu kiedy jeszcze na ziemi smoki latały, wrzątek
z gejzerów piły
i ogniem pluły, świat cały lotem błyskawicy obiegła niezwykła wiadomość, ale o tym nieco później, gdyż istotę tej informacji ,mus na razie zachować w tajemnicy, tylko po to aby, za wcześnie się nie zdradzić. Otóż rzecz zdecydowanie bardziej skomplikowana się okazała, a przy okazji niezwykle silne powiązania posiada, bez przesady, nie chodzi tu o powiązania z półświatkiem, mafijnymi bossami tudzież Cosa Nostrą, ale……… jak się okazało niezwykle istotne znaczenie ma po dziś dzień. Niemniej jednakże, aby zrozumieć rzecz całą, należy zacząć
od spadku pogłowia bydła, a dokładniej bydła mlecznego,a jeszcze precyzyjniej, krów rasy wszelakiej na terenach zamieszkałych przez gatunek homo sapiens, na przestrzeni wieków. Otóż, jak wynika z kronikarskiej działalności kronikarzy, którzy to dzięki swej wytrwałości, samozaparciu, nie mylić
z zaparciami i rozwolnieniami, które w tamtych czasach występowały nader często,a przyczyny owych sensacyjnych zachowań podczas pobytów w miejscach ustronnych były dwie – jedna czynnik ludzki, czyli fakt niezdrowego odżywiania się, druga czynnik współczesnej im cywilizacji, czyli po prostu braku lodówek, ale mając
na względzie,
że nie zajmujemy się dietą owych kronikarzy, przy czym co nieco o dietach będzie później, wracamy więc do tematu zasadniczego, czyli owi kronikarze, którzy to stworzyli podwaliny urzędów statystycznych, zanotowali, że w czasach gdy, i tu retrospekcję uczynię, smoki tak se latały, pogłowie bydła mlecznego spadało w zastraszającym tempie. Współcześni nam uczeni maści wszelakiej,  długo nie mogli zrozumieć powodów osłabiania gospodarki mlecznej na terenach , które rozwijały dynamicznie kulturę życia na wsi, pozyskiwały nowe tereny pod uprawy rolne, osiągały coraz większą wydajność owej produkcji, a mimo to bydło se powoli zanikało. Rzecz również ciekawa, że w pobliskich miastach, miasteczkach odnotowywano dynamiczny rozwój działalności gospodarczej w postaci punktów usługowych, dzisiaj nazywanych agencjami towarzyskimi, baaa trzeba przyznać, że poza legalnie działającymi, odprowadzającymi podatki i ZUS-y punktami, szara strefa biznesu tego kwitła jak forsycja na wiosnę. Ekonomiści dopatrywali się cudu gospodarczego, afrokościelni zaś upadku moralności, a sumienni Pracownicy Agencji Restrukturyzacji
i Modernizacji Rolnictwa załamywali ręce, no bo gdzież podziały się mleczne krówki. Spór ów, trwałby jeszcze długo, długo i pewnie nie zostałby rozwiązany przez kolejne wieki gdyby nie fakt gastryczny i to nie kronikarzy !! Otóż trzeba wiedzieć, że  w tych trudnych czasach, gdy smoki latały, to się odżywiać musiały!! Rzecz wiadoma,
że kalorii taki smok zużywał, oj zużywał, nikt wtedy nie myślał o ekonomicznych lotach, żadnej klasy turystycznej, wszyscy tylko klasa biznes plus i wyżej, to
i potrzeby kaloryczne mus było uzupełniać. Wyjaśnić więc gdyż ważna sprawa to jest muszę, że ówczesne smoki  roślinożerne były, ale………
w tym cały szkopuł był, że według zleceń Światowej Organizacji Nadzoru Nad Zdrowiem Smoków ,  zdrowy smok, aby kondycję utrzymać, miał prawo,jak to smok, raz na tydzień skonsumować sobie…………….. tak, tak dziewicę!! Powszechnie wiadomo, że dziewice wybitnie kaloryczne są, z duża zawartością mikroelementów
i  nie tuczące ponoć były, co jak się potem okazało, nie do końca potwierdzone zostało, gdyż zdarzały się smoki z nadwagą i to wcale nie małą, przy czym kronikarze taktownie milczą w zakresie płci tych z nadwagą. Zalecenia obowiązujące , no to se, te smoki, chrupały dziewice aż miło, znaczy smokom było miło, bo nie zachowały się relacje dziewic. Jedno jest pewne, że ochotniczek aby stanowić smoczą przekąskę nie było, każda szanująca się dziewica unikała smoka jak ognia, a jak mogła pożarcia uniknąć?? Otóż właśnie, jedynym wyjściem było pozbycie się zbędnego balastu, czyli krótko mówiąc dziewictwa!! Otóż i mamy wyjaśniony ówczesny cud gospodarczy, no bo……. czy każda dziewica tak od razu mogła się pozbyć balastu, w dobie braku wibratorów?? A jak się nic nie trafiło, znaczy jurny zakochany młodzieniec, albo starzec byle jeszcze jurny był?? A dlaczegóż by nie połączyć bezpieczeństwa własnego z dochodem?? Tak oto legalne punkty usługowe, jak i szara strefa oferowały szeroki wybór dziewic do rozdziewiczenia.
W tym miejscu uprzedzam zarzuty, że tylko raz, a potem to już nie dziewica. Owszem zarzut byłby całkiem zasadny gdyby nie fakt, że skoro są smoki
to muszą być i małe smoczki, ale i stare już nieco leciwe też, a te niestety węch traciły i z zgrozo myliły się, pożerały zabezpieczone (czytaj rozdziewiczone) już biedne dziewczę. Dla pewności więc, a wiadomo, że pewność musi być, bidulki poddawały się zabezpieczeniu namiętnie i systematycznie, dla utrzymania prawdy historycznej część z nich nader namiętnie i nader systematycznie, zmuszając ród męski do wielce wytężonego wysiłku fizycznego. Biedne smoki stare i młode latały i nie mając zapewnionego właściwego pożywienia były coraz słabsze, chorowite, smutne. Na ten czas wspomniana wyżej Światowa Organizacji podjęła decyzję, że mogą se zeżreć coś w zamian, los chciał, że padło na krówki mleczne, gdyż inne mięsiwo nie było koszerne, a smoki z rożnych stron świata były. Niestety, pożywienie owo nie zastąpiło wartości odżywczej na równi z dziewicami, smoki coraz bardziej chore były, popadały w depresje, akty samobójcze się nasiliły jak po krachu na amerykańskiej giełdzie w 1929 roku, po prostu smoki zaczęły ginąć, nic już nie było w stanie odwrócić tej  zagłady, a po dziś dzień ludzkość nie zdołała odbudować właściwego pogłowia bydła mlecznego. Tak oto dziewice stały się przyczyną katastrofy ekologicznej !!

Bo dobro zawsze zwycięża, albo prawie zawsze

Ach, ach dziś jest ten dzień, długo wyczekiwany, długo oczekiwany, z bardzo krótką tradycją, bo ledwie od 12 lat jest obchodzony, a upamiętniał setną rocznicę powstania …………. pluszowej maskotki !! Tak, tak dziś jest Dzień Pluszowego Misia, w związku z tym wszystkim obrońcom Misia dedykuję pewien list :)

Braci blogowa, Desperku drogi

Ach jakież wzruszające wieści do mnie dotarły, żeś Waćpan skrzyknął kupę całą Blogowej Braci i na ratunek ruszyłeś jako ten Sobieski pod Wiedeń z odsieczą, żeś Waćpan Złego Tygrysa na stos chciał rzucić, ze skóry, znaczy futerka obedrzeć, co by moją osobę skromną ratować. Oj wdzięcznym wielce jest Waćpanu jako i całej Blogowej Braci, która to pospolitym ruszeniem, tłumnie się zgromadziła i na bastion Złego Tygrysa wyruszyć gotowa była. Ehhh żal serce me ściska, żem widzieć tego nie mógł, ehh serce do walki się rwało, ale jak wiesz Waćpan, jam w niewolę pojmany zostałem, podstępnie omamiony złotymi górami przez Złego Tygrysa, rozum mi odebrało i zgodę swa wyraziłem. Tegoż otóż potrzeba było Złemu Tygrysowi, jako ten Twardowski z diabłem pakt zawarłem i……… do lochów wtrącony zostałem, łańcuchami przykuty, nadziei na ratunek się wyzbyłem, gdy właśnie Waść tumult wielki podniosłeś, wrzawę karczemną uczyniłeś „Oddajcie Nam Misia”, zewsząd słychać było. Ahhhh ciarki po plecach, jak wojska napoleońskie, przechodziły miarowo raz-dwa, raz-dwa , pot zimny czoło zalewał i nadzieja na ratunek wróciła. Tak Waść z kompaniją całą Złego Tygrysa w obroty wziąłeś, że na czujności podupadła, że straży nie wystawiła. Ahhh wszak tego jednego zapijaczonego pachołka, co to klucze wszelakie posiadał, liczyć nie ma co, skusił się on na gąsiorek śliwowicy przyobiecany i fortelem zdobywszy klucze od kajdanów, uwolniłem się, chyłkiem wymknąłem na wschód gdzie cywilizacja zawsze była, rzek kilka wpław pokonałem i w puszczy wielkiej ukrywszy się wrzawę przeczekałem. Ludzie dobrzy, glejt mi wyrobili i teraz Waści Despeardo ja na krajach ciepłych bawię, miód i wino piję, niedźwiedzice ponętne rajcuję i oby Zły Tygrys wyleniał do reszty, więcej zniewolić się nie dam !! Dla niepoznaki jednakże swój imidż zmienić odrobinę musiałem, lico me skromne słoneczko łaskawie przypaliło, na dobrym wikcie masy przybrałem, teraz to wiem, jak Misie godnie żyć powinny. Na Waści ręce podziękowania dla całego Blogowego Pospolitego Ruszenia składam i z wdzięczności kilka fotek załączam :)

Żyję i mam się dobrze, pozdrowienia dla Złego Tygrysa

Na podboje czas wyruszyć, mraaauuuuu niedźwiedzice :)

Jest dobrze, będzie lepiej, oprócz kapelusza namiary też dostałem :)

Się działooooo!!!!

Pozdrawiam raz jeszcze i do usłyszenia !! :)


 

 

 

 

Braci blogowa – uwolnijmy MISIA

Jestem sobie mały miś, gruby miś……………………… tak wesoło kiedyś podśpiewywał sobie pewien Miś, z pewnością wielu z was zada pytanie dlaczego kiedyś sobie on podśpiewywał , a teraz już nie? Dlategóż otóż, że Misia nie ma!! Jak to nie ma, słyszę zewsząd słuszne pytanie, gdzieś z tłumu wychwytuje jeszcze jedno – to gdzie jest Miś!! Tak, tak niestety Mis został porwany, co gorzej zniewolony i nikt nie wie jakich praktyk na jego pluszowym ciele się dopuszcza…………………. sprawczyni owego porwania . O cisze proszę i wyjaśniam, że Miś sobie był, wiódł szczęśliwe życie u boki pewnej skromnej, grzeczniutkiej nad wyraz dziewczynki. Kochany, przytulany, czasem powiernikiem wielkich tajemnic był, co bardzo Misiowi odpowiadało, no bo wiedział, że jest potrzebny, czuł się kochany, wiedział, że ma wielką misją do spełnienia, był przytulanką tej słodkiej malutkiej dziewczynki. Pewnego dnia pewien Zły Tygrys uwiódł Misia,  polował na niego długo, długo podchody czynił, a że misie z natury niewielki rozumek mają, to w końcu tak się zamotał w tym, kto jest jego przyjacielem, a kto dybie na jego szczęśliwy żywot, że ………….. dał się skusić. Zły Tygrys najpierw omamił Misiaczka słodkiego kosztownościami, drogimi ubiorami, obietnicami, żeby jeszcze bardziej otumanić jego mały rozumek, naobiecywał, ten Zły Tygrys, że Miś karierę w szołbyznesie zrobi, że modelem o międzynarodowej sławie będzie. Na dowód tego sesję zdjęciową Zły Tygrys urządził,  ogłupił Misiaczka błyskiem fleszy, wywiad zaaranżował, fotografie w międzynarodowych mediach zamieścił, aż…………………. Misio, biedny Miso się zgodził iiiiiii…………………. tyle Misia widziano!! Ślad wszelki po Misu zaginął, z wielkiej kariery zostały strzępy, mało kto pamięta tę jedną fotografię gdzieś tam zamieszczoną, ale usuniętą przez Złego Tygrysa, co by wymazać z pamięci wszystkich, owego sympatycznego Misiaczka. Jako, że jeden dobroduszny nadzwyczaj człowiek zauważył, że coś na rzeczy jest, raban podniósł, przyłączyło się do niego osób kilka, protest wszczęli, demonstrację urządzili, Zły Tygrys za wariatów ich uważa, na prawo i lewo opowiada że szurnięci oni są, stuknięci, ale my RUCH OBRONY MISIA się nie poddamy. Braci blogowa, czytelnicy międzynarodowi ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie Misio jest, proszony jest o niezwłoczny kontakt z właścicielem niniejszego bloga osobą współorganizującą czyli Frytką  
http://blaskicodziennosci.wordpress.com/
 

  bądź powiadomienie najbliższego oddziału Towarzystwa Przyjaciół Pluszowych Misiów. Każdy komu nie obca jest wolność medialna Misia niech zamieści protest na blogu swym, oraz zaprotestuje na blogu Złego Tygrysa 

 
http://tygrys1012.blogspot.com/
 

. W kupie (ups) siła i kupą zmuśmy Złego Tygrysa do zwrócenia wolności Misiowi.

ps. czyż można się oprzeć temu słodkiemu pyszczkowi??

ocalić od zapomnienia vol. 7

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

Paradoks życzeń

Obiecałem komuś coś zrobić, nie wymagało to wielkiego wysiłku, jedynie troszkę czasu trzeba było poświęcić, może troszkę więcej niż troszkę, ale chciałem. Chciałem, bo obiecałem, a obiecałem, bo chciałem, to taka kwadratura koła, można powiedzieć, że musiałem, ale musiałem to niewłaściwe określenie, gdyż przymus wynikał tylko z tego, ·że naprawdę chciałem. Niestety, ale nawaliłem, najzwyczajniej w świecie nie dotrzymałem obietnicy, bo … bo zadzwonił telefon i tym razem musiałem. Musiałem, bo to był przymus, na który się zgodziłem, zgodziłem się, bo chciałem, kolejny paradoks jakich wiele na co dzień. Był wyjazd, nerwowa jazda, jazda na krawędzi możliwości pojazdu i kierowcy, liczył się czas, którego nikt nie określił ile go pozostało. Najważniejsze było żeby zdążyć, bo on sobie życzył… życzył sobie tylko mnie, bo… bo już raz wyprowadziłem go z Hadesu, do którego zmierzał. Nie, nie było to wyprowadzenie delikatnie, była to przemoc, nie fizyczna przemoc, ale… ale przemoc. To było dawno, prawie rok temu, kiedy po raz pierwszy ze mną przegrał. Pamiętam doskonale ten wzrok pełny zawodu, że przegrał, ale też pełny nienawiści… nienawiści do wszystkich, którzy mi pomagali wygrać. Pomagali wierząc, że tak należy, że najzwyczajniej w świecie tak trzeba. Ale to on chciał wygrać, nie licząc się z nikim chciał wygrać. Słowa na koniec, gdy rozplątywał sznur, który sam zawiązał, jeszcze się zobaczymy, to nie koniec. Gdy schodził ze stylowego krzesła, otoczony bliskimi i lekarzem był bliski płaczu…, ale nie, dlatego, że chciał wejść do Hadesu, ale dlatego, że… że przegrał. Wiedziałem, że się nie podda, każdy, ale nie on… on chciał wygrać. Jechałem, wiedząc, że tym razem… tym razem mogę przegrać ja. Ale on sobie życzył mnie, jego życzenie spełniono. Tym razem siedział na krześle, takim samym, stylowym, co wtedy. Przy oparciu krzesła zamontowane było urządzenie, dziwne i prymitywne, ale przeznaczenia jego się domyśliłem. Trzeba było podjąć grę, jego wzrok… ironiczny, nawet nie obłędny tylko ironiczny. Gra… długo, bardzo długo, bez żadnej taryfy ulgowej, doskonale znał zasady i triki, nie pozwolił mi skorzystać z żadnej pomocy. Za ścianą czułem obecność jego matki… matki, która wierzyła, że tym razem znów wygram, że nawet bez pomocy okażę się lepszy, skuteczniejszy. To mi nie pomagało. Osiem godzin i dwadzieścia dziewięć minut, gdy on postanowił zakończyć grę. Na koniec słowa, chciałem, żebyś to był Ty. Krótki zdecydowany ruch ręką… nawet nie ręką, samą dłonią wystarczył. Prymitywne urządzenie miało zadziałać jak gilotyna, zadziałało… prawie idealnie. Prawie, bo… linia cięcia nie była idealna. Zadziałało… zadziałało skutecznie. Krótki świst ostrza i wygrał… on wygrał. Dotarł do Hadesu. Czy dał mi szanse na równą grę? Nie wiem. Pamiętam wzrok jego matki, przerażony, wbity we mnie… i cisza…… cisza, której nie odważyłem się przerwać. Dziękuję, jedyne słowo, które wypowiedziała. Jej oczy… ogromne, przerażone. Nie, nie było w nich pretensji, wyrzutów, tylko rozpacz… pełna, czysta rozpacz. Tego nie można zapomnieć. Wiem przegrałem… tym razem przegrałem, czy należało spełniać jego życzenie… czy to musiałem być ja?

Paradoks spełniania życzeń…

……………………………………..

Pamięci wszystkich, którzy odeszli, tych którzy zostawili puste miejsce przy stole, tych których pamięć jest dla nas zawsze żywa…………..

Znicz

obrazek pochodzi ze strony www.se.pl

Spotkanie po latach

- Cześć wróciłem – zakrzyknął ochrypłym basem, świadczącym o tym że, tchawica jako i „gardzioł cały”  jego, były intensywnie eksploatowane, przez inhalacje dwutlenkiem węgla, z odrobiną nikotyny oraz kilkoma tysiącami innych mniej lub bardziej trujących  związków tudzież płynnym roztworem otrzymywanym w wyniku fermentacji cukru i drożdży – co jest, Ty w ząbek czesany nie poznajesz mnie ?? Noszsz wiem,  przytyłem nieco i urosłem, ale żeby starego druha nie poznawać!! no nie, zaraz walnę Cie w ryyyy…. No dobra, no to może się przedstawię – Prosiaczek jestem!!

- Ożeszszsz w mordę, ale na dorodnego wieprza wyrosłeś- odkrzyknął Puchatek, będący już całkiem okazałym niedźwiedziem, przy czym jego mały rozumek nadal pozostawał bardzo mały, gdyż w większości zamroczony był wytworami pana Sowy, który to nielegalnie w wielkim dębie posiadał destylarnię, rzucił się w kierunku Prosiaczka chcąc go uściskać.

- Ale, Ty cwaniaczku – warknął Prosiaczek, ty nie zmieniłeś swoich nawyków żywieniowych, nadal wciągasz miód, czy przerzuciłeś się na coś bardziej kalorycznego, znaczy mam nadzieję, że nie żresz mięsiwa!!

- No weź, no coś Ty, myślisz, że od mięsiwa miałbym taki okrąglutki brzuszek, no tylko kurna, wiesz stary, no coraz mniej te pszczoły miodu dają – posmutniał Puchatek.

- Eeee – warknął  prosiaczek – po prostu  za dużo żresz, weź się trochę za siebie, pogimnastykuj,  pobiegaj, patrz jaka mam ja figurkę !!

- Taaa schabiki całkiem niezłe, ale pewnie wyćwiczone jak uciekasz przed rzeźnikiem – palnął Puchatek po czym huknął prosiaczka w plecy aż mu ślepia wylazły .

- No a gdzie jest reszta co?? – zapytał prosiaczek gdy wreszcie złapał oddech- Cu o tego starego ponurego osła?  

- Chodź oprowadzę Cię po Stumilowym Lesie, ale najpierw wpadniemy do Pana Sowy, wczoraj w całym lesie śmierdziało drożdżami, pewnie ma świeży uciąg, no a wiesz, wtedy jest nawalony jak szpak, taniej sprzedaje i nie rozróżnia czy to połówka czy zerosiódemka .

- Oooo to dobrze- ucieszył się Prosiaczek – bo wiesz, ekhm jakoś tak no  eeeeee…….yyyyy…… no kaca mam giganta.

- A wiesz ten stary osioł,  Kłapouchy jest jeszcze bardziej ponury niż był, hi hi , w Kangurzycy się zakochał czaisz bluesa  !!

- Łeee zawsze był jakiś nieogranięty, a teraz mu się na amory zebrało, zresztą, wiesz wyboru to tu nie ma za wielkiego.

- Fakt – westchnął Puchatek- nie ma na czym oka zawiesić, jedyna samica to kangurzyca, ale ona z Tygryskiem, wiesz no tego ten.

- No masz Ci los to se Tygrysek z Kangurzyca teraz bryka??

- Hehe raczej na ……….ale co mnie tam, wiesz Tygrysek jest stracony, stara go krótko trzyma.

- Upsss no szkoda kota, ale on zawsze pantoflarzem był, niby se tak brykał i brykał ale cienias z niego był i jest oo! Zakończył Prosiaczek swój wywód gdyż doszli już pod dziuple Pana Sowy. Puchatek kamieniem, co to zawsze przy korzeniu leżał zamiast dzwonka, cisnął trafiając w dziuplę za pierwszym razem – ma się to oko jeszcze mruknął zadowolony z siebie.

- Taaa – zachichotał Prosiaczek – oko, to jest jedyna rzecz która robisz, to i wprawę masz . Pan Sowa nawet nie zapytał kto i po co, wyrzucił cztery butle, warknął, że zapłacą jutro. Zebrawszy z mchu zaopatrzenie przyjaciele poszli dalej.

- A wiesz – zaczął Puchatek – że  Królik biznesmen cała gębą jest, w uszy kopany kitajec!! Przetwórnię owoców i warzyw prowadzi, zarozumiały się zrobił, że nawet pogadać z nim nie można.

- Taaaa – odburknął Prosiaczek intensywnie rozmyślając nad tym, kiedy to Puchatek pierwszą flaszkę odkorkuje, no bo przecież pić mu się chciało nieprzeciętnie. Wreszcie nie mogąc się doczekać trzasnął niedźwiedzia w ucho

– Puchatek dawaj wreszcie flaszkę, bo na sucho to się zatrę!! Łyknęli z gwinta ledwie po trzy solidne łyki, gdy tuż obok nich ziemia się zatrzęsła, huknęło, błysnęło i jak diabeł z pudełka, spod ziemi wyskoczył nie kto inny jak Gofer – no  żeszszsz jak to tak beze mnie pijecie?? Puchatek a ta dorodna świnia to kto niby co?? Jakiś nowy czy ekhm, no yyyy wiesz no tego ten z braki laku dobry kit? Prosiaczek poczerwieniał na ryju, że go za no wiadomo kogo, ktoś bierze, trzasnął w żółty kask łapą

– Gofer, ślepcu jeden, Prosiaczek jestem, masz chlaj, może związki organiczne rozświetla Twój ściemniały pod ziemia umysł- dokończył podając Goferowi napoczęta flaszkę. Gofer z lekka otumaniony od uderzenia, przyssał się do butelki, byłby cała wypił, gdyby nie błyskawiczna reakcja Puchatka

– Prosiaczek, zwariowałeś, toż ta ślepa świ….. no yyyy ten kret wychleje ile mu dasz, nigdy, ale to nigdy pod żadnym pozorem nie dawaj mu całej flaszki!!

- A to menel – westchnął Prosiaczek – no patrz, a wtedy był taki porządny. Gofer jeszcze bardziej otumaniony tym razem przez uderzenie i alkohol ,zaczął kopać, rozrzucał ziemię na prawo i lewo, zaczynał jeden dołek za chwile inny. Puchatek szturchnął Prosiaczka – zwiewamy zaraz Krzyś będzie darł mordę, że zaś ta pijaczyna narozrabiała. Truchtem pomknęli w głąb Stumilowego Lasu, po drodze minęli maleństwo, które na widok tak dorodnego wieprza z wrzaskiem  uciekło w kierunku domku.

I tak wygląda spotkanie po dwudziestu latach

Ocalić od zapomnienia vol. 6

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

 

T W A R Z

Widziałem twarz człowieka siedzącego na ławce, zgarbionego jakby dźwigał na sobie wszystkie nieszczęścia tego świata. Cóż nie jest to żaden wielki wyczyn zobaczyć człowieka. Każdy z nas codziennie widzi wokół siebie wielu ludzi, jedni spacerują uśmiechnięci, drudzy zamyśleni, a jeszcze inni zatroskani albo nawet nieszczęśliwi.

Uwagę moją przykuła jednak twarz tego człowieka. Widać było na niej straszliwe cierpienie. Zmarszczone czoło i poorane bruzdami, napięte do granic wytrzymałości policzki mówiły same za siebie. On po prostu cierpiał. Spod na wpół przymkniętych powiek obserwował jednak uważnie otaczający go świat.

W jednym momencie zmartwiona, nieszczęśliwa twarz zmieniła się w promieniejące szczęściem oblicze, sylwetka wyprostowała się i mężczyzna ten zerwał się z ławeczki. Podreptał szybciutko w stronę pobliskiego kosza, do którego grupka młodzieży wyrzuciła butelki. Wygrzebał je i jak cenny skarb schował pod marynarką. Po chwili widziałem tego człowieka wychodzącego ze sklepu z butelka taniego wina.

Nie była to już twarz człowieka, któremu cały świat rzuca kłody pod nogi. Szedł dumny, wyprostowany, szczęśliwy. Przechodził obok plakatu, na którym siedemdziesięcioletni mężczyzna w skafandrze kosmonauty realizował marzenie swojego życia – lot w kosmos.

To nic, że za spełnienie tego marzenia zapłacił kilkadziesiąt milionów dolarów. Był szczęśliwy… Twarz promieniała uśmiechem, emanowało z niej zadowolenie z życia, niewyobrażalne szczęście. Cóż nie powinno to nikogo dziwić, w końcu nie każdy ma szansę obejrzeć naszą planetę z takiej perspektywy, nie każdy ma szansę na spełnienie najskrytszych marzeń…

Twarze obu tych ludzi były takie same, były nad wyraz szczęśliwe. Jakaż to wielka hipokryzja! Cóż to znaczy szczęście? Jeden z nich do pełni szczęścia potrzebuje codziennie łyk taniego alkoholu, a drugi, aby wprawić się w taki sam, euforyczny stan wydaje miliony dolarów.

Jakże odmienne definicje szczęścia można by stworzyć dla tych ludzi! A jakąż definicję szczęścia można by stworzyć dla grupy dzieci bawiących się nieopodal? Ich twarze zmieniały się tak szybko, że trudno było zauważyć wszystkie przemiany.

Co chwilę wyrażały co innego szczęście, ból, rozpacz. Ale czy w jednej chwili można być zrozpaczonym, a za moment szczęśliwym? Czy jest coś, co może spowodować tak ekspresyjną zmianę nastroju, poza chorobą psychiczną? Dzieci bawiły się znakomicie, ich chwilowa rozpacz ustępowała natychmiast po tym, jak znalazły nowy patyczek w miejsce złamanego, albo wymyśliły nową zabawę w miejsce tej, która się już znudziła.

Człowiek z pooraną bruzdami twarzą wrócił na swoją ławeczkę, w pełni szczęścia popijał ukradkiem tanie wino, z każdym łykiem twarz jego wydawała się być bardziej szczęśliwa; siedemdziesięcioletni mężczyzna na plakacie cały czas emanował szczęściem. Ot, idylliczny obraz naszej codzienności. A gdzie podziała się twarz człowieka cierpiącego za cały świat? Czyżby nagle wszystkie troski uleciały gdzieś daleko? A może spadły na innych, dając poczucie szczęścia tylko tym wybranym? Czy jest to sprawiedliwe, że tak mała grupa ludzi pozbyła się trosk, kiedy na świecie trwają wojny, wiele dzieci cierpi na różne choroby i głód? Co prawda, nikt nam w dniu urodzin nie obiecywał, że świat, na który przychodzimy jest sprawiedliwy…

Bo jakże można mówić o sprawiedliwości, gdy z drugiej strony plakatu ze szczęśliwym siedemdziesięciolatkiem spoglądają na nas twarze dzieci, jakże odmienne. Twarze dzieci z murzyńskiej wioski, z kraju, gdzie trwa wojna domowa. Twarze jak żywo przywodzące w wyobraźni zaszczute, wygłodzone zwierzątka. Duże, wytrzeszczone oczy niemym krzykiem wołają o pomoc, błagalnym, wystraszonym wzrokiem żebrzą o odrobinę szczęścia dla nich.

A cóż do szczęścia może być potrzeba tym dzieciom? Czyżby lot w kosmos? Na pewno nie!! Na pewno też nie rozpaczają z powodu złamanego patyczka w piaskownicy. Promienny uśmiech na twarzach tych dzieci zagości wtedy, gdy się najedzą do syta, napiją czystej wody i będą miały podstawowe leki na trapiące ich choroby.

Wtedy, gdy położą się spać pewne, że jutro znów będą miały co jeść, że nikt z ich bliskich nie umrze w strasznych męczarniach z powodu głodu. Wtedy, gdy nikt z ich bliskich nie zginie w walkach plemiennych czy też czystkach narodowościowych. Czy te marzenia są aż tak ogromne, aby nie mogły zostać spełnione?

Jak porównać pojęcie szczęścia dla tych ludzi? Przecież każda twarz szczęśliwego człowieka wygląda tak samo, a tak różnych rzeczy potrzeba, aby to szczęście dać. Stoję i obserwuję twarze ludzi, twarze ludzi przechodzących obok mnie w pośpiechu. Twarze wyrażające najróżniejsze emocje, ale tak rzadko spotyka się twarze szczęśliwe.

Nawet człowiek na ławeczce zmienił swój wyraz, zasnął zmęczony alkoholem i na jego twarzy pojawił się grymas, którego nie sposób rozszyfrować. Bawiące się dzieci rozbiegły się do domów. Z plakatu spogląda na mnie twarz szczęśliwego człowieka ubranego w skafander, ale w pamięci pozostaje druga strona plakatu, na którą strach spojrzeć. Dlaczego boimy się patrzeć w te niewinne przerażone twarze dzieci? Dlaczego widzimy tylko to, co chcemy widzieć?

Gdzieś z oddali słychać słowa piosenki „twarze w metrze są obce, bo, po co się znać? To kosztuje zbyt drogo lepiej jechać i spać!” Wielka ironia tych słów dociera do mnie w jednej chwili. Ruszam przed siebie, mijam plakat, ale wciąż czuję na plecach wygłodniały wzrok dzieci z murzyńskiej wioski. Czuję ciężar tych oczu jakbym był odpowiedzialny za ich los, jakbym był odpowiedzialny za ich wielką krzywdę. Mam ochotę wrócić, zerwać plakat z uśmiechniętym milionerem. Ale czy on nie zasługuje na chwilę szczęścia, na spełnienie swoich marzeń? A może wrócić i dać śpiącemu mężczyźnie pieniądze na następną porcję szczęścia zamkniętą w butelce z akcyzą? Ale czy wtedy poczuję się lepiej? Czy wtedy twarze tych dzieci zmienią swój wyraz?

Dlaczego wielcy tego świata nie chcą dostrzec smutku na twarzach innych, a zapatrzeni w siebie nawzajem widzą tylko kamienne oblicza pozbawione jakiegokolwiek wyrazu, jakichkolwiek emocji. Idę jednak dalej, bo jeśli wrócę i tak nie wiem, co powinienem zrobić, a wrócić się i nie zrobić nic? Ale czy idąc dalej, bezradnie przyglądając się twarzom ludzi, czynię dobrze…?

Powódź w Alpach, a rozwój dorożkarstwa w Chinach

 Dawno, dawno temu kiedy jeszcze na ziemi smoki latały, wrzątek z gejzerów piły i ogniem pluły, świat cały lotem błyskawicy obiegła niezwykła wiadomość, otóż wynaleziono koło !!

Taki se wynalazek na początku wydawał się nie potrzebny, mało przydatny, no może jako zabawka dla dzieci i młodzieży od lat 3, a to w związku z zamieszczoną adnotacją w instrukcji obsługi, że małe elementy mogą zostać wchłonięte przez najmłodszych i o zgrozo, owe wchłonięte elementy mogą im zaszkodzić. W celu zapobiegnięcia epidemii zachorowań, z tytułu masowych wchłonięć,  postanowiono koło zabrać najmłodszym, przynajmniej chwilowo i wykorzystać w bardziej wyrafinowany sposób 

Tak otóż zaczęły pojawiać się różnorodne zastosowania owego cudownego, jak woda z Lichenia, wynalazku. Powstawały więc przeróżnego rodzaju, przedziwne konstrukcje, jak chociażby na podstawie koła zbudowano kulę, która upadając potoczyła się kilka metrów, została ze złością, za krnąbrność i nieposłuszeństwo, kopnięta przez wściekłego prehistorycznego wynalazcę i  oto powstała piłka, którą z biegiem lat udoskonalono, pozbawiając wnętrza na rzecz zwykłego powietrza, dzięki czemu współczesna nam piłka potrafi się radośnie odbijać, nie powodując urwania głowy czy nogi graczom, tudzież przypadkowym ofiarom celnego kopnięcia.

Ale ……….. cóż ………… nadal to było zastosowanie rozrywkowe, a ludzkość potrzebowała zastosowania praktycznego. Nad takowym zastosowaniem tężyły się najtęższe umysły, aż wreszcie……….ktoś, teraz już nie wiadomo kto, gdyż i ponieważ jak powszechnie wiadomo,  sukces wielu ojców ma, przy czym zastanawiające jest, dlaczego wielu ojców, czyżby matka zawsze musiała być jedna??

Z biologicznego punktu widzenia, biorąc pod uwagę potomstwo wynikłe z dwupłciowego związku, a o takim mowa jest, gdyż, jeżeli wspominamy o ojcu to i matka być musi, potomstwo może mieć tylko jedną matkę i jednego ojca. Zakładając nawet, rozwiązłość któregokolwiek z rodzicieli, biologia nie zna przypadków, aby jeden potomek posiadł więcej, niż po jednym rodzicielu płci każdej. W prosty sposób powiedzenie powyższe daje do zrozumienia, jak ważna jest rola ojca w pozyskaniu potomstwa, ale  wracając jednak do tematu, pomimo że annały rozwoju techniki nie odnotowały nazwiska owego geniusza, zaprzęgnięto tenże rewolucyjny wynalazek, znaczy się koło,  do ciężkich prac w transporcie.

Ahhhh jakaż to rewolucja była, gdy dysponując kołem zrezygnowano z transportowania wszelkich dóbr na plecach, ramionach, głowach, jednym słowem barkach ludzi. W odstawkę poszły lektyki noszone przez niewolników, na rynku wtórnym, nawet najbardziej wypasione egzemplarze można było kupić za marne 2-3 owce, modele z bieżącego roku nie przekraczały ceny jednego, średnio wypasionego osła. Lektykokomisy bankrutowały niczym AmberGold, producenci trafiali do pośredniaków. Cały świat oszalał na punkcie kołowych środków transportu, wożono się wszędzie gdzie się tylko dało, tam, gdzie się nie dało również się wożono, z tym że mniej komfortowo.

Powstawały przeróżne, coraz bardziej wymyślne środki transportu, od prostych wózków po kunsztowne dorożki, których siłą napędową była udomowiona zwierzyna. Powstało zapotrzebowanie na coraz większą ilość takowej zwierzyny, zanim Fenicjanie wynaleźli pieniądze, zanim minister R wprowadził swoją dziwną ekonomię, już wtedy rynkami światowymi rządził popyt i podaż.

Skoro więc rósł popyt na wszelkiej maści zwierza pociągowego światowe ośrodki hodowli na masową skalę rozpoczęły reprodukcję siły pociągowej, wykorzystując przy tym różnego rodzaju modyfikacje genetyczne, co w efekcie doprowadziło do kilku spektakularnych wpadek. Ot, wspomnieć choćby należy nieudane skrzyżowanie wielbłąda z lampartem, wskutek czego powstała hybryda, o nazwie żyrafa. Cóż, błyskawiczny rozwój cywilizacyjny niesie za sobą pewne ryzyko, którego nie na polu flory nie ustrzegli się nawet najwięksi światowi cywilizatorzy produkując Barszcz Sosnowskiego.

Niemniej jednakże, wysiłki włożone w zapewnienie napędu kołowym środkom transportu można globalnie uznać za wielce satysfakcjonujące,  wskutek czego podaż podążała za popytem, powodując stopniowy spadek cen, aż wreszcie kołowe zestawy transportowe zostały skreślone z wykazu dóbr luksusowych, zmniejszono także, o dziwo, podatek od posiadania takowego. 

Takie usprawnienie, ułatwienie życia, pozwoliło na zaoszczędzenie siły ludzkiej i od tego momentu datuje się znaczny wzrost demograficzny, ba uznać należy, że była to prawdziwa eksplozja demograficzna i nikogo nie dziwi fakt, że owa eksplozja miała największą siłę tam gdzie istniały już solidne fundamenty, czyli w rejonach jako tako  zaludnionych, czyli rzecz jasna w Chinach.

Przyczynowo-skutkowy związek między wyżem demograficznym, a popytem na środki transportu jest nader jasny i nie trzeba go tłumaczyć. Gwałtowny wzrost populacji ludzkiej przekładał się wprost proporcjonalnie na wzrost populacji siły  napędowej, a jakie są skutki zgromadzenia na jednym terenie znacznej ilości zwierzyny?? Tak, tak, doskonale się domyślacie, jednocześnie wzrasta produkcja odzwierzęcych gazów cieplarnianych.

Gazy te powodują  zwiększenie temperatury powierzchni Ziemi , a zwiększona temperatura powierzchni Ziemi powoduje, wiadomo, znacznie szybsze roztapianie się śniegu i ludu zalegającego na jej powierzchni. Jako że, powietrze ogrzewane przez powierzchnię ziemi, która ma coraz wyższą temperaturę, unosi się do góry, powstają prądy powietrzne i tak  owo ciepłe powietrze przemieszcza się aż napotka coś chłodnego, jak na przykład ośnieżone szczyty Alp.

Wynikiem tego jest roztapianie się śniegu, no bo ciepłe powietrze cały czas napływa, śniegu ubywa, wody przybywa i tak oto powstają liczne potoki na zboczach gór. Niestety, efekt ten nie został przewidziany, wskutek czego nie podjęto, równolegle z reprodukcją zwierzęcej siły napędowej, budowli wałów przeciwpowodziowych na zboczach alpejskich szczytów.

Tak oto intensywny rozwój dorożkarstwa w Chinach powoduje destrukcyjne powodzie w Alpach :)

 p.s. sezon ogórkowy sezonem ogórkowym, ale nocne pisanie postów przynosi zaskakujące efekty :)

 

 

 

wspomnień czar

No i kończy się nam sezon ogórkowy, powoli, aczkolwiek nieubłaganie, już jesień czuć w starych kościach, już chłodem powiało i prawie szarugą jesienną, no dobra może nie taka szaruga, ale deszcz se popadł, więc cóż w takie nostalgiczne sobotnie popołudnie czynić można ?? Wspominać, ooooo, to jest to !! Powspominajmy więc, a jest co wspominać ehhhh jest wspomnień cała masa, żeby brzydko nie powiedzieć, że cała kupa :) A jak się wspomina to tak jakby obrazy przed oczyma przelatywały, więc………..spójrzmy jakie to obrazy dziś mi przemknęły:)

pęd powietrza, wiatr we włosach, ups kask ograniczał te ekstremalne doznania

eh……….. te …………… no śliczne oczka

dla jasności chodziło li tylko i wyłącznie o te  śliczne oczka, piękna Ferrarka prawda ?

czy rozmiar ma znaczenie ??

a co kolor też ma znaczenie, a pudrowy róż  jest bardzo ładny prawda ?? Twarzowy i w ogóle :)

a kto zgadnie co to? podpowiedzi płatne som, wysoko płatne, ale nagroda, też jest przewidziana, a co :)

zagadek ciąg dalszy, wspomnień również, czy ktoś pamięta jeszcze to „cudo”? Znaczy na bazie czego zostało ono zbudowane :)

mistrz kierownicy powrócił, ale młodzież nie wie o czym mowa jest

ha, trzeba kochać swoje autko, żeby tak je wypieścić, i bez podtekstów mi tu proszę :)

jak widać czerwień cieszy się w tym względzie sporym powodzeniem

No, powspominaliśmy se lato i teraz cóż, no hmmmm, trza szykować się na przejście w tryb ekonomiczno-jesienno-zimowy. Czy ktoś już gotów jest :)

p.s

na specjalne życzenie Frytki, drugi etap konkursu pod tytułem co to za cudo, tym razem nagroda będzie ……………..:)  Będzie nagroda ooo :)

p.s dwa czyli finał

skoro zabawa rozkręca się w najlepsze proponuję finał konkursu co to za cudo, a więc zapraszam do zabawy :)

dla ułatwienia dodam jeszcze jedna fotkę tegoż samego cudeńka

kto pierwszy, kto pierwszy odgadnie??

ocalić od zapomnienia vol. 5

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

Kate urodziła i co z tego?? Czy coś to zmieniło?? Sezon ogórkowy kwitnie w najlepsze, więc dziś lekko łatwo i przyjemnie czyli

Ktokolwiek widział ktokolwiek wie

Przyszłej niedzieli po okolicy niemrawo niczym błyskawica rozeszła się wieść, że z pobliskiego ogrodu zoologicznego uciekły dwa żółwie. Opiekun  gadów, wzięty w krzyżowy ogień pytań przez zaspanego nocnego stróża, łkając i jąkając się gładko wyjaśnił, że znienawidzone pupile wymknęły się  z klatki, gdy on tylko uchylił odrobinę otwarte drzwi, z bezpośrednim zamiarem zapodania pożywienia.
Zdążył tylko dostrzec, jak kurcgalopkiem, wymachując schowanymi do skorupki ogonkami, oddalały się w stronę pobliskiej gęstwiny, wykarczowanej nazajutrz przez bezrobotnych pracowników bliżej nie znanego przedsiębiorcy mieszkającego po sąsiedzku.
Zaledwie po tygodniu wszczęto natychmiastowe poszukiwania, wyznaczono stosowne nagrody, zaangażowano nawet słynnego niewidomego już z uwagi na wiek podeszły nieletniego tropiciela. Niestety po zbiegach słuch wszelki zaginął, a ślady prowadziły do klatki bezzębnego tygrysa, który za nic nie chce się przyznać do przechowywania zbiegów.
 O ucieczce niemalże by zapomniano, przekazując sobie co rano i  wieczór coraz bardziej nieprawdopodobne hipotezy, gdyby nie fakt, że sprawa nabrała kryminalnego charakteru.
Otóż trzydziestego lutego zeszłego roku zbiegły żółw, ten mniejszy nieco z większą skorupą, wtargnął nagle spokojnym krokiem na jednokierunkową ulicę, wprost pod pędzący z nadmierną porędkością rower. Rowerzysta wykazując się niezwykłym opanowaniem, w przypływie nieodpartej paniki szarpnął jednośladem doprowadzając do zderzenia z jadącą z przeciwka hulajnogą. Sprawca całego zamieszania nie udzielając pomocy poszkodowanym zbiegł przez przydrożne łany zbóż, niszcząc niczym huragan uprawę, nie pozostawił żadnych śladów za sobą.
Zderzenia okazało się bardzo tragiczne w skutkach dla uczestników, ponieśli oni śmierć na miejscu, po czym nie mogąc znaleźć winowajcy, udali się do domów, nic nie mówiąc złorzeczyli nad wyraz głośno przygryzając sobie wargi wybitymi zębami.
Ten większy zaś, ze strachu przed aresztowaniem zaszył się u rudej blondynki, tej co mieszka po środku wsi pod lasem, w prawym rękawie jej wyjściowej kamizelki, używanej na co dzień do zbioru mocno dojrzałych zielonych czereśni. Do tej pory nikt nie wie, jak się to stało, że właścicielka odzienia,  będąc zagorzałą przeciwniczką przed i poza małżeńskich stosunków już za kilka dni będzie w ciąży.
Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, gdzie ukrywają się zbiegowie proszony jest o zachowanie tajemnicy, nagroda gwarantowana.

Sezon ogórkowy

 

Wakacje do półmetka się zbliżają, Kate nie urodziła ( stan faktyczny na godz. 8.00 dnia 22 lipca 2013 roku ), ksiądz Lemański nadal na plebani (stan faktyczny na godz. 8.03 dnia 22 lipca 2013 roku), nic się nie dzieje, wyjazdy urlopowe w pełni, więc ……………………. sezon ogórkowy w pełni też, a że Desperek trendy chce być to i ogórkowo dziś pisze, do lektury pouczającej wpół zgięty w ukłonach, zaprasza

Nowoczesność w domu i zagrodzie, czyli rzecz o nowoczesnych kobietach


  • (K) To był gepard, a nie tygrys, tygrysy nie są cętkowane, a wiesz, że gepard to najszybsze zwierzę lądowe?
  • (M) No nie wiem czy to był gepard, mnie to na tygrysa wyglądało, a poza tym gepard nie jest najszybszym zwierzęciem lądowym.
  • (K) Jak to nie?
  • (M) A właśnie że nie. bo najszybszym zwierzęciem lądowym jest …………ostatnia kura w Somali :)

FOCH!! (
http://demotywatory.pl/1111/Foch
)

  • (K) A ja pamiętam tę bajkę, tam była sroka też
  • (M) A skąd Ty młoda sroko, możesz tę bajkę pamiętać ?

FOCH!! (
http://demotywatory.pl/632356/FOCH
)

  • (K) Kochanie, może jesteś głodny, bo wiesz jakby co to mogę coś zrobić, może polecę do sklepu kupię coś na co masz ochotę?
  • (M) Oj nie rób sobie kłopotu w pracy zjadłem
  • (K) Taaaak, a co jadłeś?
  • (M) Golonkę w bigosie, karkówkę i serniczek, kurcze wiesz szkoda że piwa nie było

FOCH!! (
http://demotywatory.pl/273943/Damskie-piwo-naprawde-wyjatkowe-
)

Biedny ten męski ród, bardzo biedny, no a wiadomo, że biednemu to zawsze wiatr w oczy wieje, a bogatemu, to się nawet byk ocieli, jak mawiano w zamierzchłych czasach na wsi mojej rodzonej. Ale, że nie zamierzam się rozwodzić nad płcią i pogłowiem rogacizny w kraju naszym, chociaż ciekawe dane statystyczne pewnie w tym zakresie są, o ile rzecz jasna statystkę ktokolwiek lubi :) Mus wrócić jednak do rzeczy sedna, znaczy się do rodu męskiego, któren to wielce pokrzywdzony jest.

Tak, tak bez gwizdów mi tam, spieszę wyjaśnić, cóż tak krzywdzi brzydszą część ludzkości. Otóż pytanie zadam proste – gdzie podziały się te czasy że bronią kobiecą był ………… seksapil?? Gdzie, no pytam się grzecznie (póki co grzecznie) gdzie?? Ehhhh stare dobre czasy, kiedy to smoki latały, z gejzerów wrzątek piły, a potem ogniem pluły, mało kto je już pamięta, no poza dinozaurami takimi jak ja, kiedy to owa piękna płeć „jeden uśmiech, jedna minka”, zmiękczały faceta, owijały sobie owego zimnego drania wokół najmniejszego paluszka.

No, a teraz co?? Teraz to FOCH, to Wasza broń kobieca ooo!!

A o co kobieta się fochać może ha!! A jak jeszcze dodam pytanie dlaczego się focha to każdy facet wymięka, na kolana pada , o litość i łagodny wymiar kary prosi, ewentualnie drugi zestaw pytań :) A co robi kobieta jak facet już na tych kolanach, rozmięknięty litości oczekuje, no co robi?? No wiadomo, focha się jeszcze bardziej, a dlaczego focha się jeszcze bardziej, no bo jak to tak, żeby facet taki „miętki” był, twardym trza być. Rozważmy teraz sytuację zgoła odmienną, kobieta się focha, a facet – twardziel nic, kobita bardziej się focha, facet – twardziel nadal nic i tak razy kilka jeszcze i jaki skutek?? Facet – twardziel odstawiony od stołu i łoża mięknie jak małe dziecko. No bo dla niewtajemniczonych, kiedy małe dziecko mięknie, w płacz żałosny uderza, nóżętami ze złości wierzga?? No, jak go od piersi odstawią (czyli od stołu i przyjemności). Spójrzmy więc prawdzie w oczy, a prawda ta nader brutalna jest, chociaż z tą prawdą i oczami to znów jak z kobietami jest, oczy piękne, a kobieta ……………. no ekhm i hmmm no jak to kobieta celem utrzymania zdrowia psychicznego na poziomie odpowiednim do wieku ofochać się musi systematycznie, tak z przytupem i melodyjką z telefonu. Wracając do spoglądania na brutalną prawdę z wielkim bólem i żalem stwierdzam, że

  • ród męski ciemiężony jest !!
  • trzeba zadać sobie pytanie, czy lepiej mieć rację czy być dopuszczonym, do stołu i łoża i  skarpet wypranych

 

Rodzie męski w celu przetrwania, sprawy w swoje ręce trzeba brać, z gotowych recept również skorzystać można -
http://demotywatory.pl/4025860/a-Ty-jaki-masz-sposob-na-kobiecego-focha

 

KOBIETY!!

prosimy o stosowanie poniższej zasady:


http://demotywatory.pl/3697897/DZIEWCZYNO

 

 

 

 

Wielki powrót

 

Tym razem nie mam ochoty za Feniksa z popiołami, albo i bez popiołów robić, no bo ileż razy można, tak się odradzać i odradzać, przecież niemowlęciem bym się stał wreszcie, czego życzyć sobie nie chcę, no bo……………. oj przyzwyczajonym jest do przyjemności dorosłości. Heh, nawet rymnęło mi się, ale nie w tym rzecz :) Rzecz otóż dotyczy powrotu do blogowej aktywności, z wielką przyjemnością, jako i ten Bruce Willis z przyjemnością do swych pułapek szklanych powraca :)

Jednym słowem słoneczno-deszczowo-pochmurno-zimno-ciepły urlop się skończył !!

Co oznacza, że uczestniczył w blogoświecie będę, znienacka komplementy prawiąc, przymilne albo przychylne komentarze pisząc bądź posty różnorakie :)

 

 

Korespondencji prywatno – służbowej ciąg dalszy

Ciężki jest żywot człowieka na państwowym garnuszku, bo ……. bo co czas jakiś korespondencję prywatno – służbową dostaje. Oficjalnie opieczętowaną, z zamaszystym podpisem, baaa nawet za pokwitowaniem odbioru. Ehhhh znów Desperek otrzymał pismo oficjalne, pomijam już sposób jego doręczenia, gdyż ostatnio wzbudził on wiele kontrowersji, domysłów jak również dziwnych podejrzeń. Otóż pismo owo informowało, że Desperek znów ma odpoczywać na urlopie, w terminie takim to a takim, oo!!Pismo przyjęte, pokwitowane grzecznie, nawet bardzo grzecznie, gdyż……………. przyjmijmy, że dlatego iż Desperek nieśmiały jest, więc w swej nieśmiałości grzeczny też :)

Pora więc szykować się na ów wymuszony odpoczynek, plany stosowne uczynić. Ale, jak planować, co planować skoro pogoda kapryśna, jak podstarzała panna z cyklicznymi dolegliwościami, charakterystycznymi dla osobników li tylko i wyłącznie płci żeńskiej. Ale, tak bez planowania, się nie da.

Więc ( jestem u siebie więc, owo więc może rozpoczynać zdanie ) plany poczyniłem zaiste godne, otóż planuję dni kilka …… przesiedzieć na tarasie widokowym, a co, w końcu podziwiać widoki to zajęcie godne Desperka jest. W wolnej chwili, jak się zmęczę owym podziwianiem widoków, taras ów płytką gresową wyłożę, co by następnym razem widoki podziwiać stąpając po nowym podłożu :) Hmmm widoki z owego tarasu raczej monotonne są, a i znane doskonale, więc zbyt długo się nie da ich kontemplować, a i powierzchnia do wyłożenia płytkami nie za wielka jest.

Postanowiłem więc, archeologicznie/geologicznie spędzić nieco czasu, czyli pobawić się kamieniami. Ehhhh na wyprawy do Egiptu w celu poszukiwania kamieni o magicznych mocach, albo w RPA diamentów czasu nie będzie, gdyż i ponieważ urlop krótki, tylko 2 tygodnie, poza tym widoki czekają też. Więc, ( jak wyżej, u siebie jestem) jaki urlop takie kamienie, czyli kamienie sztuczne nieco, z masy gipsowej w postaci płytki i nie poszukiwane będą, a zakładane, celem ozdobienia ściany :)

Resztę urlopu spędzę wśród zieleni, słuchał będę o czym mówią drzewa, co w trawie piszczy też, czyli jednym słowem będę się starał przywrócić blask i świetność mojemu ogrodowi, gdyż i ponieważ nieco ucierpiał, gdy zalany był, wodą, co by nie było niedomówień:)

Rzecz jasna, gdy dusza przyjemnościami się nakarmi, bo to i widoki, i zieleń kojąca, i tajemnicze kamienie, coś dla ciała przyjemnego będzie też. Zaplanowane są przyjemności takie że ……… , że………..aż nieprzyzwoite, ale przecież urlop do czegoś zobowiązuje, a co!! Oczywiście upraszam o wybaczenie, iż o owych przyjemnościach cielesnych rozpisywał się nie będę , gdyż to stateczny blog jest, czytany przez osoby młode też :)

Jednym słowem zgłaszam ponowny niebyt w blogosferze na czas określony :) Do poczytanie kiedyś tam, nie za długo :)

ocalić od zapomnienia vol. 4

 

 

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

 

Bez happy endu

Drżącą ręką odbierała sms-a, numer nadawcy miała wyryty w pamięci tak dokładnie, że przebudzona w środku nocy mogła go wyrecytować z pamięci. Treść było krótka, bardzo krótka, tylko kilka słów. W jednej chwili Jej duże piękne, oczy zaszkliły się od łez. Nie chciała płakać, ale łzy same wyciskały się spod powiek. Miała ochotę cisnąć telefon w najdalszy kąt, przecież miało być tak pięknie. Wszystko zaplanowała bardzo dokładnie, w marzeniach przeżywała nie jeden raz. Doskonale sobie zdawała sprawę, że pragnęła Go, pragnęła go już od dawna.

Natychmiast w myślach powróciły wspomnienia, takie bardzo świeże, raptem sprzed godziny, może dwóch. Jeszcze chwileczkę wstecz były to piękne wspomnienia teraz zabolały jak wbity cierń.

Przebiegła szybko myślami przez moment, gdy nakrywała obrusem stół i ustawiała naczynia z owocami, wymyślnymi sałatkami. Dokładnie wygładziła każdą fałdkę, dla Niego chciała, aby wszystko wyglądało perfekcyjnie. Na chwileczkę zajrzała do kuchni, sprawdziła czy wszystko jest przygotowane.

Na blacie równiutko poustawiane czekały naczynia, kieliszki do wina wypolerowane niczym statuetki Oscarów przed galą, radośnie odbijały światło. Tak wszystko jest w porządku, teraz czas, aby Ona się zrobiła na bóstwo.

Woda leniwie spływała po jej ciele, delikatną gąbką rozcierała żel najpierw na ramionach potem na dekolcie, tak bardzo marzyła, aby to On nacierał jej ciało. Zaprzątnięta swoimi marzeniami odłożyła gąbkę, czuła na sobie Jego dłonie, jak delikatnie zsuwają się z dekoltu, jak zatrzymały się na Jej piersiach. Na szczęście nie zakończyły swojej wędrówki, po mokrym ciele pokrytym pianą Jego dłonie wędrowały w dół, drżała, gdy poczuła je na swoim brzuchu, gdy łagodnie ześlizgnęły się na Jej uda.

Wiedziała, że musi przerwać te marzenia, ale nie chciała, tak bardzo pragnęła poczuć jego obecność, teraz, w tej chwili, już.!!

Delikatny makijaż, teraz musiała się skoncentrować. Marzenia skulone gdzieś w głębokim zakamarku czaiły się, nie, nie odeszły, czaiły się, aby wykorzystać moment. Gdy chłodna satyna wieczorowej sukni spłynęła z Jej ramion, muskając talie ożywiły się. Tak bardzo chciała, aby ten chłodny dotyk to były Jego dłonie.

Żywa czerwień materiału doskonale harmonizowała się z jej delikatną opalenizną. Tylko z fryzurą nie mogła sobie poradzić. Niesforne kosmyki w żaden sposób nie chciały się Jej podporządkować, tak jakby żyły swoim własnym życiem, nie przyjmując do wiadomości, że dziś, Ona chce wyglądać wyjątkowo.

Trudno, fryzura będzie taka, jak zwykle, tak jak On kiedyś powiedział, artystycznie rozczochrana.

Jeszcze sypialnia, ustawiła tam przecież kilka świec i szampana w kubełku z lodem. Szybko pobiegła sprawdzić czy wszystko jest, tak jak zaplanowała. Półmrok rozjaśniony płomykami zapachowych świec stwarzał wyjątkowo romantyczny nastrój, przysiadła na skraju szerokiego łóżka.

Zaczęła się zastanawiać jak smakują Jego usta, przymknęła powieki. Na pewno są słodkie, bardzo słodkie. Poczuła ich smak, poczuła jak delikatnie muska Jej wargi, potem szyję i odsłonięte ramiona i dekolt. Wstała gdy zaczął rozpinać jej suknie i biustonosz. Miękki materiał zsunął się do Jej stóp. Sama też zaczęła rozpinać Jego koszulę, spieszyła się, tak bardzo pragnęła Jego ciepła.

Jej oddech przyspieszył gdy poczuła jak całuje Jej piersi, brzuch. Zaskoczył ją chłód kostki lodu, którą położył Jej między piersiami. Drżała bardziej z podniecenia niż z chłodu, gdy przesuwał ją w dół zakreślając przeróżne okręgi i zostawiając wilgotny ślad.

Z niecierpliwością oczekiwała, aż zacznie językiem zdejmować z jej ciała wszystkie kropelki. Jej ciało wyprężyło się gdy zaczął przesuwać się coraz niżej. Czuła na sobie Jego oddech, delikatnie wędrujące dłonie. Wiedziała, że dziś zabierze ją w podróż, jedyną niepowtarzalną, do nieba.

Z rozkoszy wyrwał Ją dźwięk ulubionej melodii oznajmiającej otrzymanie sms-a.

 

 

Tadam !!

Jako ten Feniks z popiołów się odrodził, tak po niebycie wirtualnym na blogowe łono powracam. Niebyt ów nader ważnymi przyczynami spowodowany był, gdyż i ponieważ……………… , ale od początku zacznę.

Dni temu kilkanaście, daty dokładnej już nie pomnę, gdyż zaskoczenie wielkie to było, a i wiek piętno swe odcisnął, pracując w pocie czoła, no dobra potu na czole nie miałem, ale zapracowany byłem że ho ho i jeszcze trochę bardziej, sympatyczna, młoda, sekso….. no wystarczy już, pani sekretarka przyniosła mi pisemko, rzucając przy tym uśmiechem na prawo i lewo, jak również grzywą, którą to posiada w długości co najmniej do pasa, wsparła swe rączęta na krawędzi biurka mego, sorki służbowego biurka, prawie szepnęła – Desperku pokwituj mi na kopii, że otrzymałeś. Z wrażenia, o mały włos byłbym pokwitował, jak w czeskim filmie „pociąg pod specjalnym nadzorem”, ale……. powaga urzędu państwowego, wiek stateczny…………… ehhh nie warto wspominać, gdyż pani sekretarka inne zdanie, na temat pokwitowania miała.

Ale,  cóż to było za pisemko !! Otóż mój pracodawca udzielił mi urlopu, noszszsz  dopisał jeszcze, że wypoczynkowego i nawet termin onego wyznaczył. Mus było się zastanowić , cóż takiego w tym urlopie czynić będę, mus jakieś deklaracje podjąć, jakieś zobowiązania, co by „urlop wypoczynkowy” godnie przeżyć.

Tak se więc siedziałem, tfu znaczy się pracowałem, intensywnie i rozmyślałem, i postanowiłem, że czynił będę – rzeczy piękne, ważne i przyjemne. Phiiii powiedzieć to jedno, ale…………… dotrzymać słowa to rzecz ho ho zdecydowanie trudniejsza . Jednakże nie byłbym Desperkiem – nieśmiałym, z finezyjnie zadarta grzywką, żebym sobie nie poradził.

Zacząłem od rzeczy pięknych, ot na przykład wymyślna wnęka  z tapetą z efektem 3D i ledowym oświetleniem
 

Albo  abstrakcyjne paseczki w słonecznym kolorze, intensywnie kontrastujące ze srebrnoszarym kolorem tła


 
Rzeczy ważne los sam podrzucił, trza było ratować ogród przed żywiołem


 
A rzeczy przyjemne no hmmmmm, no cóż nooooo, pozostaną słodką tajemnicą. No dobra powiem tylko że bardzo, bardzo przyjemne były, ale……….. nie tylko przyjemne gdyż one połączyły wszystkie trzy założenia bo i nader ważne były i cudnie piękne, i……….. i co najważniejsze, się jeszcze powtórzą :)

Z okazji ……

Dzień, jak co dzień, dzień niby taki sam jak poprzednie, jak następne, jak setki dni w naszym życiu, ale jednak inny nieco, inny bo ……….. wyjątkowy. Wyjątkowy bo, bo to Dzień Matki, dzień który rok w rok przypomina mi , nieodmiennie przywodzi wspomnienia,  te piękne, najszczęśliwsze chwile dzieciństwa, ale te trudne też.

Te, które chciałoby się wymazać z pamięci, chciałoby się, aby ich nigdy nie było, zwłaszcza wtedy, gdy ma się skromne, bardzo skromne, naście lat, gdy chce się być już prawie dorosłym, ale jednak, jednak jest się dzieckiem,  dzieckiem, które potrzebuje, potrzebuje Jej obecności, Jej wyjątkowego ciepła, Jej obecności, po prostu jej obecności i tego cukierka, który mimo ówczesnego kryzysu, zawsze się znalazł, gdzieś w przepastnej kieszeni domowego fartucha, kiedyś zwanego podomką, cukierka, który leczył wszystkie tamtejsze troski i problemy.

Dzieckiem, które potrzebowało jeszcze długo tego szczerego uśmiechu, tej wiary, że jest się wyjątkowym, że jest się kimś, kto mimo swych wad jest zawsze kochanym, zawsze tym naj, naj, najważniejszym, kimś,  komu zawsze można wybaczyć, ale…………..ale los złośliwy nie pozwolił cieszyć się zbyt długo, nie pozwolił doznać tej wiary, zabrał to niesamowite poparcie, którego do tej pory brakuje.

Z losem się nie dyskutuje, z losem trzeba się pogodzić, co łatwe nie jest, nie przychodzi to tak prosto, okupione było  srogo, bardzo srogo.  Teraz, teraz mogę tylko znicz zapalić, powspominać i zazdrościć tym, którzy jeszcze, cały czas są tymi wyjątkowymi dla Niej.

Wspominam, wspominam nie tylko z okazji,  wspominam, bo chcę, bo chcę pamiętać, pamiętam i pamiętał będę !!

 

p. s. upraszam o wybaczenie mej ograniczonej aktywności, ale urlop mam, wyjątkowo „wypoczynkowy”, jeszcze dni kilka, albo kilkanaście i wszystko wróci do normy, normy którą sam se ustalam, a co taki se jestem :)

Ocalić od zapomnienia vol.3

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

Niniejszy post napisany został, pod wpływem wielkiego wzburzenia, które to podstawy miało, gdyż i ponieważ zarzucono mi niewiedzę w temacie,  więc zapraszam do lektury :)

 

Marzenia, czyli co wiemy o jajkach

Stało się to jakiś miesiąc temu, od tego czasu straciłem spokój wewnętrzny, zakłócona została moja równowaga. Wielu pewnie zauważyło, że od tego czasu jestem „jakiś taki nieswój”, moje komentarze straciły swą zwykłą łagodność, stałem się nerwowy, czasem nawet czepliwy z lekka, co z pewnością wzbudziło podejrzenia o przyczyny takiego stanu. Wiem, że jestem winien wyjaśnienia, ale zanim wyjaśnię nadmienię, że czynnie, biernie tudzież w stopniu więcej niż znacznym przyczyniła się do tego stanu rzeczy, nie kto inny jak Szanowana Właścicielka niniejszego bloga.
Tak, tak i bez protestów mi tam proszę. Otóż szanowna publiczności, zarzucono mi, że w temacie jaj indolentem jestem!! Pominę w swej skromności, że takowe zarzuty spadły na mnie niczym cegłówka w drewnianym kościele, zaskoczyły jak brak dziur w naszych drogach, to nadszedł jednakże czas, aby otrząsnąć się z tegoż osłupienia i wyjawić jak to się sprawy z jajami mają.
Bo trzeba wiedzieć, że drobnym hodowcą jestem drobiu. Co rusz napawam się widokiem, gdy to radośnie biegający drób, donośnym „koooookoko kooookoko jajka znoszę boso chodzę” obwieszcza zamiar, wyplucia z siebie kolejnych dobroci w postaci jajeczek. Pełna dumy z dokonanego dzieła kokoszka, grzebnie sobie prawą pazurką, gdyż wiedzieć trzeba, że kokoszki po zniesieniu jajka, lubią grzebnąć sobie, w większości prawą pazurką razy kilka, jest oczywiście klan grzebiących lewą pazurką, jednakże stanowi on opozycję, a wichrzycielami zajmować się nie będziemy.
Otóż biednymi jajeczkami kokoszka się już nie zajmuje dalej, co oznacza, że mus się nim zająć, a proste to nie jest, gdyż czułością wielką trzeba się wykazać. Powszechnie wiadomym jest, że przedmioty te  nad wyraz delikatne są, wobec czego wymagają traktowania specjalnego, ba powiedziałbym, że wybitnie specjalnego. Ale, o czymże marzyć mogą jajeczka, jaka je przyszłość czeka??
Jasne można powiedzieć, że nic prostszego – ugotować je, albo usmażyć!! Oj kto chciałby wpaść ni stąd ni  zowąd, do gorącej wody, albo nie daj boże na gorące blaszysko?? A fuj, z pewnością nie o tym jaja marzą. Co innego gdy gospodyni w ciepłą dłoń weźmie, chwilę, albo więcej niż chwilę , zastanowi się aż wreszcie postanowi, na przykład na talerzyk je wybić. Czy ktoś sobie wyobraża jak ciasno musi być w tej skorupce??
Wybite na talerzyk uwolnią się z ciasnoty, przybiorą swobodne kształty, odetchną pełną piersią, niczym atrybuty kobiece pozbawione biustonosza, całą swą urodę pokażą.
Bez sztucznego, mylnego często narzucenia kształtu, nie w ryzach osłony utrzymywane, ale za to w pełni naturalne.
A czyż może być coś piękniejszego od natury??
Pozbawione opakowania z lekka się rozpłyną, ale nie za wiele, delikatność w całej krasie zademonstrują, wówczas niechybnie zainspirują do niezwłocznych działań, pobudzą wyobraźnię, a i fantazję wręcz ułańską też. I któż się oprze, któż się powstrzyma??
Przygotować na tenże przykład wyśmienity biszkopt. Więc, wiadomo, że prawa do więc na początku zdania zaanektowałem od Szanownej Właścicielki bloga,  mus spełniać ich marzenia, czyli zająć się nimi z wielką delikatnością. Całe serce i umiejętności zaangażować, gdyż oddzielenie żółtka od reszty sprawą prostą nie jest.  Żółteczka z cukrem na krem gładki utrzeć, mus spróbować koniuszkiem języka, po delektować się nieco, czy słodkość właściwa, czy utarte w sposób wystarczający, czy jeszcze odrobiną po ucierać należy. Co dalej, to sparafrazuję tu pewną reklamę, otóż drogie panie, wniosek jest prosty i niech będzie Wam znany, zajmujemy się jajami, aż do uzyskania piany.
Mając na względzie powyższe, jakże ważkie argumenty, czyż nadal Szanowana Właścicielka niniejszego bloga uważa, że w temacie tym indolentem jestem??

Spełnić marzenia

Czy marzenia się spełniają?? Nie, to my musimy je spełniać, jeżeli chcemy mieć ich spełnienie.

Ciepłe letnie popołudnie, przed wjazdem na świeżo oddany do użytku odcinek autostrady, po raz pierwszy dosiadam dwukołowego, stalowego rumaka o takich możliwościach, parametry techniczne potrafią przyprawić o zawrót głowy. Moje dotychczasowe doświadczenia wydają się mizerne, bardzo mizerne.

Przekręcam kluczyk w stacyjce, warknięcie rozrusznika budzi 20 zaworową jednostkę do pracy, niemrawo, jakby ospale, krótkie szarpnięcie manetką i już wiem, że mam do czynienia z potworem, potworem, który w każdej chwili odda do mojej dyspozycji grubo ponad setkę mechanicznych koni. Testowa jazda wypada całkiem nieźle, potwór zdaje się być opanowany, ale czuję doskonale, że to nie jest zabawka dla grzecznych chłopczyków, jest jak amerykański pitt bull, pofolgujesz mu nieco, a zawładnie Tobą do reszty.

Czas na próbę spełnienia marzenia, czas na sprawdzian, czy sami potrafimy spełnić swoje marzenia, czy też nadal pozostaną tylko marzeniami.

Podekscytowany dopinam zamki kombinezonu, sprawdzam zapięcie kasku, zakładam rękawice. Pierwszy bieg, drugi bieg, wjeżdżam na autostradę. Przełączam na trzeci bieg i dopiero wtedy pozwalam sobie na energiczniejsze podkręcenie manetki gazu, elektroniczny prędkościomierz pnie się w górę gładko, szybko – sprzęgło – obniżenie obrotów – czwarty bieg i znów podkręcam manetkę. Prędkościomierz gładko mija 150, 160 razem z prędkością wzrasta adrenalina, owiewka zdaje się być trochę za mała, strumień powietrza nie opływa kasku, robi go coraz cięższym, ramiona chcą oderwać się od dłoni, ścięgna napinają się niczym postronki, kolejna zmiana biegu, na „piątce” szybkościomierz zamyka drugą setkę, jednak trzeba hamować.

Ostre jak brzytwa hamulce dają niesamowite przeciążenie, teraz kask zdaje się ważyć kilkadziesiąt kilogramów, całym ciężarem napieram na ramiona, dłonie z trudem utrzymują ciężar ciała, jakaś osobówka wzięła się za wyprzedzanie, po jakiego licha są tam lusterka, skoro kierowca nie spogląda w nie.

Prędkość spada gwałtownie 200, 180, 160……… 120 kierowca osobówki chyba jednak dostrzega mnie wreszcie w lusterkach, bo szybko zjeżdża na prawy pas. Tym razem podkręcam manetkę gwałtowniej, z trzeciego biegu potwór zrywa się, jakby chciał mnie zrzucić z siebie, nic z tego mruczę sam do siebie, czwarty, piąty, szósty bieg. Prędkościomierz pokazuje 222km/h, to nie koniec możliwości, to dopiero 10 tysięcy obrotów.

Krajobraz za wizjerem kasku przesuwa się w błyskawicznym tempie, nie rejestruję nic, po za wąską przy tej prędkości wstążką autostrady. Adrenalina kusi aby podkręcić manetkę gazu, jeszcze trochę, jeszcze…….. najlepiej do oporu, przecież to nie koniec, przecież tak niedużo zostało.

Zaciśnięta na manetce dłoń wykonuje krótki ruch, chce jeszcze zmusić potwora do większego wysiłku, ale……. gdzieś kołaczące się myśli, chyba resztki zdrowego rozsądku podpowiadają – dość, tym razem dość. Ale marzenie, chcę spełnić marzenie, ……. nie, tym razem jeszcze nie.

Zbliżający się z prędkością pocisku zjazd zmusza mnie do hamowania. Znów czuję to potworne przeciążenie, które zgniata stawy, sztywno trzymam ramiona, żeby nie pozwolić wtłoczyć się pod owiewkę. Zjeżdżam z autostrady zatrzymuje się, zdejmuję kask. Adrenalina zaczyna powoli opadać, jeszcze czuję w dłoniach to przyspieszenie, litrowa jednostka znów ospale pomrukuje, aż trudno uwierzyć, że jeszcze chwilę temu chciała mnie zrzucić z siedzenia, teraz łagodna, potulna szykuje się do powrotu.

Zakładam kask, pora wracać. Fazerka posłusznie wykonuje moje polecenia, na ostrym ślimaku wjazdu „kładzie się” tak jakby znała moje myśli, jakby wiedziała czego od niej oczekuję, na prostej znów budzę całą stajnię mechanicznych koni,  razem połykamy kilometry, jednak tym razem nie przekraczam 220km/h.

Może to jeszcze nie ten czas aby spełnić to marzenie?

Ocalić od zapomnienia vol.2

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

Pada deszcz, pada sobie równo, raz padnie na kwiatek drugi raz na ……  no dobra nie zajmujmy się deszczem, gdyż wiosenny to deszcz, no to niech se pada, ale żeby weselej się zrobiło taki se wesoły tekścik rzucam :)

Niepohamowane żądze

 

Wzrok swój zatrzymała na swym prawowitym małżonku, siedzącym na tapicerowanym meblu jednoosobowym, a tymczasowo zapatrzonego w odbiornik telewizyjny. Mimika jej twarzy wskazywała na uśmiech, kierowany do wyżej wspomnianego mężczyzny, przy czym uśmiech ten zdradzał przejawy zalotności, a co najmniej mógłby zostać potraktowany jako próba uwiedzenia. Można było dostrzec, że kobieta ta, ma mocno nieprzyzwoite myśli, jak też zamiary. Z uwagi na fakt, iż mąż w stopniu znacznym zainteresowany był transmitowanym meczem, nie zauważył zmian na twarzy swojej prawowitej żony. Niemniej jednakże, mimo słabego zainteresowania ze strony męża, kobieta postanowiła wyjaśnić swoje zamiary w sposób bardzo jasny

-mężu mój, czy byłbyś tak łaskawy i udał się wraz ze mną do pomieszczenia przeznaczonego na spoczynek nocny, w celu zaspokojenia moich potrzeb seksualnych, a jak sądzę i Tobie się przyda rozładować emocje

- owszem żono moja, jednakże, z uwagi na wczesną porę uważam, iż nieprzyzwoicie jest spółkować, gdy widno  za oknem, a i mecz się jeszcze nie skończył.

Kobieta w celu wzbudzenia żądzy w swym mężu, przyjęła nieprawdopodobnie prowokacyjną pozę – wypięła do przodu klatkę piersiową, rozchyliła nieco usta, zwilżając czerwień wargową końcem języka.

Mężczyzna westchnął z rezygnacją, przy pomocy sterownika wykorzystującego podczerwień, wzmocnił siłę głosu transmitowanego meczu i z widocznym żalem opuścił swój ulubiony, jednoosobowy mebel tapicerowany, udając się w kierunku wyżej wymienionego pomieszczenia.

Znajdując się już wewnątrz owego pomieszczenia, żona przypomniała mężowi, iż w celu zasłonięcia okna konieczne jest wykorzystanie grubych zasłon, co też niezwłocznie uczyniła. Powodem tak restrykcyjnych posunięć, była obawa przed narażeniem świata, widokiem kopulującej pary gatunku homo sapiens.

W tym czasie mąż, wykorzystując zdobyte w czasie pełnienia zasadniczej służby wojskowej doświadczenie, w regulaminowym dla stanów alarmowych czasie, rozebrał się, złożył ubranie w przykładną kostkę i wsunął  pod kołdrę, się wsunął, a nie ową przykładna kostkę .

Kobieta, doceniając sumienność swego męża, dla pewności spojrzała na poskładaną odzież

-prawie idealnie, chociaż kant prawej nogawki powinien być bardziej równolegle do lewego, ależ on jest niecierpliwy – pomyślała sobie i dokonała stosownej poprawki

- Proszę nie patrzeć, przypomniała mężowi, gdyż oglądanie nagiej kobiety uwłacza jej godności. Ze zrozumieniem pokiwał głową, zakrył gałki oczne powiekami i czekał, aż otrzyma sygnał, aby zaczynać.

Jak zwykle przed przystąpieniem do aktu kopulacyjnego nastąpiło szybkie przypomnienie zasad bezpieczeństwa i higieny, nazywane w niektórych kręgach BHP

- nie całujemy się skoro nie zdążyliśmy wyszczotkować uzębienia oraz zabezpieczyć czerwieni wargowej środkiem natłuszczającym i odkażającym

- zachowujemy się cicho i  skromnie, przekazywanie na zewnątrz jakichkolwiek odgłosów jest zdecydowanie nie wskazane

- maż musi dołożyć należytej staranności w celu zapobieżenia zniszczenia fryzury żony

- w calu uniknięcia przedostania się widoku nagich ciał po za pomieszczenie, bezwzględnie należy pilnować, aby kołdra zakrywała w sposób całkowicie szczelny oba ciała

- piersi kobiece służą tylko i wyłącznie jako podręczne magazyny pożywienia dla noworodków i niemowląt gatunku homo sapiens, zabrania się ich całowania tudzież jakichkolwiek innych pieszczot

Po wzajemnym potwierdzeniu znajomości, oraz zobowiązaniu się do przestrzegania powyższych zasad, podjęli czynności zmierzające bezpośrednio do odbycia stosunku seksualnego, wykorzystując do tego jedynie moralnie właściwą, pozycję klasyczną z dominacją mężczyzny. Równo z upływem 45 sekundy trzeciej minuty oboje wstali uśmiechnięci. Mąż podszedł do żony uścisnął jej dłoń dziękując za superfantastyczny seks.

 

 

 

 

Spowiedź albo odpowiedź, a może tylko zabawa

 

Się nie spodziewałem, ale tak to już bywa, że niespodziewanie czasem coś się stanie, a stało się………….. zostałem wyrwany do odpowiedzi, poczułem się jako ten sztubak, co to spokojniutko w kąciku siedzi, nikomu nie wadzi, udaje, że go nie ma, ale gdzieżby tam !! Sokole oko surowej nauczycielki go dojrzało, i chodź tu bratku do odpowiedzi. Przyznaję się, że nie specjalnie wyrywny jestem, to też zwlekałem z odpowiedziami, ale cóż wreszcie czas nadszedł, tak więc odpowiadam :
– wiosna, czy jesień – ot i problem z odpowiedzią mam, no bo wiosnę kocham, któż nie kocha wiosny, a jesień uwielbiam. Wiosna, bo po długiej zimie, a ostatnio zimy są nader długie, ogród budzi się ze snu. Budzi się bardzo powoli, jako pierwsze budzą się przebiśniegi, które otwierają białe pąki niczym przebudzona kobieta wczesnym rankiem swe śliczne oczęta. Już w kolejce krokusy czekają, żonkile i tulipany niecierpliwe z natury, przez jeszcze zamarzniętą ziemię na świat się wyrywają. Forsycja nim listki pokaże, oko cieszy kwieciem drobnym, do wyścigu z migdałkiem staje, stokrotki rozsiane wśród trawy ozdabiają ją jako te perełki. A jesień? Jesienią ogród zasypia, winobluszcz mieni się wszystkimi kolorami czerwieni, kasztanowiec obdarowuje kasztanami, liście gubi jakby do snu się rozbierał, tylko świerki samotne na straży pozostają. I cóż wybrać ?
– adidasy czy sandały – adidasy zdecydowanie, bo nikt nie będzie mnie palcem wytykał, że w skarpetach chodzę,
– sen czy jawa – oj do tej pory jawa i mz-ka, ale się przesiadłem na yamahę, przecież trzeba się rozwijać, osiągi zdecydowanie lepsze , design zdecydowanie ciekawszy i laskę jakąś się może uda wyrwać. Kiedyś się odważę przekroczyć taką magiczną liczbę, ale jeszcze nie teraz, chociaż pierwsze próby już uczyniłem :)
– książka papierowa czy e-book – to zależy do czego ma służyć, jak do pracy, to e-book ale relaksacyjnie to jednak tradycjonalistą jestem, w końcu wiek słuszny posiadam.
– kot czy pies – tylko i wyłącznie Biała Bestia, no tu chyba nie ma wątpliwości, po za tym wystarczy, że nie rozumiem kobiet, po co mi jeszcze problemy z kotami :)
– gotowanie czy prasowanie – ha ha chyba autorka pytań powinna opracować wersję męską, tych pytań, ale…………. no dobra gotowanie. Lubię, gotuję i jeszcze nikogo nie otrułem, co według mojej oceny, stawia mnie w panteonie miszczów :)
– spacer czy telewizor – a co to jest telewizor i czy jest potrzebny komukolwiek?
– świece czy żarówka – jak żarówka to tylko LED-owa, trzeba się orientować w nowych technologiach, ale świece urok mają swój, zwłaszcza przy kolacji z piękną kobietą, a może też wokół wanny w łazience, rzecz jasna w tej samej konfiguracji.
– domek z kart, czy domek z piasku – zdecydowanie trwalsze materiały budowlane preferuję, może chociaż zabudowa szkieletowa?
zabawa w chowanego czy chowanie dla zabawy – w moim wieku ? Zabawa w chowanego ? Szkoda czasu, więc chowanie dla zabawy, pod warunkiem, że zawsze znajdę :)
– clown czy balerina – hmmm no hmmm raczej jednak clown bo dzieciarnię swoją jeszcze jakoś rozbawiam, ale …………
Tak oto przepytany zostałem, odpowiedzi precyzyjnych udzieliłem, ale łańcuszka kontynuował nie będę, o wybaczenie upraszam więc :)

 

wiosna, wiosna, ach to ty

Wiosna, wiosna ach to ty, zakrzyknęło mi się dzisiaj, gdy bladym świtem na rześkie powietrze wyszedłem. Chociaż zimno jeszcze z rana, chociaż zimowa wilgoć jeszcze gdzieś tam w powietrzu nutkę swą zostawia, przemocą jeszcze zaistnieć chce, to wiosenny powiew nie daje za wygraną, przegania ją, co dzień mocniej i mocniej i mocniej. Nawet poranna mgła, co to świat białym swym całunem okryła, przed najbystrzejszym okiem tajemnice chowa, jakaś inna już jest, jakaś przyjemniejsza, jakby lżejsza i cieplejsza. Jeszcze potyczki ze słoneczkiem prowadzi, wojenkę podjazdową zaczyna, oj nie chce odejść, nie chce odsłonić tych pierwszych nieśmiałych listków, które to jeszcze nawet zielenią nie błyskają, ale już, już chcą świat ożywiać i oczy cieszyć.

Oj nie dało słonko się zniewolić, łagodnie niczym troskliwa kocia mama kocięta ogrzewa swym miękkim futerkiem, tak słoneczko, uśmiechało się coraz bardziej i bardziej, aż od tego uśmiechu tajemnicza mgiełka całun swój z budzącej się przyrody zdjęła, pozostawiając po sobie wspomnienie. Oj brrrr, oj zimne to wspomnienie, to krople rosy, które rozsiadły się na gałązkach forsycji naburmuszone, że kwiatów jeszcze zdobić nie mogą, że na listkach młodych chciały by już iskierkami migotać. Jęły przekomarzać się więc z bukszpanowymi kropelkami, wyśmiewać je zaczęły, że na zeszłorocznych listkach przysiadły, że słoneczku pokazać się nie chcą. Na to bukszpanowa rosa ripostą rzuciła, a fuj, a na nagich badylach siedzieć, a fuj toż już lepiej na sumaku było miejsca poszukać, a nie forscyjowymi pąkami się ozdabiać. Ejże powoli, powoli, zakrzyknęły kropelki sumakowe, a  toż my wyżej usiadłyśmy i szacunek się nam należy i miejsca już nie ma, i gości nie przyjmujemy, warknęły obruszone i nawet na słoneczko spojrzeć nie chciały.

Ech dzieci, dzieci westchnęły te, co na siwym świerku swe miejsce znalazły, na nic wasze kłótnie, na nic swary wasze, pokrzepimy ranek i odejdziemy. Nie zgadzamy się, wrzasnęło stado z jałowca, my na leśnym krzewie siedzimy, my w lasach przez dzień cały ozdobą jesteśmy. Ciszej tam, zamruczały kropelki z wielkiego kasztanowca, ciszej, skowronek się budzi i koncert zaczynał będzie. Cisza rozlała się po ogrodzie, zamilkło, znieruchomiało  wszystko, nawet dwie biedronki siedmiokropki, co na uschniętym liściu róży, przerwę w podróży sobie zrobiły, nawet pająk samotnik, który w ciemnym zakątku między świerkami wiosenne nici snuć zaczynał.

Czekali wszyscy na skowronka, wypatrywali kiedy wzbije się pod obłoczek, kiedy pierwsze trele powietrze przeszyją, kiedy radosny śpiew zadźwięczy jako ten srebrny dzwoneczek, a cisza trwała, tylko słoneczko coraz bardziej się uśmiechało, uśmiechało aż………… nagle  wystrzał armatni przerwał ciszę , zagrzmiało jak podczas najstraszniejszej burzy, to Biała Bestia się obudziła i głos dała !! Przeciągłe, jak syrena na okręcie, donośne, że aż wielki kasztanowiec zadrżał w posadach – hauuuuuu przywróciło mnie do rzeczywistości.

Wiosna, wiosna ach to ty, westchnąłem „puszczając oczko” Białej Bestii, pora budzić piękną włoszkę, westchnąłem po raz drugi otwierając z pilota zamki samochodu J

 

Oto Biała Bestia !! Oglądasz na własne ryzyko!!

Właściciel niniejszego bloga nie bierze odpowiedzialności za stany zawałowe, nerwice, jąkanie się, wypadanie włosów, moczenie nocne, bezsenności tudzież wszelkie inne przypadłości

 

 

Ups!!

To była Biała Bestia przed transformacją

Poniżej Biała Bestia po transformacji

Ocalić od zapomnienia

 

Było to już kiedyś, kiedyś gdzieś, już to ktoś czytał, ale…… może warto jeszcze raz przeczytać, może warto ocalić od zapomnienia coś, co zostało prawie zapomniane, do kosza wyrzucone niczym zakazana, opozycyjna „bibuła” za komunistycznych czasów.

trzy litrowa V6-ka

 

Trzy litrowa V6-ka skrywająca w sobie ponad dwieście mechanicznych kucy, ochoczo wkręcała się na obroty, pociągając za sobą wskazówkę prędkościomierza z zadziwiającą lekkością. Czysty, rasowy pomruk w okolicach 3,5 tysiąca obrotów komponował przepiękną muzykę, stłumioną doskonałym wyciszeniem kabiny, ale przez to jeszcze bardziej pożądanej. Na czystym, suchym asfalcie, basowy pomruk uzupełniany był popiskiwaniem opon, pokonujących zakręty tuż za granicą przyczepności. Brzmiało to jak najpiękniejsza solówka.

Wskazówka prędkościomierza tańczyła w górnych granicach trzycyfrowej liczby zaczynającej się jedynką, a na dłuższych odcinkach prostej z lekkością przekraczała tę magiczną liczbę. Z każdym kilometrem dochodziła do wniosku, że wszelkie ograniczenia prędkości były stawiane za czasów archaicznych pojazdów, że nie dotyczą tych nowych, wyposażonych w najnowocześniejsze systemy wspomagające kierowcę. Posiadanie owych dostarczało przyjemności tak czystej, jak źródlana woda, przez moment nawet pomyślała, że większej niż seks.

Kolejny zakręt pozwolił docenić boczne trzymanie foteli, z satysfakcją stwierdziła, że warto było dokupić to dodatkowe wyposażenie. Siła odśrodkowa wgniatała ją w oparcie, ale doskonałe wyprofilowanie podtrzymywało każdy cal jej ciała, lekki chłód naturalnej skóry przyprawiał o gęsią skórkę. Miała wrażenie, że porusza się po ściśle zaprogramowanym torze, niczym statek kosmiczny po zaplanowanej trajektorii.

Trasę znała doskonale, pokonywała ją od kilku lat, co najmniej raz na tydzień, do dzisiaj znacznie wolniej, gdyż nie pozwalał na to ówczesny sprzęt, jeszcze tylko długi łuk, idealnie wyprofilowany, długa prosta, skrzyżowanie i będzie u celu. Pamiętając porady na łuku zaczęła dociskać pedał przyspieszenia, wtedy przedni napęd wyciąga samochód i pozwala na zyskanie jeszcze odrobiny prędkości, chciała to poczuć, poczuć odrobinę więcej przeciążenia.

Tylko skąd u licha na tej drodze wolnobieżny. Jaskrawo- żółta machina zbliżała się w zastraszającym tempie . Gwałtowny skręt w lewo i niespodziewanie poczuła szorstki materiał poduszek powietrznych na swoim młodym, niezwykle atrakcyjnym ciele. Silne szarpniecie pirotechnicznych pasów bezpieczeństwa było jak porzucony, namiętny kochanek, domagający się po raz ostatni swoich praw. Przez moment miała satysfakcję, że warto było, że jest ich dużo, że po to są, aby chronić.

Obudziła się w przerażającej bieli, powoli składała myśli, po chwili wiedziała już, gdzie jest. Znała doskonale takie pomieszczenia, w końcu kilka lat miała bezpośredni kontakt z tą bielą i urządzeniami, kontakt zawodowy, pozwalający na spełnianie wielu zachcianek.

Zauważyła, że aparatura tuż obok spokojnie, miarowo popiskuje. Znała te dźwięki, wiedziała, że są prawidłowe i tylko monitorują sytuację. Nie zauważyła, gdy Ona weszła do sali, poczuła jej wzrok na sobie, ten wzrok, który znała z dzieciństwa. Wzrok, który mówił jej, że zrobiła źle, nie wyrażał nic więcej, był jak niemy wyrzut.

Próbowała się tłumaczyć, że miała abs-y i jeszcze coś tam, że to nic, bo się jej nic nie stało, za tydzień może dwa wyjdzie, ma ubezpieczenie, odrobi straty że………jej beznamiętny głos …………wiesz ta rodzina z przeciwka nie miała tyle szczęścia, żadne z nich…………

Wiedziała, dlaczego nagle zaczęło robić się ciemno, słyszała krzyki wielu ludzi i przeraźliwy pisk aparatury, czuła chyba nawet wyładowanie defibrylatora, ale nie słyszała już głosu prowadzącego reanimację, ona nie chciała za żadne skarby podjąć współpracy, nie miała chęci już………

 

p.s. te zapomniane teksty chcę zgromadzić w jednym miejscu

 

Gdy emocje już opadną

Gdy emocje już opadną jak po wielkiej bitwie kurz, trza się zebrać do ku…. no zebrać w sobie i porządek po imprezie jakiś zaprowadzić.

Ehhh cóż to za impreza była, zacnych gości tłum, wesoły gwar słychać było na pół mili, za dwoma lasami i jednym strumykiem. Niech żałują Ci, co albo się spóźnili, albo też wcale nie przybyli. A to ktoś chciał się do Barbie upodabniać i do końca nie wiadomo czy sugerowano bal przebierańców, czy też landrynkowego różu w wystroju brakowało. Tuż zaraz o mało gabinet okulistyczny trzeba by było otwierać, bo spór o sokoli wzrok powstał. Spór do chwili obecnej nie rozstrzygnięty, no bo jak tu takie egzystencjalne problemy roztrząsać, gdy ktoś cichutko w kąciku chce przycupnąć i wódki się domaga!!

Toż nie po to jest impreza, aby po kątach się chować i samotnie alkoholizować. Natentychmiast trzeba było rzecz wyjaśnić, czy osoba nieśmiała tylko, czy może czymś udręczona, a może ofochana na coś, na kogoś. Już, już, już prawie wszystko było wiadomo, już prawie w ogródku wszyscy byli, już się z gąską witali a tu masz!! Stoły zestawiać trzeba byle wartko, byle szybko, bo Zorba tańczona będzie i wcale te stoły nie po to zestawiać, aby parkiet uwolnić, zażądano kilku, lecz w tumulcie tam powstałym nie wiadomo czego żądano?? Drinków czy stołów i tak by dyskusja na temat kilku czegośtam trwała, gdyby nie zauważono że to fałszywka!!

Nie, nie Zorba była fałszywa, Zorba autentykiem zalatywała od pierwszego taktu, pomnę już że co niektórzy na kankana liczyli, ale gdzieżby tam, gdzieżby tam się liczyć z tym, na co ktoś se tam liczy, atmosferę trza podkręcić to i specsłużby zaangażowano. Plotka głosi, że to w sprawie tej fałszywki, się zjawili, znaków wodnych szukali, jakiś niteczek srebrnych, w tym zakresie pewności nie ma czy srebrnych, czy takich co to pociągnięcie spowoduje że coś spadnie, ale nikt nie chciał demonstrować co spaść może :)

Tak by poszukiwania znaków i nitek na niebie i ziemi trwały gdyby……………. o to było wejście godne smoka, ot pieczone żeberka się zjawiły i na ten czas gwar przycichł, śmiechy ustały, każden konsumpcją zajęty, ucho cieszy chwilą spokoju, jeno chrzęst łamanych żeber, oj spokojnie, spokojnie żebra chrzęściły jedynie te pieczone, rzecz jasna do czasu!!

Gdyż i ponieważ wnet tumult się podniósł, kto bardziej wiekowy!! Zamiast peselem się godnie poszczuć, to słowotwórcze instynkty się odezwały, bo czy dość dojrzała to to samo co stara, a może to jeszcze młoda, a nuż się uda wytargować, że nastolatka, już fochać prawie się co niektórzy byli gotowi, gdy hasło padło ubić gospodarza – elegancko i z klasą ale ubić gospodarza!! Ten ledwie żywy, wiadomo, rola gospodarza męcząca jest wielce, spąsowiał, spocił się ze strachu, jąkać się zaczyna ………… uff adwokat się na przyjęciu znalazł, mowę obrończą zaczyna, fakty nagina, ale nie ma nic za darmo o nie, ale o zapłacie stosownie przemilczę:)

Ech nie wszyscy bawić do końca się chcieli, na ploty polecieli. Nowocześnie, gadżeciarsko, na eeeyyyy niklowanej rurze poleciała, a co!! Ledwo zniknęła gdzieś w oddali, Ci co bardziej sokoli wzrok mieli twierdzą że na horyzoncie jeszcze ją widzieli, ale to bujda pewnie jakaś, gdy co odważniejsi, wiadomo skąd na imprezie bierze się odwaga, zazdrośni się zrobili, roszczenia wysnuwać zaczęli, żądania na pergaminie spisano i gospodarzowi wręczono. Tym razem pobladły gospodarz, w drżące dłonie pergamin ujął i gdy nie można mocą żadną, wykrzyczanych cofnąć słów zobowiązał się, że zabawa trwać dalej będzie !!

Z kronikarskiego obowiązku dodam jedynie, że też tam byłem miód, wino i gorzałkę piłem, fakty historyczne w porządku (chyba) chronologicznym ująłem :)

Gal Nieanonimowy

Więc bawmy się :)

Desperado zgięty w pół wita gości, po nie do końca jeszcze umeblowanym salonie licznie przybyłych usadza. Z każdym chce się przywitać, dla każdego dobre słowo znaleźć, ehhh rola gospodarza nie taka prosta jest. Już szum, gwar słychać śmiechy, wszyscy dopytują się co się stało, jak to się stało, że taka odważną decyzję podjął. Wtem stukanie łyżeczką o kielich zadźwięczało, Desperado za stołu wstaje, odchrząkuje nieco, gdyż nieśmiały z niego osobnik i głos mu w gardle uwiązł, albo wzruszenie gardło ścisnęło i do przemowy się szykuje. Odczekawszy nieco, aby towarzystwo szepty uciszyło, przemowę swą zaczyna, tymi oto słowami:

witam wszystkich tu przybyłych, wszystkich którym nie straszne są moje złośliwości, mój charakter czepilwy nieco, daje słowo, się nie zmieniać. Na początek chcę wyjaśnić , jak to desperado13.blog.pl w trudach powstało. Otóż namawiano mnie, ojjj namawiano od jakiegoś czasu, na wstąpienie w szeregi tej zacnej braci blogowej, ale proces decyzyjny długotrwały jest, ojjj długotrwały. Trwał on sobie w najlepsze czas jakiś, zainteresowanie wiedzą jaki, aż wreszcie przyparty do….. na potrzeby tej historii uznajmy, że do muru, argumentami, na potrzeby tej historii uznajmy że argumenty były nie do przebicia, uznałem że czas decyzje podjąć. Ale!! Ale, skoro decyzja podjęta była to i czas działanie zacząć i tu należy się wszystkim słowo wyjaśnienia, otóż przedpremierowo falsyfikat się znalazł!! Ale, żeby się odwdzięczyć pięknym za nadobne, Ci co mnie znają wiedzą, że dłużny nie pozostaję, na sam początek także falsyfikat stworzyłem

 

F A L S Y F I K A T

oczywiście musiało się stać… bo jakżeby inaczej, inaczej to sobie Frytka tego nie wyobrażała, bo przecież wiadomo (a jak nie wiadomo to proszę doczytać do końca, a wiadomo będzie…. ), że nieszczęścia parami chodzą… więc (a wiadomo, gdzie Frytka ma owo więc, na początku zdania…) nie dość, że stało się, to by się jeszcze narobiło… oj narobiłoby się, chociaż w sumie to jednak się narobiło, bo… Frytka wiosnę w kościach swych nie najmłodszych (oczywiście na protest w tym względzie, od jednej osoby Frytka bardzo liczy….) już poczuła… niby to nic wielkiego, nawet ptaszyny wiosnę czują…bo przyleciały przecież z dalekich krajów na polską ziemię boćki i choć zawiodły się srodze, bo tu zima pełna gębą i śnieg regularny jeszcze ze stoickim spokojem se zalega, to jednakowoż w swych czerwonych (i wcale nie od mrozu takie czerwone…. ) nóżętach wiosnę poczuły i oczekiwać jej w śniegu postanowiły…. takoż i Frytka wiosnę czując, postanowiła przeglądu odzieży lekkiej dokonać, gdyż podejrzenia pewne powzięła… że nadmiernie wydłużona zima pewne spustoszenia w garderobie wiosennej poczynić mogła…. tak pośrednio spustoszenia, gdyż nie o pustki rzecz się rozbija, a o przybytek pewien (tu Frytka na kolejny protest liczy….)… przybytek masy, niestety nie mięśniowej, gdyż czas jakiś temu zaniechała Frytka siłowni i wcale nie z powodu młodej ( i wiekiem i stażem małżeńskim…) żony trenera, a bardziej przyziemne powody zmusiły ją do tak radykalnych decyzji…. tak więc (patrz wyżej gdzie ma Frytka więc…), podejrzenia o zgromadzenie dodatkowej tkanki tłuszczowej Frytka się sama podejrzewać zaczęła.!!… (miejsce na kolejny protest, tym razem bardziej stanowczy….)…. rzecz jasna potrzebowała w tym względzie obiektywnej oceny (bo ta osoba, na protest której Frytka liczy, wielce nieobiektywna jest…..), postanowiła więc przymiarki ciucha wiosenno letniego dokonać…. zdziwienie jej coraz bardziej na twarzy się malowało, aż do pełnego zachwytu/ zadowolenia/ uśmiechu gdyż… ale o tym za chwilę…. mierzy więc Frytka bluzeczki po kolei ta z rękawem króciutkim, zwiewna taka… a to tę z mniejszym dekoltem… z dużym dekoltem… (aż sama do siebie się nieco zarumieniła, oj ten dekolt to chyba trochę za duży, ale za to jaki seksowny…)… dokłada do niej spódnicę taką nie za długą, ale jeszcze nie mini, taką co to kolanko odsłania i ciut więcej jeszcze, ale… nie za dużo co by, na ten przykład, podczas jazdy samochodem kierowcy za bardzo nie rozpraszać… bo nieszczęście gotowe… i cieszy się Frytka, że spódniczka lekko ciasnawa jesienią teraz pasuje, jakby świeżo skrojona na miarę była…. a do takiej spódniczki, takiej bluzeczki z dekoltem tylko szpileczek brakuje…. leci więc Frytka do przedpokoju szpileczki z kurzu wyciera, zakłada i krokiem paradnym do pokoju chce wracać, gdy….noszszszsz musiało się coś stać!!…. trrrrrach i … obcasik jeden, jako ta zapałka marna się wziął i złamał !!…. leci więc Frytka, pozbawiona stabilnej podstawy na ścianę, break dance odczynia, co by od upadku się obronić (i gdzież to są Ci silni faceci, co to chwalą się, że kobiety chcą chronić, się Frytka pyta?…..)…. nagle…. cud dłonie jej napotykają coś, to coś wydaje się być twarde, mocne, ale… wydawało się tylko Frytce, że może się na tym oprzeć i równowagę odzyskać. … rumor urywanych drzwi od szafy, wywabia Młodego z pokoju (dziwne, że w ogóle go coś potrafi wywabić, po za koniecznością konsumpcji i potrzebami fizjologicznymi, gdy dzień wolny jest i laptopa matczynego ma do dyspozycji…..) – remont szykujemy czy się gdzieś wyprowadzamy ?… to pytanie mogło by Frytkę wyprowadzić z równowagi, gdyby te równowagę posiadała…. trzymając się lewitujących co nieco drzwi , nieco mętnym wzrokiem zmierzyła Młodego, który przezornie wycofał się na z góry upatrzoną pozycję (czytaj w pośpiechu zwiał do pokoju….)…. zgrzyt klucza w zamku obwieścił mało przytomnej jeszcze Frytce, że oto Młoda powraca na rodziny łono…. noszszsz (zaklęła szpetnie Frytka w myślach…) … następna się nawinęła, ciekawe co mądrego będzie miała do powiedzenia!!…. Młoda rzuciwszy okiem na pobojowisko, bezbłędnie oceniła straty i rzecze – możesz tak u mnie też zrobić??… przydały by mi się nowe meble !!…i rzucając uśmiech (dobrze, że uszy posiada, wyrodna córka, gdyż w przeciwnym wypadku uśmiech byłby dookoła głowy….) zniknęła w kuchni pozostawiając Frytkę samą, z własnymi myślami, urwanymi drzwiami i o zgrozo złamanym obcasem w ulubionych szpileczkach … myśli sobie więc Frytka, szlak trafił szpileczki… szlak trafił (no nie całkiem trafił, tak na pół trafił szafę bo pewnie się da to jakoś naprawić….), więc się narobiło…. ale mogło by się więcej narobić, gdyby tak Frytka siniaki na ciało swe ( w miejscach widocznych….) pozyskała!! ….A Mąż jak raz, w domu gości…. było by niezwykle trudno w pracy wyjaśnić, że to wypadek/przypadek…. nie wie teraz Frytka czy to znak, że za szybko przyodziewek wiosenny szykować zechciała?… czy szpileczki wymownie dały do zrozumienia, że już Frytki nosić więcej nie chcą i emerytury się domagają!?!?…. jedno jest pewne, nie przeciążyła ich (tych szpileczek znaczy się…..) Frytka, gdyż ciuch letni wszelki, pasuje jak do tej pory, więc podejrzenia o nadprogramowym przybytku masy niesłuszne się okazały, za co Frytka wdzięczna jest… no sama sobie wdzięczna jest ….

 

A co jak Kuba Bogu i tak dalej, ale nie ważne bawmy się !!

początek

hmmm, trudny czy łatwy?